25.09.2024, 00:00 ✶
Scylla uniosła na Electrę zaczerwienione oczy, wciąż z trudem łapiąc oddech po napadzie szlochu. Z jednej strony chciała uciec, schować się gdzieś w głębi lasu, daleko od tej nagłej bliskości, z drugiej jednak... coś w spokoju i zrozumieniu Electry sprawiało, że poczuła się choć odrobinę bezpieczniej. Jej słowa nie były nachalne, nie próbowały rozwiązać problemu na siłę - to nie było coś, czego Scylla szukała. Czuła, że potrzebowała po prostu być obok kogoś, kto nie będzie jej oceniać ani naciskać.
Wzięła głęboki wdech, starając się opanować drżenie dłoni. Electra zaoferowała jej rękę, a Scylla zawahała się przez dłuższą chwilę. Powoli, z niemalże ostrożnością, ujęła jej dłoń i wstała, choć jej ruchy były niezgrabne, jakby wciąż walczyła ze sobą. Czuła się pusta, jakby płacz wyciągnął z niej całą siłę, a jednak wiedziała, że nie mogła się tak po prostu poddać.
- Scylla - odpowiedziała cicho, jej głos był wciąż ochrypły po płaczu, jakby każde słowo sprawiało trudność. - Scylla Greyback. -
Jej nazwisko brzmiało ciężko w powietrzu, jakby było obciążone historią, której wolałaby unikać. Przez moment spojrzała na Electrę, zastanawiając się, czy jej nazwisko wywoła jakąś reakcję. Zazwyczaj ludzie od razu przypisywali jej wszystko, co wiązało się z jej rodziną.
- Nie wiem, czy to ma znaczenie, skąd jestem... - dodała po chwili, nieco chłodniej. - Ale jeśli musisz wiedzieć, wychowałam się daleko od wszystkiego, co znasz - oświadczyła, aczkolwiek nie miała na myśli brudnych uliczek Nokturnu. Miała na myśli błądzenie w przyszłości.
Słysząc propozycję przejścia się, Scylla zamknęła na chwilę oczy, próbując zapanować nad chaosem w swojej głowie. Ostatnia rzecz, jakiej chciała, to opowiadać o swoim bólu, ale może przejście się po lesie, w towarzystwie kogoś, kto nie próbował jej naprawiać, było lepsze niż siedzenie w miejscu i utonięcie we własnych myślach.
- Możemy się przejść - zgodziła się. - Opowiesz mi, kim jesteś? - Scylla ruszyła powoli, zadawszy to ogólne pytanie, wciąż obok Electry, jakby towarzystwo drugiej osoby pozwalało jej się skupić na czymś innym niż własne myśli. Jej dłonie wciąż były zaciśnięte w pięści, a ciało drżało od zimna i emocji, ale każdy krok zdawał się przynosić choćby minimalną ulgę.
Wzięła głęboki wdech, starając się opanować drżenie dłoni. Electra zaoferowała jej rękę, a Scylla zawahała się przez dłuższą chwilę. Powoli, z niemalże ostrożnością, ujęła jej dłoń i wstała, choć jej ruchy były niezgrabne, jakby wciąż walczyła ze sobą. Czuła się pusta, jakby płacz wyciągnął z niej całą siłę, a jednak wiedziała, że nie mogła się tak po prostu poddać.
- Scylla - odpowiedziała cicho, jej głos był wciąż ochrypły po płaczu, jakby każde słowo sprawiało trudność. - Scylla Greyback. -
Jej nazwisko brzmiało ciężko w powietrzu, jakby było obciążone historią, której wolałaby unikać. Przez moment spojrzała na Electrę, zastanawiając się, czy jej nazwisko wywoła jakąś reakcję. Zazwyczaj ludzie od razu przypisywali jej wszystko, co wiązało się z jej rodziną.
- Nie wiem, czy to ma znaczenie, skąd jestem... - dodała po chwili, nieco chłodniej. - Ale jeśli musisz wiedzieć, wychowałam się daleko od wszystkiego, co znasz - oświadczyła, aczkolwiek nie miała na myśli brudnych uliczek Nokturnu. Miała na myśli błądzenie w przyszłości.
Słysząc propozycję przejścia się, Scylla zamknęła na chwilę oczy, próbując zapanować nad chaosem w swojej głowie. Ostatnia rzecz, jakiej chciała, to opowiadać o swoim bólu, ale może przejście się po lesie, w towarzystwie kogoś, kto nie próbował jej naprawiać, było lepsze niż siedzenie w miejscu i utonięcie we własnych myślach.
- Możemy się przejść - zgodziła się. - Opowiesz mi, kim jesteś? - Scylla ruszyła powoli, zadawszy to ogólne pytanie, wciąż obok Electry, jakby towarzystwo drugiej osoby pozwalało jej się skupić na czymś innym niż własne myśli. Jej dłonie wciąż były zaciśnięte w pięści, a ciało drżało od zimna i emocji, ale każdy krok zdawał się przynosić choćby minimalną ulgę.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga