Znając życie, nawet gdyby mieli podobne zdanie na ten temat, to i tak udałoby się im o to pokłócić. Nic nie wychodziło tej dwójce tak dobrze jak niesnaski o każdą pierdołę. Byli do siebie tak bardzo podobni, że chyba nie mogli sobie z tym poradzić. Trudno było patrzeć na drugiego człowieka trochę jak w lustro, szczególnie zauważając przede wszystkim jego wady, tak bliskie tym swoim własnym.
- Oczywiście, w końcu wszyscy doceniają szczerość, czyż nie? - To nie miało najmniejszego sensu, nie poleciałaby się poskarżyć o to, że nie pasowało jej towarzystwo podczas wyprawy. Nie chciała wychodzić na wybredną, zresztą nigdy nie miała problemu z dogadaniem się z kompanami, kim by oni nie byli. To był pierwszy raz kiedy jawnie się z kimś droczyła. Z drugiej strony nie był to też nie wiadomo jaki konflikt. Oni ze sobą rozmawiali w ten sposób od dawna. Ich relacja wyglądała na mocno napiętą, ale nie była szczególnie groźna. Nie sądziła, żeby Ambroise był osobą, która mogłaby ją skrzywdzić, nie wydawało się jej też, aby życzył jej źle. Ona tylko czasami myślała o tym, że chętnie by zobaczyła, jak się potyka i przewraca na twarz, ale to właściwie też nie było raczej szczególnie groźne.
- Tak, ale chyba mam prawo docenić to, że się sprawdzasz w swojej roli? - Próbowała być miła, naprawdę próbowała, ale on po prostu nie chciał dać się lubić. Wbrew pozorom nie brakowało jej kultury, więc zwyczajnie postanowiła mu podziękować za to, że zauważył ewentualne niebezpieczeństwo i ją przed nim obronił. Jasne, wiedziała, że każde z nich miało tutaj do odegrania swoją rolę, ale nie zmieniało to faktu, że nie musieli być nadętymi bucami, którzy nie zauważali zaangażowania drugiej strony.
Nie miała pojęcia, czy Ambroise wiedział coś więcej o tym miejscu, pewnie nie, wierzyła, że gdyby tak było, to by się podzielił z nią dodatkowymi informacjami, bo dzisiaj grali w jednej drużynie, bez względu na to, jak się do siebie odnosili. - Na pewno tak się stanie, zawsze najpierw wyczuwam zagrożenie, dopiero później się pojawia. - Oczywiście jeśli chodziło o potwory, nie musiały znajdować się tuż przed nią, aby miała pewność, że są gdzieś w okolicy. Jeśli jakieś bestie się tutaj pojawią, to wyczuje je nim znajdą się w zasięgu ich wzroku, nie było innej opcji.
Cóż, Yaxleyówna nie była specjalistką w klątwach, urokach, czy iluzji. To nie były jej ulubione magiczne dziedziny. Nic dziwnego więc, że nie zauważyła podstępu, nie wyczuła zagrożenia. Zresztą Greengrass też raczej był jedną z osób, które miały rozpoznać te namacalne zagrożenie, tak samo jak ona. Nie byli gotowi na to, że coś może chcieć zadrzeć z ich umysłami. Powinni przygotować się też na taką ewentualność, może w gronie tych osób które nie przyszły miał być specjalista od podobnych dziedzin.
Czuła spokój, co powinno ją zdziwić, bo jeszcze chwilę wcześniej przecież się gotowała, ale nie zauważyła zagrożenia, nie dostrzegła tej zmiany. Zapomniała o śniegu, mrozie, o tym co znajdywało się poza terenem posiadłości. Liczyło się tylko to, co działo się tu i teraz.
- To prawda, ale nie ma się czym przejmować, nie musimy w ogóle na nich patrzeć, najważniejsze, że jesteśmy tutaj razem, czyż nie? - Najwyraźniej zupełnie ignorowała swoją niechęć do mężczyzny, która kilka minut temu była zauważalna. Zupełnie zmieniła podejście. Spoglądała na niego rozmarzonymi oczami. Była taką szczęściarą, że mogła mieć kogoś takiego u swojego boku.
Szło jej się bardzo lekko, jakby unosiła się nad trawą, czuła dziwną błogość, może to przez alkohol, który wypili. Na pewno nie pogardzili wykwintnymi trunkami, które zorganizowali gospodarze.
- Ależ tak, na pewno na nas czekają, przecież to przyjęcie wydane dla nas. - Nagle ją olśniło, nie wiedziała jeszcze z jakiej okazji było ono zorganizowane, ale to oni mieli być najważniejszymi podczas tego przyjęcia. Próbowała się skupić, żeby wyłapać powód dla którego się tutaj znaleźli, ale nie szło jej to najlepiej. Była wiosna, czyż wiosną nie mieli mieć przyjęcia zaręczynowego. To musiało być to.
- Charles, przecież to nasze zaręczyny, muszą na nas patrzeć. - Dopiero teraz sobie przypomniała powód dla którego się tutaj znaleźli, zerknęła na swoją dłoń, wpatrując się przy tym w pierścień, który znajdował się na jej palcu. Wszystko zaczęło się rozjaśniać.
Ich rodziny spotkały się w tym miejscu, aby świętować to, że ich już niedługo oficjalnie pozostaną połączone. Najwyraźniej im również to odpowiadało, bo kobieta czuła się przy nim bardzo spokojnie, nie mogła oderwać od niego rąk, wtuliła się w ramię mężczyzny, gdy objął ją w tali. Cieszyła się, że ma go tak blisko siebie. Już niedługo będą oficjalnie małżeństwem.
- Już niedługo będziemy mieli to za sobą, nie mogę się doczekać, aż wreszcie powiemy sobie tak. - Spoglądała przy tym na niego jak zaczarowana, ależ miała szczęście, że trafiła na takiego wspaniałego mężczyznę.