24.09.2024, 05:40 ✶
W sumie to nic mu nie było.
A przynajmniej tak myślał, kiedy znajoma twarz mrugała mu światłem po oczach, sprawdzając jego stan, kiedy wreszcie znalazł się w szpitalu. Był oszołomiony i poobijany, do tego miał problemy z oddychaniem, ale pod koniec dnia nie było to nic, czego nie załatwiłby dobrze zaaplikowany eliksir. Pewnie też wypuściliby go o wiele wcześniej do domu, gdyby nie fakt że pojawiła się Florence i kazała go zatrzymać dłużej. A potem pojawił się Basilius i zrobił dokładnie to samo.
Zawsze go trochę fascynowało to, jak siostra i kuzyn mieli obcykane wszelkie sprawy, które aktualnie działy się z Mungu. Miał wrażenie, że nie mijało pięć minut, kiedy trafiał na oddział, żeby któreś z nich nie wychynęło z któregoś korytarza i zaraz się nim zajęło, oczywiście serwując mu zalecaną porcję pouczeń, krzywych spojrzeń i protekcjonalności.
Oczywiście też, obydwoje skomentowali jego wąsa. Ten przekrzywił się w wyniku wybuchu, tak że żałośnie zwisał nad jedną wargą, ale w szoku w ogóle tego nie ogarnął. Zerwał go z siebie gdy wspomniała o nim siostra i żałował, że nie może go doprawić na czole Basiliusowi, kiedy ten cały uchachany wspomniał o nim, bo powiedziała mu pielęgniarka. Był więc absolutnie oburzony wszystkim, co go do tej pory spotkało w szpitalu, począwszy od podwójnego kazania, przez podśmiechujki, a na fakcie że musiał tu siedzieć do rana kończąc.
I prawdę powiedziawszy, kiedy usłyszał skrzypnięcie drzwi i kroki w swoim pokoju, pomyślał że to znowu któreś z nich, przyszło złośliwie sprawdzić czy wszystko było z nim w porządku i czy niczego nie potrzebował.
- NIE BĘDĘ tego znowu słuchać! Mam was dość, bo wszystko co robicie to mnie bezprawnie tutaj trzymacie i oceniacie mojego wąsa! - oznajmił głośno i wyraźnie, nieco zirytowanym tonem, w ogóle nawet nie patrząc w stronę wejścia, bo nawiązanie kontaktu wzrokowego tylko by ich zachęciło do podjęcia dyskusji, a on nie miał zamiaru słuchać, jak ktoś podważa jego jedność z wąsem, nawet jeśli nie miał go już doklejonego.
A przynajmniej tak myślał, kiedy znajoma twarz mrugała mu światłem po oczach, sprawdzając jego stan, kiedy wreszcie znalazł się w szpitalu. Był oszołomiony i poobijany, do tego miał problemy z oddychaniem, ale pod koniec dnia nie było to nic, czego nie załatwiłby dobrze zaaplikowany eliksir. Pewnie też wypuściliby go o wiele wcześniej do domu, gdyby nie fakt że pojawiła się Florence i kazała go zatrzymać dłużej. A potem pojawił się Basilius i zrobił dokładnie to samo.
Zawsze go trochę fascynowało to, jak siostra i kuzyn mieli obcykane wszelkie sprawy, które aktualnie działy się z Mungu. Miał wrażenie, że nie mijało pięć minut, kiedy trafiał na oddział, żeby któreś z nich nie wychynęło z któregoś korytarza i zaraz się nim zajęło, oczywiście serwując mu zalecaną porcję pouczeń, krzywych spojrzeń i protekcjonalności.
Oczywiście też, obydwoje skomentowali jego wąsa. Ten przekrzywił się w wyniku wybuchu, tak że żałośnie zwisał nad jedną wargą, ale w szoku w ogóle tego nie ogarnął. Zerwał go z siebie gdy wspomniała o nim siostra i żałował, że nie może go doprawić na czole Basiliusowi, kiedy ten cały uchachany wspomniał o nim, bo powiedziała mu pielęgniarka. Był więc absolutnie oburzony wszystkim, co go do tej pory spotkało w szpitalu, począwszy od podwójnego kazania, przez podśmiechujki, a na fakcie że musiał tu siedzieć do rana kończąc.
I prawdę powiedziawszy, kiedy usłyszał skrzypnięcie drzwi i kroki w swoim pokoju, pomyślał że to znowu któreś z nich, przyszło złośliwie sprawdzić czy wszystko było z nim w porządku i czy niczego nie potrzebował.
- NIE BĘDĘ tego znowu słuchać! Mam was dość, bo wszystko co robicie to mnie bezprawnie tutaj trzymacie i oceniacie mojego wąsa! - oznajmił głośno i wyraźnie, nieco zirytowanym tonem, w ogóle nawet nie patrząc w stronę wejścia, bo nawiązanie kontaktu wzrokowego tylko by ich zachęciło do podjęcia dyskusji, a on nie miał zamiaru słuchać, jak ktoś podważa jego jedność z wąsem, nawet jeśli nie miał go już doklejonego.