Uwielbiał Carkitt Market przed samym Yule. Jego przystrojenia, jego atmosferę, wszystko, co z tym związane. To miejsce nawet pachniało inaczej, nawet jego odwiedzający byli inni - wszyscy czuli już ducha świąt, który przynosił ze sobą lekkie motylki w brzuchu w oczekiwaniu na jeden z piękniejszych dni w roku. To ten dzień, kiedy przecież dzieliłeś się z rodziną czymś więcej, niż tylko posiłkiem, niż dobrym życzeniem. Dzieliłeś się z nimi dobrymi emocjami. To wtedy przychodziła ta myśl: dzięki Ci, Boże, że ich mam. Albo nie przychodziły wcale, bo nad stołem dominowała cisza i rosnące napięcie. Czy może zerkało się na to jedno puste miejsce, które powinno należeć do takiego Icarusa, któremu go zawsze odmawiano. Jakie koszmary i sploty dokładnie działy się u kuzynów Laurent nie miał okazji się dowiedzieć. To wszystkie te sytuacje, które dzieją się za firanami kuchni i nie mówi się o nich głośno. Przekazujesz je szeptem pod stołem, jak opłatek z tymi, z którymi nie przystoi ci się dzielić. Robisz to i tak. Chcesz to zrobić tak czy siak.
Nie, święta to nie był tak piękny czas, jak Laurent by sobie tego życzył, a samo zasiadanie przy stole było czasem, który chciał, żeby jak najszybciej przeminął i zniknął jak mrugnięcie okiem. Nawet mimo tego, że przy stole Prewettów nigdy nie gościła cisza, bo Edward by na to nie pozwolił. Aydaya również nie. Więc duża rodzina przy równie dużym stole, w jeszcze większej komnacie i ogromnym zamku zapraszająca wszystkich krewnych nie mogła być cicha. Ciche mogły być tylko pojedyncze jednostki, których jedynym pragnieniem było przetrwanie.
Mimo to, mimo tego wszystkiego, uwielbiał Yule i uwielbiał zakupy, które się z nim wiązały. Miał pełne możliwości, by wszystko zamówić odpowiednio wcześniej, by każdy prezent i podarek przemyśleć, ale nie potrafiłby sobie odmówić odwiedzin w tym gorącym czasie (mimo śniegu) samego Carkitt Market. Tylko spójrz - migoczą tu światełka jak gwiazdy skradzione z nieba. Migają i mrugają, zachęcają i uśmiechają się, zapraszają do swojego żary. Śnieg z zazdrością odbija ich blaski, bo sam został z koloru rozebrany - ale to nic! Podczas grudnia mógł lśnić dokładnie tak samo jak baletki modeli na wybiegu. Jak drobny jadeit w kolczykach Laurenta. Poczuj, jak pachnie piernik, jak charakterystyczny zapach sosen otula płuca, tak jak szyje ludzi otulały wełniane szale. Pewnie uszyła je babka siedząc na bujanym fotelu, który teraz schowano z tarasu, by nie zmarniał pod śniegiem. Nie było innego takiego święta jak Yule. Nie było drugich takich doznań, jak te związane z tymi chwilami. Jak więc mógłby nie zatrzymać się na chwilę tylko po to, żeby chłonąć malowany obraz ludzkimi pragnieniami i życzeniami niosącymi się na przyszły rok? A wszystko to zaklęte w jedną chwilę pod kopułą dachu Carkitt Market.
W tę chwilę wdarł się fałsz - strach. Pierwsza nuda uderzyła w struny, ale nie poniosły tego struny głosowe dalej. Laurent nie krzyknął tylko dlatego, że po postawieniu nogi do przodu (dla równowagi), usłyszał ten znajomy, naładowany emocjami głos. To było to Światełko, które nie gasło nigdy. Skrzyło zawsze - i nie baczyło na porę roku.
- Mi również bardzo miło cię widzieć, Electro. - Uśmiechnął się - nie mógłby inaczej! - prostując na nowo i opierając dłonie na jej ramionach, które zacisnęła wokół jego chudej talii. To nie był gest zachęcający do tego, by puściła i ODpuściła. To był ten rodzaj czułego gestu, który musiał być zastępstwem przytulenia, skoro nie mógł się chwilowo obrócić. - Żadne z blasków Carkitt Market nie skłonią mnie już do polowania, bo Najpiękniejszy Skarb właśnie upolował mnie. - Głos Laurenta był spokojny, melodyjny, a brzmiało w nich ciepło, które chłonął od samej Elektry. W końcu się przesunął trochę w tym jej objęciu, żeby obrócić się do niej przodem i już objąć na powitanie, jak należy. - Nie lękasz się o moje zdrowie, żeby tak na mnie skakać? - Chciał trochę zażartować, rzecz jasna, bo zawał mu nie groził w tym wieku. Chyba. Sięgnął długimi palcami do jej kołnierza, żeby się upewnić, że żaden kawałek skóry tam nie wystaje. Gotów był wręcz ją opleść własnym szalikiem.