25.09.2024, 11:26 ✶
Rudowłosa pokręciła przecząco głową. Nie miała pojęcia, czy jej przewidywania są prawdziwe. Cholernie bała się tego, że jeżeli okazałyby się prawdziwe, to straciłaby wszystko, co trzymało ją przy życiu. A trzymał ją Tristan, trzymali przyjaciele, trzymała naprawdę masa osób, która zapewne odwróciłaby się od niej, gdyby się dowiedzieli jaka jest naprawdę.
- Prewett... - Olivia otarła oczy wierzchem dłoni. Uśmiechnęła się lekko. - Znam jednego Prewetta. To dobrzy ludzie, on pewnie też jest dobry. Myślisz, że mógłby mi pomóc?
Wtuliła się w kościstą Millie, na moment zapominając, że to ona tu przyszła i zaczęła się awanturować, a potem pieklić i krzyczeć, a na końcu płakać. Sama nie wiedziała czemu postanowiła podzielić się tą historią akurat z nią. Może częściowo dlatego, że to naprawdę ciążyło na jej duszy? A może po to by pokazać Moody, że przecież nie każdy był idealny? Każdy miał swoje lęki, problemy... Nawet jeżeli z pozoru to było idealne życie, to przecież niczyje życie nie było idealne. Nikogo się nie znało w stu procentach.
- Bimber to coś, w co nie chcę znowu uciekać - powiedziała z mocą, kręcąc głową. Dość już uciekania, dość wymijających odpowiedzi i udawania, że wszystko jest w porządku. Może faktycznie Millie miała rację i powinna zająć się tym tematem jak należy? - Jakbyś mogła do niego napisać... Dziękuję, Millie.
Szepnęła, mocniej ściskając Moody. Tak, jakby były przyjaciółkami, a przecież wcale nimi nie były. Były tylko starymi znajomymi ze szkoły, na dodatek przecież wcale się aż tak nie lubiły. Ale tragedia, która łączyła płeć, potrafiła najwyraźniej zażegnać każdy spór. Zwłaszcza jeśli chodziło o tego cholernego Isaaca. Same z nim problemy, dupek jeden. Dobrze, że Olivia zostawiła ten temat w cholerę. I dobrze by było, żeby Millie też go zostawiła - nie był jej wart. Nie był wart żadnej z nich.
- Prewett... - Olivia otarła oczy wierzchem dłoni. Uśmiechnęła się lekko. - Znam jednego Prewetta. To dobrzy ludzie, on pewnie też jest dobry. Myślisz, że mógłby mi pomóc?
Wtuliła się w kościstą Millie, na moment zapominając, że to ona tu przyszła i zaczęła się awanturować, a potem pieklić i krzyczeć, a na końcu płakać. Sama nie wiedziała czemu postanowiła podzielić się tą historią akurat z nią. Może częściowo dlatego, że to naprawdę ciążyło na jej duszy? A może po to by pokazać Moody, że przecież nie każdy był idealny? Każdy miał swoje lęki, problemy... Nawet jeżeli z pozoru to było idealne życie, to przecież niczyje życie nie było idealne. Nikogo się nie znało w stu procentach.
- Bimber to coś, w co nie chcę znowu uciekać - powiedziała z mocą, kręcąc głową. Dość już uciekania, dość wymijających odpowiedzi i udawania, że wszystko jest w porządku. Może faktycznie Millie miała rację i powinna zająć się tym tematem jak należy? - Jakbyś mogła do niego napisać... Dziękuję, Millie.
Szepnęła, mocniej ściskając Moody. Tak, jakby były przyjaciółkami, a przecież wcale nimi nie były. Były tylko starymi znajomymi ze szkoły, na dodatek przecież wcale się aż tak nie lubiły. Ale tragedia, która łączyła płeć, potrafiła najwyraźniej zażegnać każdy spór. Zwłaszcza jeśli chodziło o tego cholernego Isaaca. Same z nim problemy, dupek jeden. Dobrze, że Olivia zostawiła ten temat w cholerę. I dobrze by było, żeby Millie też go zostawiła - nie był jej wart. Nie był wart żadnej z nich.
Koniec sesji