26.09.2024, 06:17 ✶
- Oczywiście, że tak - kiwnął głową, bo był w tym momencie absolutnie gotowy by iść w zaparte, ze każda, ale to każda sytuacja niosła za sobą goblińską groźbę. Atreus nie chciał być rasistą, ale no tak już wychodziło, ze jak tylko widział to metr dwadzieścia w kapeluszu, haczykowaty nos i spiczaste uszy to aż mu się krew w żyłach gotowała i nie był pewien czemu. - Jak byłem mały to próbowały mi ukraść Laurenta twierdząc, że to żywe srebro - odpowiedział poważnie, nie mając zamiaru przyznawać się do tego, że w sumie to sam nie był pewien o co mu się rozchodziło z tym jego niezadowoleniem i rasową nienawiścią. Jakby się skoncentrował to może i wyciągnąłby coś w miarę sensownego, na przykład te ich praktyki, że przedmiot na zawsze należy do jego twórcy, ale mu się nie chciało. - A w ogóle - zaczął nagle, bo mu się nagle przypomniało dlaczego ich tak, kurwa, nienawidzi. - Małe obrzydliwe kanciarze ustawiały to swoje koło na sabatach, próbując wykorzystać wszystko i wszystkich. NIE SŁYSZAŁAŚ, że poszli ze swoim biznesem siedzieć po Beltane? - zapytał, nie tyle w pewnym momencie podnosząc głos, co mocniej akcentując głoski, bo cała ta sprawa to był troszkę taki jego osobisty tryumf. Co prawda dzielony z Brenną, ale mogło być gorzej.
Szkoda było tego Sauriela, tu się akurat mógł z Victorią zgodzić, ale tak już było że rodziny się nie wybierało przy narodzinach. Bulstrode zawsze trochę Rookwoodowi współczuł, ale z drugiej strony Czarny Kot miał przy sobie Stanleya, a ich dwóch łączyła jakaś dziwna, specyficzna więź, dzięki której ich pół komórki mózgowej na głowę, magicznie łączyło się w jedną całą. Czasem było to zbawieniem, a czasem istnym przekleństwem.
Atreus gdzieś w głowie zacisnął gniewnie piąstkę, rozczarowany jej odpowiedzią. Był dzisiaj w humorze na obwinianie goblińskiej rasy i mu to wszystko Lestrange właśnie psuła. Ale jej zafiksowane na dłoni spojrzenie, zwróciło jego większą uwagę. Zmarszczył brwi, najpierw przyglądając się jej jeszcze uważniej, a potem podnosząc się z miejsca i obchodząc biurka. Nie musiała go dodatkowo zachęcać, bo zaintrygowała go i tak oto zaraz pochylił się nad nią, opierając jedną ręką o blat, a drugą o oparcie krzesła na którym siedziała.
Jeśli chciała mu udzielić w ten sposób lekcji kaligrafii, to bardzo by się pogniewał. Ale była to przelotna myśl, która bardzo szybko ulotniła się w niepamięć, kiedy Victoria zaczęła kreślić na papierze kolejne litery, układające się w jej imię i nazwisko. Z pewną konsternacją i fascynacją przyglądał się, jak szkarłatny napis pojawia się na jej dłoni, w magiczny sposób naniesiony tam za sprawą pióra. Zamrugał, na moment przenosząc spojrzenie na jej twarz, a potem znowu na jej rękę. Mimowolnie wyciągnął w jej stronę palce, przejeżdżając nimi po skórze, na której jeszcze przez chwilą znajdował się napis.
- Gobliny? - wyszeptał, z odrobinę złośliwym uśmieszkiem, bo zwyczajnie nie mógł się powtrzymać przed dobiciem tego tematu. Zaraz też pokręcił głową, chyba bardziej ucieszony jak zmartwiony, że ktoś im opchnął czarnomagiczne pióra. Złapał jej pióro i zaraz na tym samym świstku pergaminu narysował peniska, którego co najwyżej rysowali uczniowie na marginesach pergaminów, kiedy koledzy się ni pilnowali, a nie poważni aurorzy. Zapiekło, zabolało, a potem na lewej dłoni znalazł się mały kutasek. - Oooo, pakuj się Lestrange, koniec raportów - zakomunikował wesoło, patrząc przez moment na swoje dzieło, które zaraz jednak wyblakło, na co auror chyba odrobinkę posmutniał. Zaraz przesunął się do swojego biurka i przetestował swoje pióro. W ten sam sposób, oczywiście, a kiedy to zrobił, wystawił rękę do góry, tak żeby Victoria widziała. - Patrz, moje też. Ty to wiesz, jak mi zrobić dzień, już myślałem że tu zgniję do wieczora.
Szkoda było tego Sauriela, tu się akurat mógł z Victorią zgodzić, ale tak już było że rodziny się nie wybierało przy narodzinach. Bulstrode zawsze trochę Rookwoodowi współczuł, ale z drugiej strony Czarny Kot miał przy sobie Stanleya, a ich dwóch łączyła jakaś dziwna, specyficzna więź, dzięki której ich pół komórki mózgowej na głowę, magicznie łączyło się w jedną całą. Czasem było to zbawieniem, a czasem istnym przekleństwem.
Atreus gdzieś w głowie zacisnął gniewnie piąstkę, rozczarowany jej odpowiedzią. Był dzisiaj w humorze na obwinianie goblińskiej rasy i mu to wszystko Lestrange właśnie psuła. Ale jej zafiksowane na dłoni spojrzenie, zwróciło jego większą uwagę. Zmarszczył brwi, najpierw przyglądając się jej jeszcze uważniej, a potem podnosząc się z miejsca i obchodząc biurka. Nie musiała go dodatkowo zachęcać, bo zaintrygowała go i tak oto zaraz pochylił się nad nią, opierając jedną ręką o blat, a drugą o oparcie krzesła na którym siedziała.
Jeśli chciała mu udzielić w ten sposób lekcji kaligrafii, to bardzo by się pogniewał. Ale była to przelotna myśl, która bardzo szybko ulotniła się w niepamięć, kiedy Victoria zaczęła kreślić na papierze kolejne litery, układające się w jej imię i nazwisko. Z pewną konsternacją i fascynacją przyglądał się, jak szkarłatny napis pojawia się na jej dłoni, w magiczny sposób naniesiony tam za sprawą pióra. Zamrugał, na moment przenosząc spojrzenie na jej twarz, a potem znowu na jej rękę. Mimowolnie wyciągnął w jej stronę palce, przejeżdżając nimi po skórze, na której jeszcze przez chwilą znajdował się napis.
- Gobliny? - wyszeptał, z odrobinę złośliwym uśmieszkiem, bo zwyczajnie nie mógł się powtrzymać przed dobiciem tego tematu. Zaraz też pokręcił głową, chyba bardziej ucieszony jak zmartwiony, że ktoś im opchnął czarnomagiczne pióra. Złapał jej pióro i zaraz na tym samym świstku pergaminu narysował peniska, którego co najwyżej rysowali uczniowie na marginesach pergaminów, kiedy koledzy się ni pilnowali, a nie poważni aurorzy. Zapiekło, zabolało, a potem na lewej dłoni znalazł się mały kutasek. - Oooo, pakuj się Lestrange, koniec raportów - zakomunikował wesoło, patrząc przez moment na swoje dzieło, które zaraz jednak wyblakło, na co auror chyba odrobinkę posmutniał. Zaraz przesunął się do swojego biurka i przetestował swoje pióro. W ten sam sposób, oczywiście, a kiedy to zrobił, wystawił rękę do góry, tak żeby Victoria widziała. - Patrz, moje też. Ty to wiesz, jak mi zrobić dzień, już myślałem że tu zgniję do wieczora.