17.01.2023, 01:55 ✶
- A kto mówi, że ignorują… - mruknął Darcy. Mógłby tłumaczyć, jak działają procedury i że właściwie to w świecie czarów ciężko złapać przestępcę, który może się teleportować z jednego krańca kraju na drugi, ale uznał, że nie warto. Co go obchodziło, że ktoś miał złą opinię o Brygadzie? Sam w niej nie pracował. Zamiast tego skupił się więc na piciu swojego piwa, jednym uchem przysługując rozmowie, która toczyła się przy stole.
Nie wytrzymał jednak, kiedy Trevor wspomniał o tym, „po co się uczą magii”.
- Eee… nie? Uczymy się magii, bo jest… no przydatna, a jak jej nie umiesz, to zrobisz sobie krzywdę? – odparł wyraźnie zaskoczony. Nigdy nie przykładał się jakoś szczególnie do OPCM mocami, bo ani nie miał do tego talentu, ani nie był zainteresowany pojedynkowaniem się. Poza tym należał do ludzi raczej unikających niebezpiecznych sytuacji.
Nie wspominając o tym, że kiedy te parę lat temu był w szkole, zdawało się, że nastał okres spokoju. Skąd czarodzieje mogli wiedzieć, że to po prostu przerwa między dwiema wojnami, prowadzonymi przez różnych, czarnych panów?
- Umiesz uszyć szatę? Zrobić różdżkę? Napisać rzetelny artykuł? – wytknął Trevorowi, w duchu oburzony. Czuł, że ten się wywyższa, bo sam potrafił się bronić, a Darcy lubił się wywyższać, za to bardzo nie lubił, kiedy ktoś wywyższał się ponad niego. A on nie był zainteresowany magią defensywną i ofensywną, bo był skupiony na czymś innym. – Zaczarować zabawki dla dzieci? Wyleczyć rany i tak dalej? Każdy ma talent do czegoś innego, nie da się włożyć w czasu we wszystko i ja nie wiem, jakby ten świat smutno wyglądał, jakby każdy miał się uczyć walczyć, bo zaraz coś wyskoczy zza rogu i go zabije… I pewnie, że bym jej bronił, ale jak wyskoczy na mnie czarnoksiężnik, co się szkoli tylko w zabijaniu ludzi, to mi zdany OWUTem nic nie pomoże – burknął opryskliwie. Trevora irytowało to, jak wyglądał świat, a Darcyego irytowało podchodzenie do sprawy tak, że każdy miał obowiązek ćwiczyć się w walce.
Nie był człowiekiem biorącym prawo w swoje ręce. I bardzo lubił myśl, że inni też powinni tego prawa przestrzegać, bo jego zdaniem jak zaczynali sami kombinować, mogli tylko zaszkodzić.
- Może ta czarownica nie ma do tego talentu? Młoda dziewczyna wcale nie musi być gotowa do walki w każdej sytuacji i… i… - urwał nagle. Gdzieś do jego głowy wpadła pewna myśl.
Aparat, młoda dziewczyna, reporterzy Proroka… Zaraz… czy Daisy nie robiła zdjęć na tym Marszu?
To było już dość dawno i Darcy oczywiście wiedział, że Daisy jest teraz w domu, cała i zdrowa. Mimo to przełknął piwo, wpatrując się przed siebie, z zupełnie inną miną niż przed chwilą. Czy jego mała siostrzyczka znalazła się w aż tak dużym niebezpieczeństwie? I w dodatku ratował ją taki opryskliwy gość, co tutaj gadał – zdaniem Darcyego – same kłopoty? No nie, Lockhart po prostu nie mógł tego przeżyć!
Musiał teraz, już, natychmiast wrócić do siostry, spytać, co dokładnie stało się na marszu, a i jeszcze najlepiej dostać opis mężczyzny, który jej pomógł. Zerknął jeszcze na Trevora, ot tak, żeby dobrze zapamiętać jego wizerunek i móc w razie potrzeby porównać do ewentualnych słów siostry.
Darcy nie pamiętał już nawet o dziewczynie, która go wystawiła.
Chłopak podniósł się gwałtownie, prawie przewracając krzesło. Pozostawił po sobie kufel, z resztką piwa na dnie. Prawie wybiegł z gospody, nie żegnając się – zwykle by to pewnie zrobił, bo starał się trzymać pozorów dobrych manier, ale był nazbyt wzburzony – i gdy tylko znalazł miejsce, w którym nie mógł zauważyć go żaden mugol, teleportował się do Londynu, przed księgarnią Lockhartów.
Nie wytrzymał jednak, kiedy Trevor wspomniał o tym, „po co się uczą magii”.
- Eee… nie? Uczymy się magii, bo jest… no przydatna, a jak jej nie umiesz, to zrobisz sobie krzywdę? – odparł wyraźnie zaskoczony. Nigdy nie przykładał się jakoś szczególnie do OPCM mocami, bo ani nie miał do tego talentu, ani nie był zainteresowany pojedynkowaniem się. Poza tym należał do ludzi raczej unikających niebezpiecznych sytuacji.
Nie wspominając o tym, że kiedy te parę lat temu był w szkole, zdawało się, że nastał okres spokoju. Skąd czarodzieje mogli wiedzieć, że to po prostu przerwa między dwiema wojnami, prowadzonymi przez różnych, czarnych panów?
- Umiesz uszyć szatę? Zrobić różdżkę? Napisać rzetelny artykuł? – wytknął Trevorowi, w duchu oburzony. Czuł, że ten się wywyższa, bo sam potrafił się bronić, a Darcy lubił się wywyższać, za to bardzo nie lubił, kiedy ktoś wywyższał się ponad niego. A on nie był zainteresowany magią defensywną i ofensywną, bo był skupiony na czymś innym. – Zaczarować zabawki dla dzieci? Wyleczyć rany i tak dalej? Każdy ma talent do czegoś innego, nie da się włożyć w czasu we wszystko i ja nie wiem, jakby ten świat smutno wyglądał, jakby każdy miał się uczyć walczyć, bo zaraz coś wyskoczy zza rogu i go zabije… I pewnie, że bym jej bronił, ale jak wyskoczy na mnie czarnoksiężnik, co się szkoli tylko w zabijaniu ludzi, to mi zdany OWUTem nic nie pomoże – burknął opryskliwie. Trevora irytowało to, jak wyglądał świat, a Darcyego irytowało podchodzenie do sprawy tak, że każdy miał obowiązek ćwiczyć się w walce.
Nie był człowiekiem biorącym prawo w swoje ręce. I bardzo lubił myśl, że inni też powinni tego prawa przestrzegać, bo jego zdaniem jak zaczynali sami kombinować, mogli tylko zaszkodzić.
- Może ta czarownica nie ma do tego talentu? Młoda dziewczyna wcale nie musi być gotowa do walki w każdej sytuacji i… i… - urwał nagle. Gdzieś do jego głowy wpadła pewna myśl.
Aparat, młoda dziewczyna, reporterzy Proroka… Zaraz… czy Daisy nie robiła zdjęć na tym Marszu?
To było już dość dawno i Darcy oczywiście wiedział, że Daisy jest teraz w domu, cała i zdrowa. Mimo to przełknął piwo, wpatrując się przed siebie, z zupełnie inną miną niż przed chwilą. Czy jego mała siostrzyczka znalazła się w aż tak dużym niebezpieczeństwie? I w dodatku ratował ją taki opryskliwy gość, co tutaj gadał – zdaniem Darcyego – same kłopoty? No nie, Lockhart po prostu nie mógł tego przeżyć!
Musiał teraz, już, natychmiast wrócić do siostry, spytać, co dokładnie stało się na marszu, a i jeszcze najlepiej dostać opis mężczyzny, który jej pomógł. Zerknął jeszcze na Trevora, ot tak, żeby dobrze zapamiętać jego wizerunek i móc w razie potrzeby porównać do ewentualnych słów siostry.
Darcy nie pamiętał już nawet o dziewczynie, która go wystawiła.
Chłopak podniósł się gwałtownie, prawie przewracając krzesło. Pozostawił po sobie kufel, z resztką piwa na dnie. Prawie wybiegł z gospody, nie żegnając się – zwykle by to pewnie zrobił, bo starał się trzymać pozorów dobrych manier, ale był nazbyt wzburzony – i gdy tylko znalazł miejsce, w którym nie mógł zauważyć go żaden mugol, teleportował się do Londynu, przed księgarnią Lockhartów.