- No jasne, kurwa, twoja niedomyślność to też moja wina. - Prychnęła głośno, ależ on jej kurewsko dzisiaj działał na nerwy. - Obyś nie musiał nigdy sam się przekonać o precyzyjności mojego strzelania. - Miała chęć pokazać mu, jak strzela, najlepiej trafiając w niego, oczywiście nie tak, żeby go uszkodzić na dłużej, miałoby go to tylko drasnąć, zaboleć przez chwilę. Miała ochotę go skrzywdzić, bo po pierwsze kurewsko ją irytował, a po drugie negował jej umiejętności. Chętnie by mu pokazała jak strzela.
Nie sądziła, że to może być jego odruch obronny, że ciągle próbował szukać jej słabości aby sam poczuł się silniejszy. Na siłę łapał się tych niedopowiedzianych słów, wytykał jej każdy, najdrobniejszy szczegół. Nie sądziła, że sama do tego doprowadziła, nie wydawało jej się, że potraktowała go, aż tak okropnie. Zresztą ją samą najbliżsi pocieszali w podobny sposób, jak ona wtedy próbowała zrobić w szklarni. Nie bez powodu była taka szorstka w obyciu, może tym się różnili? Chuj jeden wiedział, co się działo, ona naprawdę czuła się w tym wszystkim zagubiona, gdyby tylko mogła zrozumieć źródło tego zachowania, na pewno by to zrobiła, ale nie mogła, w tej chwili bowiem była zajęta dotykaniem Charlesa.
Nie mogła oderwać od niego swoich dłoni. Był taki cudowny, jak to możliwe, że jej cały świat stał teraz przed nią? Chyba nigdy nie czuła takiego spokoju i pewności. Ten mężczyzna był najwspanialszym, co jej się przytrafiło.
- Charles, nie wiem właściwie, jak to możliwe, że na ciebie zasłużyłam. - Nie spodziewała się, że przyjdzie jej znaleźć prawdziwego księcia z bajki, niesamowitego, łagodnego, opiekuńczego. Nigdy nie podejrzewałaby, że będzie jej dane spędzić życie z kimś takim.
- Na szczęście nie musimy uciekać, już niedługo wreszcie zostaniesz moim mężem. - Mieli sporo szczęścia, że ich rodziny postanowiły zaaranżować to małżeństwo. Z początku podchodziła do tego z dozą ostrożności, nie znała go przecież prawie wcale, poza tymi kilkoma interakcjami, gdy wydawał się jej być zadufanym w sobie nastolatkiem. Kiedy jednak poznali się tak naprawdę dotarło do niej, że była w błędzie. Był dokładnie tym, o czym marzyła. Bardzo szybko stał się jej, a ona jego, jakby byli dwoma zagubionymi połówkami jednej duszy, które razem miały się złączyć w jedną, idealną, pełną.
Nigdy nie wydawało jej się, że małżeństwo będzie tym, czego zapragnie. Miała sporo planów, ambicji, które zajmowały jej czas. Coś się jednak zmieniło, kiedy jej go przedstawiono, zaczął jej przysłaniać wszystko to, co wydawało jej się być ważne. Zapragnęła pewnej stałości, chciała, żeby wszedł do jej życia ze swoimi butami i został tam na zawsze. Była do duża odmiana, nigdy bowiem nie zakładała nawet, że będzie w stanie odczuwać takie emocje, że będzie w stanie kogoś pokochać. Wystarczyła tylko chwila, aby stał się jej całym światem. Najwyraźniej wszystkie jej przekonania były błędne, nawet ona miała serce, chociaż niektórzy nazywali ją za plecami królową lodu. Widać potrzebowała znaleźć odpowiedniego księcia, który był w stanie roztopić lód na jej sercu.
Nigdy nie przywiązywała wagi do interesów, którymi zajmowała się jej rodzina. Wiedziała, że jej związek z Charlesem na pewno przyniesie im jakieś korzyści, jego familii pewnie również. Nie bez powodu postanowiono ich ze sobą zeswatać. Powód jednak nie miał najmniejszego znaczenia, bo gdy tylko go ujrzała to wiedziała, że chce zostać jego żoną. Nie myślała o tym, co jej rodzina może zyskać, najważniejsze było to, że już niedługo to on będzie jej rodziną, nic innego się nie liczyło.
Dostała wszystko, czego pragnęła. Ojciec nie potrafił jej odmówić każdej, nawet najbardziej nieprzemyślanej głupoty. Zależało mu na szczęściu jego jedynej córeczki. Wykorzystywała to, jak tylko mogła, liczyła na to, że faktycznie spełni jej zachcianki, nie był zresztą teraz jednym, miała wrażenie, że i Charles dałby jej gwiazdkę z nieba, gdyby o nią poprosiła. Uwielbiała to, że tak ją rozpieszczał. Nie zależało jej jednak na zbyt hucznym ślubie, przygotowanie takiego przyjęcia mogły trwać naprawdę długo, gotowa była zaakceptować nieco skromniejszą ceremonię, aby szybciej doszło do zawarcia związku małżeńskiego. Zależało jej na czasie, chciała jak najszybciej zacząć budować z nim wspólny świat. Wiedziała, że razem będzie im naprawdę dobrze, że będą mogli osiągnąć wszystko, co sobie tylko wymarzą. Nie dało się ich pokonać, na pewno nie wtedy, kiedy byli razem. Nie brakowało im determinacji i umiejętności, mogli zdobyć cały świat, gdyby tylko chcieli. Zresztą wierzyła, że już niedługo uda im się to osiągnąć.
- Wiesz, że nie potrzebuję pałacu, prawda? Wystarczy, że będziesz ze mną. - To nie tak, że nie odpowiadała jej wizja mieszkania w najpiękniejszym dworku w okolicy, jednak najważniejsze dla niej było to, aby on znajdował się obok, nic innego się nie liczyło. Mogliby zamieszkać nawet i w stodole, a byłaby najszczęśliwszą kobietą, gdyby on znajdował się u jej boku. Wiedziała, że do tego nie dojdzie, bo chciał jej dać wszystko to co najlepsze, ale chciała, żeby wiedział, że to nie to, co materialne było dla niej najważniejsze, tylko on. Mogłaby mu powtarzać bez przerwy jak wiele dla niej znaczy, jak bardzo go kocha.
Udało im się przywitać wszystkich gości, co wcale nie było prostym zadaniem. Nie miała pojęcia skąd właściwie ich matki wytrzasnęły tych wszystkich ludzi. Było to dosyć męczące, aczkolwiek, gdy znajdowała się boku Charlesa wszystko przychodziło jej bardzo lekkie, w ogóle nie odczuwała presji. Mogłaby spędzić z nim w ten sposób wieczność, chociaż zdecydowanie wolałaby, aby znaleźli się w bardziej ustronnym miejscu. Nie znosiła mieć rąk przy sobie, a przy tych wszystkich ludziach niestety pozwalała sobie na nieco mniej bliskości. Nie mogła go przecież całować co chwilę, bo nigdy nie skończyliby ich witać.
Siedziała obok swojego księcia, wpatrzona w niego jak w obrazek. Splotła swoje dłonie z jego, bo nie miała ochoty dłużej trzymać rąk przy sobie, potrzebowała go dotknąć, poczuć jego ciepłą skórę. Podniosła w końcu wzrok w stronę wuja, który zaczął swoją przemowę.
Opowiadał coś o tym, że nareszcie ich dwie rodziny zostaną ze sobą oficjalnie połączone. Tak naprawdę nie słuchała go wcale, zajęta była podziwianiem profilu swojego narzeczonego, wyglądał przepięknie oświetlony tymi światłami z żyrandola, niczym postać wyrwana ze stron bajek, które znała z dzieciństwa.