24.09.2024, 06:03 ✶
Poprzedni dzień, a w szczególności perypetie wewnątrz tego niepozornego domku, szybko dały mu do zrozumienia, że powinien się wszystkim zająć szybciej niż później. Pewnie dlatego z samego rana udało mu się złapać jeszcze ojca i dopytać, gdzie zostały wciśnięte wszystkie potrzebne do założenia przekładni rzeczy. Nawet nie chodziło o to, że specjalnie bał się że ktoś wejdzie do tej piwnicy - był pewien że gdyby coś takiego się stało, to tylko w wykonaniu nieproszonego gościa, który dość szybko zrozumiałby, że wcale nie powinien tam być. Ktokolwiek by się tam zaplątał, szybko dostałby nauczkę, sprezentowaną mu przez zaklęte lustro, znajdujące się na samym końcu zagadkowej ścieżki zdrowia. Coś jednak Atreusie wciąż czuło się zaniepokojone tym, co słyszeli z Brenną zanim pognali do piwnicy. Drapanie w drzwi, stukanie w okno czy odbijająca się na szybie cienista ręka, nie brzmiały jak coś czego chciałby doświadczyć ponownie i jakoś tak uznał, że skoro w piwnicy ostatni raz słyszeli coś podejrzanego, to dla spokoju ducha powinien założyć zamek.
Dlatego teraz narzędzia leżały złożone w salonie, zostawione tam przez niego w przelocie, bo kiedy pojawił się w Little Hangleton to nie w umówionym z Anthonym miejscu, a u siebie w domu. Bo przecież nie miał zamiaru tego wszystkiego ze sobą targać.
- Tutaj - kiwnął głową, ściskając dłoń Shafiqa, nieco pewniej niż on jego. Zawsze bawiło go z jakiegoś powodu, że Anthony nosił takie samo imię jak jego drogi przyjaciel, a mimo tego tak diametralnie zdawali się od siebie różnić. A może było to tylko wrażenie - pierwszy rzut oka, spowodowany głównie tym, że nawet jeśli Atreus przyzwyczajony był na patrzenie dalej i dokładniej, to nie zawsze mu się chciało to robić. - Hm, sąsiedzie. Jakoś to jeszcze do mnie nie dotarło. Chociaż w sumie ciężko mówić o sąsiedztwie, kiedy jeszcze nie do końca wiem czy faktycznie będę tutaj spędzał więcej jak mniej czasu - wzruszył beztrosko ramionami, kierując swoje kroki w stronę domostwa. - Masz na myśli Morpheusa Longbottoma? - rzucił lekko, mimowolnie podłapując słowa Brenny z wczorajszego dnia. Pewnie nawet nie mrugnąłby okiem, gdyby nie fakt że przytoczyła imię swojego wuja i Shafiwa w tym samym zdaniu, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem. - A planujecie je jeszcze w sierpniu czy może to już rozrywka wraz z nadejściem jesieni? Znaczy, ja dobremu przyjęciu powitalnemu nigdy nie odmówię, ale tak z ciekawości pytam.
Dlatego teraz narzędzia leżały złożone w salonie, zostawione tam przez niego w przelocie, bo kiedy pojawił się w Little Hangleton to nie w umówionym z Anthonym miejscu, a u siebie w domu. Bo przecież nie miał zamiaru tego wszystkiego ze sobą targać.
- Tutaj - kiwnął głową, ściskając dłoń Shafiqa, nieco pewniej niż on jego. Zawsze bawiło go z jakiegoś powodu, że Anthony nosił takie samo imię jak jego drogi przyjaciel, a mimo tego tak diametralnie zdawali się od siebie różnić. A może było to tylko wrażenie - pierwszy rzut oka, spowodowany głównie tym, że nawet jeśli Atreus przyzwyczajony był na patrzenie dalej i dokładniej, to nie zawsze mu się chciało to robić. - Hm, sąsiedzie. Jakoś to jeszcze do mnie nie dotarło. Chociaż w sumie ciężko mówić o sąsiedztwie, kiedy jeszcze nie do końca wiem czy faktycznie będę tutaj spędzał więcej jak mniej czasu - wzruszył beztrosko ramionami, kierując swoje kroki w stronę domostwa. - Masz na myśli Morpheusa Longbottoma? - rzucił lekko, mimowolnie podłapując słowa Brenny z wczorajszego dnia. Pewnie nawet nie mrugnąłby okiem, gdyby nie fakt że przytoczyła imię swojego wuja i Shafiwa w tym samym zdaniu, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem. - A planujecie je jeszcze w sierpniu czy może to już rozrywka wraz z nadejściem jesieni? Znaczy, ja dobremu przyjęciu powitalnemu nigdy nie odmówię, ale tak z ciekawości pytam.