26.09.2024, 05:48 ✶
Zmarszczył lekko brwi, kiedy rozwinęła jego własną myśl, wspominając o próbie i kim była osoba, którą widział w płomieniach. Momentalnie znowu intensywniej pomyślał o tym momencie w limbo, kiedy byli tam we czwórkę, już bez Voldemorta i jego popleczników, kiedy wreszcie spojrzał w płomienie. Kiedy teraz na nią patrzył, mimowolnie zastanawiał się, czy ktokolwiek z jej przyjaciół powiedział jej, że trzeba było go powstrzymać przed pójściem do płomienia. Był wtedy tak wyczerpany i zmęczony, a błękitny ogień obiecywał absolutne spełnienie i ulgę, a Atreus boleśnie sobie wręcz zdawał sprawę z tego, że gdyby nie Victoria, to w ogóle by tego dnia nie siedział z Brenną. I na moment opuścił spojrzenie na blat stolika przy którym siedzieli, niby to w jakiejś naturalnej próbie podchwycenia myśli do dalszych słów, ale wiedział że w tym geście było nieco wstydu.
Jeśli chciał jakoś na to odpowiedzieć, przyznać się może do tej chwili słabości, to nie zrobił tego chociażby dlatego, że pojawiła się wreszcie przy nich kelnerka, podając ich zamówienie, obdarzając grzecznym uśmiechem i zaraz wracając do swoich spraw. Pokiwał tylko głową na jej dalszą wypowiedź, dosuwając do siebie swoją filiżankę.
Szkoda też, że nie mógł wyczytać tego, co chodziło jej właśnie po głowie na jego temat, bo z miejsca zapomniałby o tym okropnym limbo i temu, jak prawie się w nim poddał. Nie potrzeba było wiele, żeby podbudować jego ego, ale efekty tego były podwajane, kiedy przy okazji wspominało się jego przynależność do aurorów. Ciąg myślowy Brenny był więc niemal idealny, ale nawet jeśli nie był w stanie go wysłuchać, to i tak uśmiechnął się mimowolnie w odpowiedzi na jej uśmiech.
- Abracadabra? - zapytał, a kąciki ust drgnęły w cwaniackim wyrazie. - Czyli pewnie jakaś Polana Ognisk albo inne Stonehenge? - zastanowił się nad miejscem. - Jeśli chcielibyśmy to mieć jakkolwiek pod kontrolą to wypadałoby znaleźć warunki jak najbardziej zbliżone do oryginalnego miejsca, biorąc pod uwagę że nie wiadomo kiedy właściwie Departament Tajemnic sobie stamtąd zniknie - zastanowił się, ale zaraz uśmiechnął do niej wręcz pogodnie. - Nie martw się, nic mi nie będzie. A nawet jeśli... przynajmniej więź mamy za sobą - mrugnął do niej, upijając parę łyków z filiżanki.
Nie potrafił sobie wyobrazić co by się działo z więzią, gdyby któreś z nich było na granicy śmierci. Nawet na statku byli od niej daleko, bo przecież byli praktycznie cali i zdrowi. Oprócz tego że zmęczeni, mieli wszystkie ręce, nogi i głowy na swoich miejscach. Co prawda też, Atreus nie miał w planach kiedykolwiek umierać, albo raczej w najbliższej przyszłości, ale ponury żart wydawał się pasować tutaj wręcz idealnie. Tym bardziej, że nawet jeśli miał jakieś plany, to widmo tego że ta przygoda skończy się dla niego, dla nich, śmiercią zawsze gdzieś nad nimi wisiało.
- A tak. Słyszałem, że można mnie oglądać w momencie kiedy limbo próbowało mnie zamordować - rzucił beztroskim tonem, bo to już nie był pierwszy raz, na szczęście, kiedy ktoś o tym wspominał. Szkoda tylko, że ta ruda gówniara musiała go oglądać w takim stanie. - Sporo. Ale co mają do tego martwe jaszczurki?
Jeśli chciał jakoś na to odpowiedzieć, przyznać się może do tej chwili słabości, to nie zrobił tego chociażby dlatego, że pojawiła się wreszcie przy nich kelnerka, podając ich zamówienie, obdarzając grzecznym uśmiechem i zaraz wracając do swoich spraw. Pokiwał tylko głową na jej dalszą wypowiedź, dosuwając do siebie swoją filiżankę.
Szkoda też, że nie mógł wyczytać tego, co chodziło jej właśnie po głowie na jego temat, bo z miejsca zapomniałby o tym okropnym limbo i temu, jak prawie się w nim poddał. Nie potrzeba było wiele, żeby podbudować jego ego, ale efekty tego były podwajane, kiedy przy okazji wspominało się jego przynależność do aurorów. Ciąg myślowy Brenny był więc niemal idealny, ale nawet jeśli nie był w stanie go wysłuchać, to i tak uśmiechnął się mimowolnie w odpowiedzi na jej uśmiech.
- Abracadabra? - zapytał, a kąciki ust drgnęły w cwaniackim wyrazie. - Czyli pewnie jakaś Polana Ognisk albo inne Stonehenge? - zastanowił się nad miejscem. - Jeśli chcielibyśmy to mieć jakkolwiek pod kontrolą to wypadałoby znaleźć warunki jak najbardziej zbliżone do oryginalnego miejsca, biorąc pod uwagę że nie wiadomo kiedy właściwie Departament Tajemnic sobie stamtąd zniknie - zastanowił się, ale zaraz uśmiechnął do niej wręcz pogodnie. - Nie martw się, nic mi nie będzie. A nawet jeśli... przynajmniej więź mamy za sobą - mrugnął do niej, upijając parę łyków z filiżanki.
Nie potrafił sobie wyobrazić co by się działo z więzią, gdyby któreś z nich było na granicy śmierci. Nawet na statku byli od niej daleko, bo przecież byli praktycznie cali i zdrowi. Oprócz tego że zmęczeni, mieli wszystkie ręce, nogi i głowy na swoich miejscach. Co prawda też, Atreus nie miał w planach kiedykolwiek umierać, albo raczej w najbliższej przyszłości, ale ponury żart wydawał się pasować tutaj wręcz idealnie. Tym bardziej, że nawet jeśli miał jakieś plany, to widmo tego że ta przygoda skończy się dla niego, dla nich, śmiercią zawsze gdzieś nad nimi wisiało.
- A tak. Słyszałem, że można mnie oglądać w momencie kiedy limbo próbowało mnie zamordować - rzucił beztroskim tonem, bo to już nie był pierwszy raz, na szczęście, kiedy ktoś o tym wspominał. Szkoda tylko, że ta ruda gówniara musiała go oglądać w takim stanie. - Sporo. Ale co mają do tego martwe jaszczurki?