17.01.2023, 00:59 ✶
Z każdą chwilą utwierdzała się w przekonaniu, że na głupszy pomysł wpaść już nie mogła. Zdecydowanie trzeba było pozostać przy swoim motocyklu i nie zdradzać go z powietrzną lafiryndą, nawet jeśli zdrada ta miała mieć miejsce ku chwale dobrej zabawy i zacieśniania więzów rodzinno-lokatorskich.
Cóż, wyglądało na to, że tym razem magia Brenny na Mavelle już nie zadziała, bowiem Bonesówna właśnie straciła wszelkie chęci do śmigania na drewnianym „rumaku” w pogoni za kaflem. Albo i zniczem. Chociaż chyba jednak raczej kaflem, biorąc pod uwagę, iż daleko jej było do sprawności, przy której nie obawiałaby się przekraczać wszelkie możliwe prędkości, byleby tylko złapać niewielką, skrzydlatą piłeczkę.
Cóż, Qudditcha najwyraźniej lepiej pozostawić innym; sama po prostu się rozsiądzie i będzie zajadać kiełbaski – dokarmiając przy tym Gałgana, zapewne – oraz dopingować którąś z drużyn. Bo nie ma mowy, żeby Brenna (a przynajmniej tak zarzekała się w tej chwili) zdołała ją namówić do takich rozgrywek. Już prędzej zdecydowałaby się z nią pójść na włam – co oczywiście nie licowałoby nijak z wartościami, jakimi kierowały się w życiu obie kobiety, nie mówiąc już o tym, jakie świadectwo by wystawiły Brygadzie.
Iście przewspaniałe.
Co gorsza, nawet nie była odpowiednio ubrana na taką eskapadę. Nie planowała wzbijać się bardzo wysoko w przestworza; to miało być raptem parę rundek wokół domu na przyzwoitej wysokości; tylko tyle i aż tyle. Stąd też nie opatuliła się nie wiadomo jak, bo nie było takiej potrzeby.
Przynajmniej do momentu, w którym miotła nie oszalała.
Czyli problemy miała co najmniej dwa, na pierwszy rzut oka: zauważenie przez mugoli oraz potencjalne uświerknięcie na tej cholernej miotle.
- Czekaj ty, przerobię cię na drzazgi, zobaczysz! – zagroziła jeszcze swojemu „rumakowi”. Rzecz jasna, groźba nie przypadła do gustu, co zaowocowało bryknięciem… ufff, dobrze, że nie puszczała kija ani na moment!
W bezmiarze ciemności pojawiło się niespodziewane światełko w tunelu; zanim zdążyła dojść do wniosku, że może spróbować kogoś złapać poprzez wysłanie mentalnej wiadomości, okazało się, iż nie ona jedna podbijała przestworza.
- I to jeszcze jak! Przestała się całkiem słuchać! – odkrzyknęła, nawet nie próbując zadzierać głowy do góry, żeby dojrzeć, kto się oferował. Wolała nie tracić z oczu tego demoniego pomiotu ani na chwilę…
Cóż, wyglądało na to, że tym razem magia Brenny na Mavelle już nie zadziała, bowiem Bonesówna właśnie straciła wszelkie chęci do śmigania na drewnianym „rumaku” w pogoni za kaflem. Albo i zniczem. Chociaż chyba jednak raczej kaflem, biorąc pod uwagę, iż daleko jej było do sprawności, przy której nie obawiałaby się przekraczać wszelkie możliwe prędkości, byleby tylko złapać niewielką, skrzydlatą piłeczkę.
Cóż, Qudditcha najwyraźniej lepiej pozostawić innym; sama po prostu się rozsiądzie i będzie zajadać kiełbaski – dokarmiając przy tym Gałgana, zapewne – oraz dopingować którąś z drużyn. Bo nie ma mowy, żeby Brenna (a przynajmniej tak zarzekała się w tej chwili) zdołała ją namówić do takich rozgrywek. Już prędzej zdecydowałaby się z nią pójść na włam – co oczywiście nie licowałoby nijak z wartościami, jakimi kierowały się w życiu obie kobiety, nie mówiąc już o tym, jakie świadectwo by wystawiły Brygadzie.
Iście przewspaniałe.
Co gorsza, nawet nie była odpowiednio ubrana na taką eskapadę. Nie planowała wzbijać się bardzo wysoko w przestworza; to miało być raptem parę rundek wokół domu na przyzwoitej wysokości; tylko tyle i aż tyle. Stąd też nie opatuliła się nie wiadomo jak, bo nie było takiej potrzeby.
Przynajmniej do momentu, w którym miotła nie oszalała.
Czyli problemy miała co najmniej dwa, na pierwszy rzut oka: zauważenie przez mugoli oraz potencjalne uświerknięcie na tej cholernej miotle.
- Czekaj ty, przerobię cię na drzazgi, zobaczysz! – zagroziła jeszcze swojemu „rumakowi”. Rzecz jasna, groźba nie przypadła do gustu, co zaowocowało bryknięciem… ufff, dobrze, że nie puszczała kija ani na moment!
W bezmiarze ciemności pojawiło się niespodziewane światełko w tunelu; zanim zdążyła dojść do wniosku, że może spróbować kogoś złapać poprzez wysłanie mentalnej wiadomości, okazało się, iż nie ona jedna podbijała przestworza.
- I to jeszcze jak! Przestała się całkiem słuchać! – odkrzyknęła, nawet nie próbując zadzierać głowy do góry, żeby dojrzeć, kto się oferował. Wolała nie tracić z oczu tego demoniego pomiotu ani na chwilę…
355/786