26.09.2024, 07:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2024, 07:21 przez Brenna Longbottom.)
– Tak bym obstawiała. Zwłaszcza że Stonehange ewidentnie użyto kiedyś do odprawienia podobnego rytuału… tyle że tam nie wyszedł – stwierdziła, a potem zmrużyła lekko oczy, spoglądając na niego, kiedy wspomniał o tym, jak to mają więź za sobą. – Wspominałam, że czasem mam ogromną ochotę czymś w ciebie rzucić? Najlepiej czymś ciężkim. Uwaga, teraz pod ręką jest gorąca kawa – ostrzegła. – Jakby to cholera miało coś do rzeczy w obliczu życia i śmierci.
Więź nie więź, nie chciała, żeby którekolwiek z nich się „wyczerpało”, próbując pozbyć się tkwiącego w nich zimna. Za bardzo jej na nich wszystkich zależało. Nawet gdyby za nim nie przepadała, nie życzyłaby mu takiej śmierci, a przecież go lubiła, nawet trochę za bardzo – i nie próbowała się oszukiwać, że to przez zerwaną miesiąc temu magiczną nitkę, nawet jeśli to ta pociągnęła Brennę w tę stronę. I wciąż bardzo nie podobała się jej ta opcja, a w przypadku Atreusa sytuacja okazywała się najbardziej wątpliwa, bo stracił tej energii w Limbo ewidentnie najwięcej. Więź nie więź, o siebie akurat martwiłaby się tutaj w ostatniej kolejności.
Wyraz jej twarzy złagodniał trochę, kiedy wspomniał o tym mordowaniu przez Limbo, patrzyła na niego przez chwilę znad tej filiżanki, której zawartości wylaniem właśnie groziła, ale nie pociągnęła tematu, trochę uznając, że chyba to nie jest dobre na to miejsce, trochę bo zapytał o te martwe jaszczurki.
– Nasza specjalistka w pewnym momencie wyciągnęła z akwarium jaszczurkę i trzasnęła ją avadą – mruknęła, pochylając się nieco nad stołem, by mieć pewność, że na pewno kelnerka albo jeden z gości – choć celowo dobrała dalsze stoliki i zerkała, czy nie siedzi tu jakiś Skeeter albo coś, i jeszcze rzucała to zaklęcie, zgęstniające trochę powietrze – nie usłyszy za wiele. – Tak na naszych oczach, chociaż raczej wiedziała, gdzie pracujemy. I oświadczyła Tori… że ma ją ożywić. Oddać jej energię. Oboje wiemy, że to tak nie działa…
Aby coś ożywić, potrzebowałeś więcej energii niż byłeś w stanie oddać bez szkody. By ożywić jedną jaszczurkę, musiałeś zabić jakąś inną, a może dwie inne, czy coś takiego – Brenna nie znała się na nekromancji aż tak dobrze.
Stuknęła lekko palcem w dłoń Atreusa.
– To zimno w was to jej zdaniem ten nadmiar życiowej energii, oddanej światu umarłych. Nazwała Victorię idealną żyłą, z której można czerpać i czerpać. Jesteście… źródłem energii. Jej zdaniem to z jednej strony mogłoby pozwolić wam używać tych zaklęć bez szkody… – A przynajmniej innym i dlatego od tego zaczynała, tak na wypadek, gdyby Atreus chciał biec ożywiać martwe jaszczurki i się przy okazji miał zabić, oddając zbyt dużo. - …a z drugiej może sprawić, że wszyscy czarnoksiężnicy świata będą chcieli was dorwać. W Anglii ich trochę mamy, a Voldemort jeśli nie wie, to się wkrótce dowie, jak to wygląda. A sam pobrał chyba nie tyle, ile chciał.
Więź nie więź, nie chciała, żeby którekolwiek z nich się „wyczerpało”, próbując pozbyć się tkwiącego w nich zimna. Za bardzo jej na nich wszystkich zależało. Nawet gdyby za nim nie przepadała, nie życzyłaby mu takiej śmierci, a przecież go lubiła, nawet trochę za bardzo – i nie próbowała się oszukiwać, że to przez zerwaną miesiąc temu magiczną nitkę, nawet jeśli to ta pociągnęła Brennę w tę stronę. I wciąż bardzo nie podobała się jej ta opcja, a w przypadku Atreusa sytuacja okazywała się najbardziej wątpliwa, bo stracił tej energii w Limbo ewidentnie najwięcej. Więź nie więź, o siebie akurat martwiłaby się tutaj w ostatniej kolejności.
Wyraz jej twarzy złagodniał trochę, kiedy wspomniał o tym mordowaniu przez Limbo, patrzyła na niego przez chwilę znad tej filiżanki, której zawartości wylaniem właśnie groziła, ale nie pociągnęła tematu, trochę uznając, że chyba to nie jest dobre na to miejsce, trochę bo zapytał o te martwe jaszczurki.
– Nasza specjalistka w pewnym momencie wyciągnęła z akwarium jaszczurkę i trzasnęła ją avadą – mruknęła, pochylając się nieco nad stołem, by mieć pewność, że na pewno kelnerka albo jeden z gości – choć celowo dobrała dalsze stoliki i zerkała, czy nie siedzi tu jakiś Skeeter albo coś, i jeszcze rzucała to zaklęcie, zgęstniające trochę powietrze – nie usłyszy za wiele. – Tak na naszych oczach, chociaż raczej wiedziała, gdzie pracujemy. I oświadczyła Tori… że ma ją ożywić. Oddać jej energię. Oboje wiemy, że to tak nie działa…
Aby coś ożywić, potrzebowałeś więcej energii niż byłeś w stanie oddać bez szkody. By ożywić jedną jaszczurkę, musiałeś zabić jakąś inną, a może dwie inne, czy coś takiego – Brenna nie znała się na nekromancji aż tak dobrze.
Stuknęła lekko palcem w dłoń Atreusa.
– To zimno w was to jej zdaniem ten nadmiar życiowej energii, oddanej światu umarłych. Nazwała Victorię idealną żyłą, z której można czerpać i czerpać. Jesteście… źródłem energii. Jej zdaniem to z jednej strony mogłoby pozwolić wam używać tych zaklęć bez szkody… – A przynajmniej innym i dlatego od tego zaczynała, tak na wypadek, gdyby Atreus chciał biec ożywiać martwe jaszczurki i się przy okazji miał zabić, oddając zbyt dużo. - …a z drugiej może sprawić, że wszyscy czarnoksiężnicy świata będą chcieli was dorwać. W Anglii ich trochę mamy, a Voldemort jeśli nie wie, to się wkrótce dowie, jak to wygląda. A sam pobrał chyba nie tyle, ile chciał.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.