- A co jeśli nie chciałabym szukać kogoś innego? - Jasne, na pewno by się znalazł ktoś kto mógłby jej zajść za skórę, chociaż nie była pewna, czy właśnie w ten sposób. Wydawało jej się to teraz zupełnie nie przeszkadzać, chociaż wcześniej irytowało ją w jaki sposób się do niej odnosił. Aktualnie istotne było to, że cokolwiek ich łączyło. Mogły to być nawet bitwy na słowa, czy przytyki. Zupełnie jej to nie obchodziło, ważne, że reagowali na siebie jakoś. Może nawet chciałaby, aby to się nieco zmieniło, żeby wrócili do tego, co było na początku. Nie miała pojęcia, czy w ogóle jest to możliwe, chociaż gdzieś tam tliła się nadzieja, że może faktycznie się uda. Napawał ją optymizm, który wcześniej nawet nie próbował się pojawiać. Dziwne, bardzo dziwne. Nie zamierzała jednak tego negować, wiadomo, że wspólne przygody potrafiły zacierać nieporozumienia, wznosić relacje na wyżyny, czy coś.
- Myśl sobie co chcesz, ja i tak wiem swoje. - Nie zamierzała rozdmuchiwać tego tematu. Faktem było, że zrobiła mu krzywdę zupełnie przypadkowo i jej się to nie podobało. Straciła kontrolę nad swoimi umiejętnościami, co w ogóle nie powinno się wydarzyć. Zaczęła przez to trochę wątpić w swoje zdolności, a osoba o jej profesji powinna być ich pewna. To nie mogło powtórzyć się nigdy więcej. Nie ułatwiało myślenia o tym to, że czuła aktualnie zbyt dużo, a nie była szczególnie przyzwyczajona do tego, że emocje ją aż tak męczyły. To miejsce musiało mieć na to wszystko jakiś wpływ, przynajmniej tak podejrzewała.
- Wolałabym jednak, żebyś był z niej zadowolony, chociaż tyle mogę dla ciebie zrobić skoro stałeś się nim przeze mnie. - Nie wiedzieć czemu, chciała sprawić mu przyjemność, chociaż drobną, zależało jej na tym, aby czuł się tutaj, przy niej dobrze, mimo tej chujowej sytuacji, w której się znaleźli, przede wszystkim właściwie to on się znalazł. Ona nie ucierpiała, trochę męczyły ją przez to wyrzuty sumienia, wolałaby się znaleźć na jego miejscu, cierpieć, byłaby w stanie się dla niego poświęcić.
- Widzisz, a mogłeś wyjąć kij, to na pewno byłoby lepsze rozwiązanie. - Nie miała pojęcia dlaczego postanowił sięgnąć po strzałę, bo nawet ona jako laik zdawała sobie sprawę, że bezpieczniej było zostawić ją tam, gdzie się znalazła. Nie wiedziała czym się kierował, gdy podjął taką, a nie inną decyzję, nie miała zamiaru go oceniać, mógł być w szoku, czy coś. Musieli sobie z tym poradzić.
Po raz kolejny się zawiesiła, gdy złapał ją za nadgarstek, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę tymi swoimi niebieskimi oczami. Skupiona była przede wszystkim na jego dotyku, był całkiem przyjemny i ciepły, mimo, że wynikał z tego, że chciał ją powstrzymać przed obwinianiem się, swoją drogą to też było całkiem miłe, bo naprawdę była skłonna wziąć całą winę na siebie. Przecież ona to koncertowo spierdoliła. - Jasne, spróbuję. - Była wyjątkowo łagodna, normalnie zapewne kłóciłaby się z nim o to, że faktycznie dała dupy, aby tylko mieć rację, teraz tego nie robiła. Zgodziła się z nim, niby nic, ale jednak jak na nią dosyć sporo.
Geraldine również to czuła, coś się działo, coś dziwnego, im dłużej się w niego wpatrywała, tym bardziej nie mogła przestać o tym myśleć. Skupiona była jednak przede wszystkim na tym, jak blisko niego się znajdowała, a nie na tym, na czym powinna. Musieli stąd zwiać, bo mogło się to skończyć jakimś obłędem, nie mogli do tego dopuścić. Niby wszystko wróciło do normalności, ale nadal nie do końca pasowało do tego, co było wcześniej. Nie lubiła być taka zagubiona, nie znosiła tracić kontroli nad tym co czuła, a tutaj grunt powoli osuwał jej się pod nogami.
- To prawda, musimy stąd wyjść. - Zgodziła się z nim po raz kolejny, chociaż przez myśl przeszło jej pytanie, co mogłoby się stać, gdyby faktycznie tutaj zostali.
Pamiętała co opowiadał jej o tym, gdy się poznali. Wspominał, że uzdrowiciele nie byli łatwymi pacjentami, bo trudno im było pogodzić się z myślą, że ktoś inny mógł mieć wpływ na ich życie, dlatego podążała za jego wytycznymi powoli, aby mieć pewność, że je wszystkie zrealizuje, nie chciała go zawieść, chciała, aby czuł, że jest w dobrych rękach.
Zacisnęła mocniej bandaż, robiła to jednak powoli, delikatnie, żeby nie przesadzić, miała w końcu wiele siły, a nie chciała, żeby noga zabolała go bardziej przez nią, musiała być ostrożna.
Czuła, że jej obowiązkiem jest doprowadzenie go do w miarę użytecznego stanu. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby go tutaj zostawić, samego, skazanego na los. Nie dopuściłaby do takiej sytuacji, w końcu nie zostawia się swoich towarzyszy, szczególnie takich. Właściwie to jakich? Nie potrafiła tego określić, ale wyczuwała teraz jakąś więź, która się między nimi pojawiła, naprawdę zaczęło jej na nim zależeć, może nawet bardziej niż kiedykolwiek by chciała.
- To dobrze, bo zasługujesz na wszystko co najlepsze. - Uśmiechnęła się nerwowo, bo uświadomiła sobie, że powiedziała to w głos. Nie powinna, nie miała pojęcia dlaczego nad tym nie zapanowała. Zdecydowanie działo się z nią coś złego. Otworzyła się przed nim, aż zanadto i zaczynało jej się przez to robić głupio. Odwróciła wzrok na krótką chwilę, musiała uspokoić szybkie bicie serca spowodowane chwilową szczerością, ale nie tylko nią. Chcąc nie chcąc na jej twarzy pojawiły się różane rumieńce nad którymi nie potrafiła zapanować, najgorsze było to, że poczuła ciepło na policzkach, więc zdawała sobie sprawę, że to się dzieje. Przez te bezwarunkowe odruchy można z niej było czytać niczym z otwartej księgi.
Z rozmyślań wyrwała ją jego prośba. Wróciła więc wzrokiem do mężczyzny, nie zastanawiała się wcale nad odpowiedzią, zamiast tego zbliżyła się do niego i wsunęła swoje ramię pod jego. Pomogła mu się podnieść na nogi, mogła zostać jego oparciem, zdecydowanie teraz tego potrzebował. Gdyby nie to, że był poturbowany, to stwierdziłaby, że całkiem przyjemnie jest go mieć przy swoim boku, znaczy teraz też było to przyjemne, tyle, że szkoda jej było, że cierpi. - Zejdziemy po schodach, razem, dasz radę? - Wolała się go o to zapytać, przesunęła jedną z rąk na jego plecy, aby mógł się faktycznie o nią oprzeć. - Zrobimy to powoli, krok po kroku. - Nie wiedziała aktualnie innej możliwości, a pewna była tego, że muszą się wydostać z pałacyku.