25.09.2024, 12:47 ✶
Roselyn wydęła policzki, widząc wyciągniętą dłoń brata. Prychnęła jak rozjuszona czymś uliczna kotka, gdy usłyszała jego słowa. I wywróciła oczami na końcówkę, samej kończąc ten popis dojrzałości teatralnym, głośnym westchnięciem. Oddała mu jednak posłusznie dziennik bo to przecież nie było tak, że dziewczyna nie chciała dzielić się swoimi badaniami. Gdyby nie chciała, to by nie pokazała mu dziennika. Po prostu była tak podekscytowana, że aż drobiła nogami w miejscu: a zwykle gdy miała taki nadmiar energii, to po prostu szukała dla niej ujścia. Być może nie należała do osób, które lubił tańczyć w środku lasu i biegać za wiewiórkami, lecz gdy tego potrzebowała, to potrafiła być naprawdę ekspresyjna. Zupełnie inną twarz i postawę prezentowała na przyjęciach czy bankietach lub ogólnie spotkaniach towarzyskich, przywdziewając maskę ułożonej, grzecznej damy z dobrego domu. Powściągliwej, eleganckiej i stonowanej - bo przecież tego się od niej oczekiwało. Lecz przy nim nie musiała udać kogoś, kim nie była. Znał ją na wylot, przeszywał na wskroś wspomnieniami i spojrzeniem, jego nie mogłaby oszukać.
- Czyyyliiii maaam móóóóówiiiić powooooliii? - zapytała, umyślnie przeciągając sylaby i głośno akcentując niemal każdą literę w słowach, które wypowiadała. Jej usta na chwilę wygięły się w złośliwym uśmiechu, ale zaraz to wrażenie zniknęło, gdy Rose zatrzepotała niewinnie rzęsami. Uroda bywała cholernie, cholernie niebezpieczna, jeżeli tylko osoba ją posiadająca była jej świadoma. Co prawda Ambroise nie grał tak, jak mu siostra zagrała, ale wystarczyła odrobina wyobraźni by wiedzieć co się dzieje, gdy staje naprzeciwko zwykłego mężczyzny, który kobiety to widział co najwyżej na rozkładówkach Czarownicy.
Dała mu czas na zapoznanie się z notatkami. Sama zaś odwróciła się do rośliny i pieszczotliwie przejechała opuszkami palców po listkach. Nie chciała mu mówić, że często tu przychodziła i gadała do roślin. Działało to terapeutycznie nie tyle co na rośliny, a na nią samą. Wątpiła, by rozmowa z ziołami miała wpływ na ich rośnięcie, jednak niewątpliwie miała pozytywny wpływ na jej samopoczucie. Roselyn nie była samotną osobą, ale zdecydowanie potrzebowała słuchacza, który nie będzie się odzywał, gdy zasypuje go swoją paplaniną.
- Hm... - odezwała się, wydymając lekko wargi. - Nie myślałam o tym, tak szczerze. Nie chciałabym zepsuć tego efektu, który już mam. Ale chciałam zasadzić kilka tych nasion i spróbować z innymi nawozami - naturalne i magiczne. No i oczywiście bez nawozu. Jeżeli maksymalnie dałoby się proces przyspieszyć... To mógłby być przełom.
Rose zerknęła na brata z ciekawością.
- Masz coś konkretnego na myśli?
- Czyyyliiii maaam móóóóówiiiić powooooliii? - zapytała, umyślnie przeciągając sylaby i głośno akcentując niemal każdą literę w słowach, które wypowiadała. Jej usta na chwilę wygięły się w złośliwym uśmiechu, ale zaraz to wrażenie zniknęło, gdy Rose zatrzepotała niewinnie rzęsami. Uroda bywała cholernie, cholernie niebezpieczna, jeżeli tylko osoba ją posiadająca była jej świadoma. Co prawda Ambroise nie grał tak, jak mu siostra zagrała, ale wystarczyła odrobina wyobraźni by wiedzieć co się dzieje, gdy staje naprzeciwko zwykłego mężczyzny, który kobiety to widział co najwyżej na rozkładówkach Czarownicy.
Dała mu czas na zapoznanie się z notatkami. Sama zaś odwróciła się do rośliny i pieszczotliwie przejechała opuszkami palców po listkach. Nie chciała mu mówić, że często tu przychodziła i gadała do roślin. Działało to terapeutycznie nie tyle co na rośliny, a na nią samą. Wątpiła, by rozmowa z ziołami miała wpływ na ich rośnięcie, jednak niewątpliwie miała pozytywny wpływ na jej samopoczucie. Roselyn nie była samotną osobą, ale zdecydowanie potrzebowała słuchacza, który nie będzie się odzywał, gdy zasypuje go swoją paplaniną.
- Hm... - odezwała się, wydymając lekko wargi. - Nie myślałam o tym, tak szczerze. Nie chciałabym zepsuć tego efektu, który już mam. Ale chciałam zasadzić kilka tych nasion i spróbować z innymi nawozami - naturalne i magiczne. No i oczywiście bez nawozu. Jeżeli maksymalnie dałoby się proces przyspieszyć... To mógłby być przełom.
Rose zerknęła na brata z ciekawością.
- Masz coś konkretnego na myśli?