23.09.2024, 12:02 ✶
Ileż to minęło od ich ostatniego spotkania? Kiedy ostatni raz jej drobne dłonie mogły w akcie radości zawiesić się na sylwetce jednej z nielicznych osób, które potrafiły okazać jej serce? Czy wiedział jak bardzo się zmieniła?
Jako dziecko łaknęła ciepła, chciała brać garściami od życia i uczyć się na temat wszystkiego co ją otaczało. Była radosnym, ciekawskim, bardzo śmiałym i szczerym dzieckiem. Małym ancymonem pozostawionym w centrum zamieci śnieżnej. Ojciec wychowywał ich surową, twardą ręką, matki nigdy nie poznała żyjąc w świadomości bycia jej mordercą, zaś najstarszy brat nienawidził jej od urodzenia - jedynie Charles był jej metaforycznym kocykiem, starając okryć ją od zimna.
Charles, Sophi, oraz zawsze wyczekiwany z utęsknieniem wuj Anthony.
Do dziś pamiętała, gdy jeszcze jako mała dziewczynka, przesiadywała w oknie, czekając niecierpliwie na jego przyjazd, który był dla niej niczym święta.
Było to jednak za mało, aby uchować jej słodycz i niewinność.
Jej charakter zyskał szereg cech, które nie przystały dobrze wychowanej damie - jednakże w domu nigdy nie było damskiego wzorca. Jej wyrywny charakter przybrał agresywne barwy, które nie raz wpychały ją w kłopoty. Stała się dominująca, złośliwa i arogancka. W końcu gruboskórnym łatwiej było żyć spokojnie.
Siebie z dzieciństwa wspominała raczej z pogardą.
Było jej wstyd, gdy zdała sobie sprawę, że życie to bal przebierańców, a Ona jako jedyna przychodziła z prawdziwą twarzą i sercem na dłoni.
Gdy dostała zaproszenie miała mieszane uczucia. Jakaś jej część czuła obawy, zaś inna skrytą radość. Nie mówiąc już o tym, że była zaskoczona samym zaproszeniem.
Kiedy ktoś ostatni raz zaprosił ją na lody? - na to pytanie nie odnalazła odpowiedzi.
Niemniej jednak sytuacja w domu jedynie zachęcała do pójścia. Ile można pić, lub włóczyć się po lesie wisielców samotnie? Taki wypad zdawał się miłą odmianą.
O tym gdzie idzie nie powiedziała nikomu, zresztą każdy był zajęty i nikt nigdy nie wnikał zanadto dokąd wychodziła, szczególnie że włóczęgostwo miała we krwi od małego. Już za dzieciaka była bardzo niezależna, zawsze wszystko chciała robić sama, w dodatku jeśli za coś się zabierała, chciała być w tym najlepsza i niesamowicie frustrowało ją, gdy coś zwyczajnie jej nie wychodziło.
Szła, nonszalancko zerkając po twarzach mijanych ludzi, a w jej myślach tańczyły ramię w ramie obawy z pytaniami.
W końcu i dotarła przed drzwi cukierni. Zawahała się. Czy powinna? Może powinna grzecznie odmówić, zamiast się zgadzać.
Nigdy nie była wstydliwa czy nieśmiała, dlatego też dziwiła się samej sobie, że ta sprawa wywoływała tyle sprzecznych uczuć.
Jednak na odwrót było już za późno.
Westchnęła cicho, wchodząc do środka.
Jasne, lodowe tęczówki zabarwione arogancją i obojętnością przesuwały się po nieznajomych sylwetkach.
Słysząc swoje imię drgnęła, zastygając w bezruchu. Dźwięk głosu, którego tak dawno nie słyszała roztopił jej serce, przywołując szereg wspomnień. Obróciła twarz w kierunku źródła zamieszania, wsłuchując się w każde słowo.
Tak miło było chociaż przez chwilę nie słyszeć bełkotu angoli.
Zdawało jej się jakoby czas pierw się zatrzymał, a następnie cofnął.
-Wujaszku! - zagaiła po norwesku, a jej chłodne ślepia zalśniły niczym dwie migoczące gwiazdy, nabierając czułego wyrazu. Jak gdyby cały chłód w jednej chwili ustąpił na wskutek jednego słowa.
Anthony był jedną z tych nielicznych osób, które potrafiły okazać jej ciepło i wsparcie, gdy najbardziej tego potrzebowała. W czasie, gdy chłonęła niczym gąbka, kształtując swój światopogląd.
Na tyle dużo by pokochać, na tyle mało aby tęsknić. Swoim postępowaniem wpisał się w jej pamięci jako jeden z tych przy których mogła pozwolić sobie opuścić gardę, na powrót stając się małym łobuziakiem. Jeden z tych, któremu uchyliłaby nieba i oddała serce na dłoni.
Wszystkie obawy zniknęły, a Ona sama sprężystym krokiem podeszła do mężczyzny, aby go uściskać, o ile jej na to pozwolił.
-Tak bardzo tęskniłam - mruknęła, wpatrując się w niego niczym w obrazek - Nic się nie zmieniłeś...
Zaraz dosiadła się, odgarniając włosy za ucho.
-Podróż? Podróż jak podróż - wyznała, delikatnie wzruszając ramionami - Chyba do tej pory była najmilszym co mnie spotkało od kiedy opuściłam Norwegie -stwierdziła z nieco kpiącym uśmiechem, stukając paznokciami o drewniany blat stołu.
-Nie licząc tego, że w końcu mogłam Cię spotkać - dodała już całkiem szczerze. Zdecydowanie widok wuja poprawił jej nastrój. Cała ta sytuacja z Charlesem strasznie ją niepokoiła. Nie chciała by się wyprowadzał. Nie on.
-Bo... widziałeś pewnie ten wywiad z Charlim, prawda? -dodała nieco ciszej, bardziej markotnie - Nie wiem kto się bardziej zdenerwował... czy wuj, czy ojciec - mruknęła, przesuwając wzrok na stół. Może i wywiad był głupi, lecz Anthony dobrze wiedział jak bliska była relacja Scarlett z jej bratem.
Jako dziecko łaknęła ciepła, chciała brać garściami od życia i uczyć się na temat wszystkiego co ją otaczało. Była radosnym, ciekawskim, bardzo śmiałym i szczerym dzieckiem. Małym ancymonem pozostawionym w centrum zamieci śnieżnej. Ojciec wychowywał ich surową, twardą ręką, matki nigdy nie poznała żyjąc w świadomości bycia jej mordercą, zaś najstarszy brat nienawidził jej od urodzenia - jedynie Charles był jej metaforycznym kocykiem, starając okryć ją od zimna.
Charles, Sophi, oraz zawsze wyczekiwany z utęsknieniem wuj Anthony.
Do dziś pamiętała, gdy jeszcze jako mała dziewczynka, przesiadywała w oknie, czekając niecierpliwie na jego przyjazd, który był dla niej niczym święta.
Było to jednak za mało, aby uchować jej słodycz i niewinność.
Jej charakter zyskał szereg cech, które nie przystały dobrze wychowanej damie - jednakże w domu nigdy nie było damskiego wzorca. Jej wyrywny charakter przybrał agresywne barwy, które nie raz wpychały ją w kłopoty. Stała się dominująca, złośliwa i arogancka. W końcu gruboskórnym łatwiej było żyć spokojnie.
Siebie z dzieciństwa wspominała raczej z pogardą.
Było jej wstyd, gdy zdała sobie sprawę, że życie to bal przebierańców, a Ona jako jedyna przychodziła z prawdziwą twarzą i sercem na dłoni.
Gdy dostała zaproszenie miała mieszane uczucia. Jakaś jej część czuła obawy, zaś inna skrytą radość. Nie mówiąc już o tym, że była zaskoczona samym zaproszeniem.
Kiedy ktoś ostatni raz zaprosił ją na lody? - na to pytanie nie odnalazła odpowiedzi.
Niemniej jednak sytuacja w domu jedynie zachęcała do pójścia. Ile można pić, lub włóczyć się po lesie wisielców samotnie? Taki wypad zdawał się miłą odmianą.
O tym gdzie idzie nie powiedziała nikomu, zresztą każdy był zajęty i nikt nigdy nie wnikał zanadto dokąd wychodziła, szczególnie że włóczęgostwo miała we krwi od małego. Już za dzieciaka była bardzo niezależna, zawsze wszystko chciała robić sama, w dodatku jeśli za coś się zabierała, chciała być w tym najlepsza i niesamowicie frustrowało ją, gdy coś zwyczajnie jej nie wychodziło.
Szła, nonszalancko zerkając po twarzach mijanych ludzi, a w jej myślach tańczyły ramię w ramie obawy z pytaniami.
W końcu i dotarła przed drzwi cukierni. Zawahała się. Czy powinna? Może powinna grzecznie odmówić, zamiast się zgadzać.
Nigdy nie była wstydliwa czy nieśmiała, dlatego też dziwiła się samej sobie, że ta sprawa wywoływała tyle sprzecznych uczuć.
Jednak na odwrót było już za późno.
Westchnęła cicho, wchodząc do środka.
Jasne, lodowe tęczówki zabarwione arogancją i obojętnością przesuwały się po nieznajomych sylwetkach.
Słysząc swoje imię drgnęła, zastygając w bezruchu. Dźwięk głosu, którego tak dawno nie słyszała roztopił jej serce, przywołując szereg wspomnień. Obróciła twarz w kierunku źródła zamieszania, wsłuchując się w każde słowo.
Tak miło było chociaż przez chwilę nie słyszeć bełkotu angoli.
Zdawało jej się jakoby czas pierw się zatrzymał, a następnie cofnął.
-Wujaszku! - zagaiła po norwesku, a jej chłodne ślepia zalśniły niczym dwie migoczące gwiazdy, nabierając czułego wyrazu. Jak gdyby cały chłód w jednej chwili ustąpił na wskutek jednego słowa.
Anthony był jedną z tych nielicznych osób, które potrafiły okazać jej ciepło i wsparcie, gdy najbardziej tego potrzebowała. W czasie, gdy chłonęła niczym gąbka, kształtując swój światopogląd.
Na tyle dużo by pokochać, na tyle mało aby tęsknić. Swoim postępowaniem wpisał się w jej pamięci jako jeden z tych przy których mogła pozwolić sobie opuścić gardę, na powrót stając się małym łobuziakiem. Jeden z tych, któremu uchyliłaby nieba i oddała serce na dłoni.
Wszystkie obawy zniknęły, a Ona sama sprężystym krokiem podeszła do mężczyzny, aby go uściskać, o ile jej na to pozwolił.
-Tak bardzo tęskniłam - mruknęła, wpatrując się w niego niczym w obrazek - Nic się nie zmieniłeś...
Zaraz dosiadła się, odgarniając włosy za ucho.
-Podróż? Podróż jak podróż - wyznała, delikatnie wzruszając ramionami - Chyba do tej pory była najmilszym co mnie spotkało od kiedy opuściłam Norwegie -stwierdziła z nieco kpiącym uśmiechem, stukając paznokciami o drewniany blat stołu.
-Nie licząc tego, że w końcu mogłam Cię spotkać - dodała już całkiem szczerze. Zdecydowanie widok wuja poprawił jej nastrój. Cała ta sytuacja z Charlesem strasznie ją niepokoiła. Nie chciała by się wyprowadzał. Nie on.
-Bo... widziałeś pewnie ten wywiad z Charlim, prawda? -dodała nieco ciszej, bardziej markotnie - Nie wiem kto się bardziej zdenerwował... czy wuj, czy ojciec - mruknęła, przesuwając wzrok na stół. Może i wywiad był głupi, lecz Anthony dobrze wiedział jak bliska była relacja Scarlett z jej bratem.