17.01.2023, 02:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2023, 02:35 przez Brenna Longbottom.)
- Pan Mruczkens! Pan Mruczkens zaraz spaaaadnie! - zawyło dziecko z rozpaczą, biegnąc za Brenną na krótkich nóżkach. Gdzieś przez głowę Brenny przebiegło, że Pan Mruczkens to akurat świetnie sobie poradzi, za to ta czarownica...
- Nie ruszaj się i po prostu trzymaj! - zawołała Brenna. Daisy zdawała się radzić sobie całkiem dzielnie, Brygadzistka zrezygnowała więc z rzucenia czaru, który mógłby być ryzykowny - bo jednak lewitowanie człowieka nie było równie łatwe, jak lewitowanie pióra w hogwarckiej klasie. Zamiast tego schowała różdżkę i weszła na kosz na śmieci ze sprawnością kogoś, kto zwiedził jeżeli nie korony wszystkich drzew w Dolinie Godryka, to na pewno większości z nich.
Ze ściągnięciem Daisy i kota mogło być trochę gorzej, ale w najgorszym wypadku Brenna była gotowa zamortyzować upadek.
- No, chodź tutaj, obiecuję, że cię nie wypuszczę - poleciła, sięgając ku pannie Lockhart, by pomóc jej złapać równowagę i potem wesprzeć w przemieszczeniu się w miarę bezpieczne miejsce... czyli w tej chwili na koszu na śmieci. Mówiła tonem uspokajającym i stanowczym, jaki wyrobiła sobie przez parę lat służby Brygadzistki.
Cała operacja powiodła się zapewne po części dlatego, że Brenna była sporo wyższa i cięższa od Daisy, w razie potrzeby była więc w stanie bez większych problemów ją nawet utrzymać.
Brenna nie rozpoznała w Daisy reporterki z balu. Miała pamięć do twarzy, ale dziewczyna mignęła jej w tłumie może ze dwa razy, poza tym Longbottom niezbyt mogła teraz się panience przyglądać - gdy balansowały pośród koszy na śmieci. Sama Brenna na pewno prezentowała się inaczej niż na balu, ubrana w strój Brygadzistki, nieumalowana i rozczochrana jak nieboskie stworzenie. Nie. Zdecydowanie nie była przystojnym, młodym czarodziejem o tajemniczej przeszłości, któremu Daisy mogłaby wpaść prosto w ramiona, by odmienić swoje i jego życie, a niewykluczone, że gdzieś po drodze uratować także świat. (Ewentualnie dorobić się armii wrogów, gdyby okazało się, że tajemniczy czarodziej to bardzo popularny aktor, gracz quidditcha lub jedyny dziedzic bogatego rodu czystej krwi.)
- Paaanie Mruczkens! - jęknęło dziecko, przybiegając pod kosz na śmieci, kiedy Daisy i kota udało się na niego ściągnąć.
Tyle że Pan Mruczkens najwyraźniej nie miał specjalnej niechęci wracać w lepkie łapki dziewczynki. Och nie, on miał zupełnie inne plany. Chociaż kiedy Daisy była ściągana z drabiny siedział zadziwiająco spokojnie, to teraz, gdy Brenna spróbowała go przejąć, by podać dziewczynce, zaczął gwałtownie się wyrywać...
Rzut na akcję ze ściąganiem Daisy z aktywności fizycznej:
- Nie ruszaj się i po prostu trzymaj! - zawołała Brenna. Daisy zdawała się radzić sobie całkiem dzielnie, Brygadzistka zrezygnowała więc z rzucenia czaru, który mógłby być ryzykowny - bo jednak lewitowanie człowieka nie było równie łatwe, jak lewitowanie pióra w hogwarckiej klasie. Zamiast tego schowała różdżkę i weszła na kosz na śmieci ze sprawnością kogoś, kto zwiedził jeżeli nie korony wszystkich drzew w Dolinie Godryka, to na pewno większości z nich.
Ze ściągnięciem Daisy i kota mogło być trochę gorzej, ale w najgorszym wypadku Brenna była gotowa zamortyzować upadek.
- No, chodź tutaj, obiecuję, że cię nie wypuszczę - poleciła, sięgając ku pannie Lockhart, by pomóc jej złapać równowagę i potem wesprzeć w przemieszczeniu się w miarę bezpieczne miejsce... czyli w tej chwili na koszu na śmieci. Mówiła tonem uspokajającym i stanowczym, jaki wyrobiła sobie przez parę lat służby Brygadzistki.
Cała operacja powiodła się zapewne po części dlatego, że Brenna była sporo wyższa i cięższa od Daisy, w razie potrzeby była więc w stanie bez większych problemów ją nawet utrzymać.
Brenna nie rozpoznała w Daisy reporterki z balu. Miała pamięć do twarzy, ale dziewczyna mignęła jej w tłumie może ze dwa razy, poza tym Longbottom niezbyt mogła teraz się panience przyglądać - gdy balansowały pośród koszy na śmieci. Sama Brenna na pewno prezentowała się inaczej niż na balu, ubrana w strój Brygadzistki, nieumalowana i rozczochrana jak nieboskie stworzenie. Nie. Zdecydowanie nie była przystojnym, młodym czarodziejem o tajemniczej przeszłości, któremu Daisy mogłaby wpaść prosto w ramiona, by odmienić swoje i jego życie, a niewykluczone, że gdzieś po drodze uratować także świat. (Ewentualnie dorobić się armii wrogów, gdyby okazało się, że tajemniczy czarodziej to bardzo popularny aktor, gracz quidditcha lub jedyny dziedzic bogatego rodu czystej krwi.)
- Paaanie Mruczkens! - jęknęło dziecko, przybiegając pod kosz na śmieci, kiedy Daisy i kota udało się na niego ściągnąć.
Tyle że Pan Mruczkens najwyraźniej nie miał specjalnej niechęci wracać w lepkie łapki dziewczynki. Och nie, on miał zupełnie inne plany. Chociaż kiedy Daisy była ściągana z drabiny siedział zadziwiająco spokojnie, to teraz, gdy Brenna spróbowała go przejąć, by podać dziewczynce, zaczął gwałtownie się wyrywać...
Rzut na akcję ze ściąganiem Daisy z aktywności fizycznej:
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.