24.09.2024, 08:43 ✶
Charlotte nie była miłą osobą. Pozowała jednak na taką przy wielu okazjach, dostosowując osobowość prezentowaną światu do tego, co akurat miała chęć osiągnąć, zmieniała się niby kameleon. I tylko dlatego zwykle nie krytykowała cudzego wyglądu na prawo i lewo – rzucała takie uwagi na temat innych czy to do przyjaciół, czy czasem do dzieci (odkąd podrosły, oczywiście), czy ewentualnie wtedy, kiedy chciała uderzyć kogoś w miękkie i przeczuwała że osoba ta ma kompleksy na punkcie aparycji.
Ktoś, kto powiedział, że Puchoni muszą być mili… no, poznał tylko to jej fałszywe oblicze, które wyciągała na wierzch, kiedy uznawała, że bycie miłą Puchoneczką jest dla niej najbardziej korzystne.
Dlatego teraz parsknęła cicho, rozbawiona zachowaniem Jessiego, które może jakaś naprawdę miła matka by skarciła, i które nawet mogłoby wzbudzić w takiej wyrzuty sumienia, że źle syna wychowała. Ona zamiast tego ujęła Jaspera pod rękę, kierując się wraz z nim do wyjścia.
– Czy to wyzwanie, kochanie? Bo jeśli tak, chętnie podejmę rękawicę – powiedziała, a na jej ustach zamajaczył uśmiech, bo miała już kilka pomysłów. Czy Jessie chciał zobaczyć ich realizację? No cóż, to już zależało tylko od niego. Czy miałyby się mu spodobać? Tutaj Charlotte uważała, że mama przecież zawsze wie najlepiej, więc na pewno wyszłyby mu na dobre! – Doskonale, zaproś ją w takim razie na herbatkę. Może najbliższa sobota? Ewentualnie wtorek, nie poniedziałek, bo w poniedziałek przychodzą do Departamentu nowe próbki, pewnie zostanę dłużej – stwierdziła Charlotte, zerkając na Jaspera tak, jak zerkałaby każda matka, której syn wspomina, że jakaś dziewczyna chciałaby ją poznać czyli z mieszanką pewnego zaciekawienia i podejrzliwości.
Ujęła odruchowo podetknięty jej balonik, a potem zadarła głowę i spojrzała na jego tęczowe kolory, po czym wzruszyła lekko ramionami. Skoro był za darmo, nie zamierzała się wykłócać – za darmo to uczciwa cena, nauczyła się tego, gdy musiała dokładnie obliczać, ile jest warta wywieziona z domu biżuteria, ślubne prezenty i na jak długo to wszystko wystarczy.
– Możemy iść dalej. Stanowczo jednak odmawiam wchodzenia do jakichkolwiek, kręcących się filiżanek.
Ktoś, kto powiedział, że Puchoni muszą być mili… no, poznał tylko to jej fałszywe oblicze, które wyciągała na wierzch, kiedy uznawała, że bycie miłą Puchoneczką jest dla niej najbardziej korzystne.
Dlatego teraz parsknęła cicho, rozbawiona zachowaniem Jessiego, które może jakaś naprawdę miła matka by skarciła, i które nawet mogłoby wzbudzić w takiej wyrzuty sumienia, że źle syna wychowała. Ona zamiast tego ujęła Jaspera pod rękę, kierując się wraz z nim do wyjścia.
– Czy to wyzwanie, kochanie? Bo jeśli tak, chętnie podejmę rękawicę – powiedziała, a na jej ustach zamajaczył uśmiech, bo miała już kilka pomysłów. Czy Jessie chciał zobaczyć ich realizację? No cóż, to już zależało tylko od niego. Czy miałyby się mu spodobać? Tutaj Charlotte uważała, że mama przecież zawsze wie najlepiej, więc na pewno wyszłyby mu na dobre! – Doskonale, zaproś ją w takim razie na herbatkę. Może najbliższa sobota? Ewentualnie wtorek, nie poniedziałek, bo w poniedziałek przychodzą do Departamentu nowe próbki, pewnie zostanę dłużej – stwierdziła Charlotte, zerkając na Jaspera tak, jak zerkałaby każda matka, której syn wspomina, że jakaś dziewczyna chciałaby ją poznać czyli z mieszanką pewnego zaciekawienia i podejrzliwości.
Ujęła odruchowo podetknięty jej balonik, a potem zadarła głowę i spojrzała na jego tęczowe kolory, po czym wzruszyła lekko ramionami. Skoro był za darmo, nie zamierzała się wykłócać – za darmo to uczciwa cena, nauczyła się tego, gdy musiała dokładnie obliczać, ile jest warta wywieziona z domu biżuteria, ślubne prezenty i na jak długo to wszystko wystarczy.
– Możemy iść dalej. Stanowczo jednak odmawiam wchodzenia do jakichkolwiek, kręcących się filiżanek.