Nie miał okazji usłyszeć, że Owen się odnalazł, więc w zasadzie to była spora ulga, że się udało. Enigmatyczne stwierdzienie, że wszyscy są już bezpieczni, kiedy Laurent sam wiedział, że nie byli, nie dawało satysfakcji. A to właśnie usłyszał od osób, które zajmowały się, ładnie ujmując, sprzątaniem po samym Windermere. Wiedział, że nie wszyscy byli bezpieczni, bo wtedy Ciril - selkie, którego poznał - bezpieczny nie był, a Astaroth nadal siedział wtedy w jeziorze i nie wyglądał przy tym zbyt dobrze. I miał rację - niedługo potem Laurent się prawie całkowicie wykrwawił w jego imieniu. Opuścił wzrok na czarną tarczę, jaką była kawa. Odbijał się w niej blask okna i liście paprotki, która stała na parapecie. Wszystko to ciemne, bez szczegółów. Gdyby się pochylił - ujrzałby tam swoje odbicie. I może z tym odbiciem wszedłby w dywagacje na temat tego, jak niepoprawne było, że w ogóle zapomniał wtedy o Owenie Bagshotcie. Ponieważ zapomniał. Ciężar tamtych wydarzeń przyćmił jego umysł - traktował to właśnie jak wymówkę, która nie powinna mieć miejsca. Z drugiej strony czy nadmierne udręczanie się własną niedoskonałością sens miało? O, miało - z pewnością.
- Masz rację. - Odpowiedział automatycznie, chociaż nie myślał o tym w tak prosty sposób. Tak, Basilius miał rację, ale wcale nie znaczyło to, że tak po prostu się z tą racją zgadzał. Zawsze przecież było to pole, w którym wychodzisz z koziołka własnych niedoskonałości i urastasz do kogoś lepszego, do kogoś więcej. Jesteś lepszą wersją siebie. Czy nie taką, jakiej wszyscy oczekiwali? Sam wiedział, że idealizuje takiego Basiliusa w kwestii jego mądrości, zdolności, możliwości, ale jednocześnie wcale nie był zły o popełnione błędy i mógł powiedzieć 'przecież to takie ludzkie'. O wiele trudniej było tak powiedzieć przed lustrem.
- Dlaczego ktoś chciał podpalić las? - Nie brakowało wariatów i szaleńców, ale za każdym razem było to takie same wariactwo, kiedy docierało do uszu Laurenta. Wandalizm, podpalenia, celowa chęć niszczenia, mordowanie. Przemoc. Wiele ułomności, które człowiek nosił w sobie i czynił krzywdę drugiej istocie - po co? Czasem dla satysfakcji, innym razem dla zysku. - Tam... nie. Była więcej niż jedna osoba gotowa chronić mnie własną piersią. - Uśmiechnął się, ale to nie był uśmiech wesoły. Jeden z tych trochę krzywych, wyrażających gorycz zamiast zadowolenia. - Wiesz, jeśli chodzi o podpalenia... miałem ostatnio przez tydzień wandala w New Forest. Na szczęście już po sprawie, ale myślałem, że oszaleję. Prawie zginęły przez niego konie, zrobił krzywdę hipogryfom, oskubał nawet... feniksa. - Wsunął palce we włosy i na moment pochylił głowę, nim odetchnął i się naprostował. - Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie mają w sobie tyle pragnienia destrukcji. To mnie przytłacza.