Z dyskusji z Lady wyrwało ją rzucone gdzieś w tle Dzień dobry. - Masz szczęście młoda damo, że ktoś uratował cię przed moją dalszą pogadanką. - Rzuciła jeszcze cicho do kotki, która nie posiliła się nawet na odpowiedzenie jej tylko miałknęła przeciągle zadowolona.
Bycie kocią mamą nie było wcale prostym zadaniem. Koty miały swoje charakterki i potrafiły wleźć na głowę, kiedy pozwalało się im na zbyt wiele. Lady nie była pierwszym magicznym kotem panny Figg, jednak bardzo różniła się od Salema, który opuścił ją w maju. Czasem Norce go brakowało, pomagał jej w wielu sprawach, był przyjacielem, na którego mogła liczyć. Wiedziała, że w przyszłości kotka pewnie przyjmie podobną rolę, jednak póki co była raczej kocim dzieckiem, Figgówna określiłaby aktualny poziom rozwoju kociaka na równoległy Mabel. Nie było łatwo mieć w tym miejscu tyle dzieciaków. Jakoś będzie musiała z tym poradzić, zawsze to robiła.
- Dzień dobry. - Rzuciła lekko zbliżając się do mężczyzny. Kojarzyła go, był jednym ze stałych klientów, dowiedziała się również, że jego sklep znajduje się tuż obok cukierni. Dobrze było mieć odpowiednie stosunki z sąsiadami, dlatego panna Figg była w stosunku do niego wręcz przesadnie miła (jakby dla kogoś innego nie była). Nie było to mocno wymuszone.
Nora weszła za ladę, stamtąd jakoś łatwiej było jej doradzać, jakby ten kawałek drewna nieco ograniczał jej widoczność. Zaczęła się rozglądać po swoich słodkościach. Nie wiedziała w co pójść tym razem, czy bardziej klasyczne smaki, czy coś zaskakującego.
Słodkości Nory były małymi dziełami sztuki. Każde ciastko, tarteletka prezentowało się pięknie. Widac było, że kobieta wkłada całe serce w to, aby uszczęśliwić swoich klientów.
- Może miałbyś ochotę na nasze nowe, letnie połączenie, ciasto kokosowe z marakują? - Wolała zapytać, czy w ogóle trafiła w jego gusta.