25.09.2024, 19:59 ✶
- Mhmm~
Gdyby nie rozrywka, jaką czerpał z rozgorączkowanego i lekko zestresowanego wizją spóźnienia brata, Leo wywracałby teraz pokazowo oczami. Tymczasem rozluźniony, z rękoma w kieszeniach swoich granatowych szortów do kolan, z łatwością dotrzymywał mu kroku. Kusiło go nawet w pewnym momencie, żeby złapać Charliego pod ramię i zacząć biec, zmuszając go do przemierzenia w ten sposób kilku uliczek, ale jeszcze skończyłoby się tylko na tym, żeby się biedak zapowietrzył albo dostał kolki. I wtedy rzeczywiście mogliby się nieładnie spóźnić. A przy okazji jemu samemu doszłoby obowiązków w postaci dotaszczenia brata do celu, wysłuchując po drodze większej dozy jęków.
- Wiesz, gdybyś tak wcześniej na przykład wrócił do domu... - rzucił do Charliego niedopowiedziane do końca zdanie, bo tego jednego już pożałować sobie nie mógł. Tak jakby to nie on był tym, którym musiał na niego czekać przed wyjściem.
Koniec końców do kawiarni jednak dotarli. Nieco spoceni siłą pogody, ale raczej nie na tyle, żeby wyszli na oblechów.
- Całe sześć minut - odparł, zerkając do swojego kieszonkowego, srebrnego zegarka, po czym popchnął Charliego przez drzwi. W środku było o wiele znośniej.
I on uniósł rękę w geście pozdrowienia, uśmiechając się lekko. W towarzystwie Anthony'ego zawsze łatwiej było się rozluźnić z jakiegoś powodu.
Gdyby nie rozrywka, jaką czerpał z rozgorączkowanego i lekko zestresowanego wizją spóźnienia brata, Leo wywracałby teraz pokazowo oczami. Tymczasem rozluźniony, z rękoma w kieszeniach swoich granatowych szortów do kolan, z łatwością dotrzymywał mu kroku. Kusiło go nawet w pewnym momencie, żeby złapać Charliego pod ramię i zacząć biec, zmuszając go do przemierzenia w ten sposób kilku uliczek, ale jeszcze skończyłoby się tylko na tym, żeby się biedak zapowietrzył albo dostał kolki. I wtedy rzeczywiście mogliby się nieładnie spóźnić. A przy okazji jemu samemu doszłoby obowiązków w postaci dotaszczenia brata do celu, wysłuchując po drodze większej dozy jęków.
- Wiesz, gdybyś tak wcześniej na przykład wrócił do domu... - rzucił do Charliego niedopowiedziane do końca zdanie, bo tego jednego już pożałować sobie nie mógł. Tak jakby to nie on był tym, którym musiał na niego czekać przed wyjściem.
Koniec końców do kawiarni jednak dotarli. Nieco spoceni siłą pogody, ale raczej nie na tyle, żeby wyszli na oblechów.
- Całe sześć minut - odparł, zerkając do swojego kieszonkowego, srebrnego zegarka, po czym popchnął Charliego przez drzwi. W środku było o wiele znośniej.
I on uniósł rękę w geście pozdrowienia, uśmiechając się lekko. W towarzystwie Anthony'ego zawsze łatwiej było się rozluźnić z jakiegoś powodu.