16.01.2023, 23:42 ✶
- W ramach mandatu zajmiesz się przekopaniem ogródka – odparła Brenna beztrosko. Charlie był w tej chwili poszukiwany, i to nawet nie przez Ministerstwo, a przez śmierciożerców. Zajmowanie się takimi drobiazgami jak mandat było ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę. – Tak, mówię właśnie o nim – przyznała.
Najchętniej trzymałaby Charlesa z dala od zagrożenia. Choćby dlatego, co chłopak mówił. Miał ochotę kopnąć paru śmierciożerców. Doskonale jednak rozumiała potrzebę działania i chęć zemsty. Nie wspominając o tym, że wcale nie mieli tabunów ludzi, chętnych do walki w pierwszym szeregu.
Dlatego Brenna myślała o tym, żeby wprowadzić go w struktury Zakonu, ale… powoli. Nie była w końcu obeznana w tajnikach ludzkiej psychologii, nie miała pojęcia, w jakim stanie jest Charlie, a znali się też zbyt słabo, aby wiedziała, na ile można mu zaufać. (A choć wydawała się bardzo otwarta, tak naprawdę prawdziwe zaufanie, jeśli miała je do kogokolwiek, to tylko do Erika i Mavelle.) Zresztą, ona sama nawet po półtora roku była właściwie pewna, że nie zna wszystkich jego członków, nie dostawała też oczywiście pełnych informacji o każdej misji…
- Sokół będzie bardziej przydatny niż coś siłowego. Jeżeli trzeba by było po prostu pogryźć gardło, do tego wystarczę ja. Jestem wilkiem – przyznała bez większych oporów, wszak znajdowała się w rejestrze. A skoro oboje byli animagami, i w domu mieli jeszcze jednego animaga, mogli w pewnych sprawach utworzyć całkiem zgrany zespół.
- W mojej szafie wcale nie panuje bezdenna pustka… - mruknęła Brenna. Miała przynajmniej kilka par jeansów, parę koszul, znalazłaby się jakaś spódnica, a i były ciuchy na bardziej eleganckie okazje, od spotkania w interesach po bal.
Inna sprawa, że faktycznie, nawet Erik miał w szafie więcej ubrań niż ona.
- To klubokawiarnia – uzupełniła wyjaśnienia Erika. Zawahała się trochę, ale Nora faktycznie potrzebowała pracowników, a chociaż oni od Charliego nie planowali brać pieniędzy, chłopak prędzej czy później będzie przecież potrzebować własnych funduszy. – Porozmawiam z Norą, jeżeli to ci pasuje. Tyle że... nie powiem, kim jesteś, ale muszę ją uprzedzić, że pewnie nie będziesz siedział… cicho w konflikcie. Nie sądzę, by to jej przeszkadzało, sama jest półkrwi, niemniej lepiej, żeby to wiedziała. To dla ciebie w porządku?
Nie planowała chodzić i rozgłaszać historii Charlesa na prawo i lewo, ale uważała, że powinna zasugerować Norze, że Rokwood może z czasem dołączyć do Zakonu. Wprawdzie była więcej niż pewna, że Nora nie uzna tego za problem, niemniej Brenna nie chciała przed nią ukrywać tej możliwości.
- Jeżeli nikt z was nie planuje zaopiekować się żadnym z tych kapeluszy, to zniosę je na dół do wyrzucenia, a wy możecie przyjrzeć się tym drewnianym pudłom – dodała, podnosząc część pudeł, w których upchnęła te nakrycia głowy zniszczone albo absolutnie niemodne.
Najchętniej trzymałaby Charlesa z dala od zagrożenia. Choćby dlatego, co chłopak mówił. Miał ochotę kopnąć paru śmierciożerców. Doskonale jednak rozumiała potrzebę działania i chęć zemsty. Nie wspominając o tym, że wcale nie mieli tabunów ludzi, chętnych do walki w pierwszym szeregu.
Dlatego Brenna myślała o tym, żeby wprowadzić go w struktury Zakonu, ale… powoli. Nie była w końcu obeznana w tajnikach ludzkiej psychologii, nie miała pojęcia, w jakim stanie jest Charlie, a znali się też zbyt słabo, aby wiedziała, na ile można mu zaufać. (A choć wydawała się bardzo otwarta, tak naprawdę prawdziwe zaufanie, jeśli miała je do kogokolwiek, to tylko do Erika i Mavelle.) Zresztą, ona sama nawet po półtora roku była właściwie pewna, że nie zna wszystkich jego członków, nie dostawała też oczywiście pełnych informacji o każdej misji…
- Sokół będzie bardziej przydatny niż coś siłowego. Jeżeli trzeba by było po prostu pogryźć gardło, do tego wystarczę ja. Jestem wilkiem – przyznała bez większych oporów, wszak znajdowała się w rejestrze. A skoro oboje byli animagami, i w domu mieli jeszcze jednego animaga, mogli w pewnych sprawach utworzyć całkiem zgrany zespół.
- W mojej szafie wcale nie panuje bezdenna pustka… - mruknęła Brenna. Miała przynajmniej kilka par jeansów, parę koszul, znalazłaby się jakaś spódnica, a i były ciuchy na bardziej eleganckie okazje, od spotkania w interesach po bal.
Inna sprawa, że faktycznie, nawet Erik miał w szafie więcej ubrań niż ona.
- To klubokawiarnia – uzupełniła wyjaśnienia Erika. Zawahała się trochę, ale Nora faktycznie potrzebowała pracowników, a chociaż oni od Charliego nie planowali brać pieniędzy, chłopak prędzej czy później będzie przecież potrzebować własnych funduszy. – Porozmawiam z Norą, jeżeli to ci pasuje. Tyle że... nie powiem, kim jesteś, ale muszę ją uprzedzić, że pewnie nie będziesz siedział… cicho w konflikcie. Nie sądzę, by to jej przeszkadzało, sama jest półkrwi, niemniej lepiej, żeby to wiedziała. To dla ciebie w porządku?
Nie planowała chodzić i rozgłaszać historii Charlesa na prawo i lewo, ale uważała, że powinna zasugerować Norze, że Rokwood może z czasem dołączyć do Zakonu. Wprawdzie była więcej niż pewna, że Nora nie uzna tego za problem, niemniej Brenna nie chciała przed nią ukrywać tej możliwości.
- Jeżeli nikt z was nie planuje zaopiekować się żadnym z tych kapeluszy, to zniosę je na dół do wyrzucenia, a wy możecie przyjrzeć się tym drewnianym pudłom – dodała, podnosząc część pudeł, w których upchnęła te nakrycia głowy zniszczone albo absolutnie niemodne.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.