26.09.2024, 13:34 ✶
Kiedy Thomas przy okazji Lammas oświadczył, że powie Norze, że Brenna wpadnie wkrótce na obiad, nie za bardzo dając jej szansę na odmowę, ta… po prostu przyjęła to z westchnieniem i sprawdziła kalendarz, szukając jakiejś soboty, podczas której nie ma dyżuru. Nigdy nie umiała za bardzo odmawiać przyjaciołom, a i prawda była taka, że czuła, że poświęca im za mało czasu. W tę konkretną wprawdzie miała go mieć, ale dopiero od wieczora, mogła więc wpaść na obiad do Figgów.
Zresztą biorąc pod uwagę zniknięcie Sama oraz Nory i Thomasa z plaży z poprzedniego dnia, okazało się, że pewnie i tak by na chwilę wpadła, ot tak sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Oj, po tej zabawie Brenna miała o czym myśleć i miała dziwne wrażenie, że to co miało być odskocznią i dobrą zabawą, z jednej strony taką było, z drugiej – pozostawiło zamęt w głowie niejednego uczestnika.
Brenna teleportowała się wraz z Erikiem na Pokątnej w pobliżu klubokawiarni, a potem przeszła z bratem pod lokal, po drodze plecąc – jak to ona – trzy po trzy o wszystkim i o niczym. A potem wpakowała się do mieszkania na tyłach, zajmowanego przez Figgów, z bezczelnością kogoś, kto już przywykł, że znajomi mówią mu, by „czuł się tu jak u siebie”. Wyglądała jak zwykle, gdy wybierała się do magicznych dzielnic – ot typowa szata czarodziejska, mało wymyślna i w wersji letniej, bo choć nadciągała powoli jesień, dni wciąż pozostawały ciepłe. Przebrać się w mundur zamierzała już w pracy, wychodząc po prostu na dyżur wcześniej (co tez nie było żadną nowością). Dźwigała też całkiem spore pudło.
– Cześć, Tommy, zaprosiliście na obiad cały oddział Brygady, czy jak? Ja wiem, że dużo umiem zjeść, ale nie przecenianie mnie odrobinkę? – spytała, od razu kierując się do kuchni, zwabiona zapachami. Uśmiechnęła się lekko, kiedy dostrzegła pudełka z pizzą i chińczyzną. Nie miała zamiaru narzekać na jedzenie na wynos, zwłaszcza że akurat ona lubiła mugolskie przysmaki z Chinatown i knajp w pobliżu Kotła, ale od razu wiedziała, że to nie Nora zdecydowała o dzisiejszym menu.– Widzę, że ty gotowałeś? Pomóc coś poprzekładać albo coś? Nora już wstała?
Sama na nogach była od rana, bo w Warowni wypadało w końcu zająć się gośćmi, a potem przygotować parę rzeczy.
– To dla Lady, to dla Kapitana Pazura, to dla Karla, to dla Mabel, to dla Nory, a to dla ciebie, a to zostało z wczoraj – oświadczyła, ustawiając na skraju stołu pudełko i wydobywając z niego po kolei najpierw kolorowe, zaczarowane zabawki dla kotów, potem książeczkę Przygody Magicznego Kota Tomka dla Mabel, potem różową apaszkę, kolejną książkę Pamiętnik klątwołamacza i wreszcie opakowanie pełne kiełbasek. – Wystarczy je odgrzać, chociaż tak patrząc, ile tutaj tego przyniosłeś, to chyba dostaną je koty… Czego szukasz?
Zresztą biorąc pod uwagę zniknięcie Sama oraz Nory i Thomasa z plaży z poprzedniego dnia, okazało się, że pewnie i tak by na chwilę wpadła, ot tak sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Oj, po tej zabawie Brenna miała o czym myśleć i miała dziwne wrażenie, że to co miało być odskocznią i dobrą zabawą, z jednej strony taką było, z drugiej – pozostawiło zamęt w głowie niejednego uczestnika.
Brenna teleportowała się wraz z Erikiem na Pokątnej w pobliżu klubokawiarni, a potem przeszła z bratem pod lokal, po drodze plecąc – jak to ona – trzy po trzy o wszystkim i o niczym. A potem wpakowała się do mieszkania na tyłach, zajmowanego przez Figgów, z bezczelnością kogoś, kto już przywykł, że znajomi mówią mu, by „czuł się tu jak u siebie”. Wyglądała jak zwykle, gdy wybierała się do magicznych dzielnic – ot typowa szata czarodziejska, mało wymyślna i w wersji letniej, bo choć nadciągała powoli jesień, dni wciąż pozostawały ciepłe. Przebrać się w mundur zamierzała już w pracy, wychodząc po prostu na dyżur wcześniej (co tez nie było żadną nowością). Dźwigała też całkiem spore pudło.
– Cześć, Tommy, zaprosiliście na obiad cały oddział Brygady, czy jak? Ja wiem, że dużo umiem zjeść, ale nie przecenianie mnie odrobinkę? – spytała, od razu kierując się do kuchni, zwabiona zapachami. Uśmiechnęła się lekko, kiedy dostrzegła pudełka z pizzą i chińczyzną. Nie miała zamiaru narzekać na jedzenie na wynos, zwłaszcza że akurat ona lubiła mugolskie przysmaki z Chinatown i knajp w pobliżu Kotła, ale od razu wiedziała, że to nie Nora zdecydowała o dzisiejszym menu.– Widzę, że ty gotowałeś? Pomóc coś poprzekładać albo coś? Nora już wstała?
Sama na nogach była od rana, bo w Warowni wypadało w końcu zająć się gośćmi, a potem przygotować parę rzeczy.
– To dla Lady, to dla Kapitana Pazura, to dla Karla, to dla Mabel, to dla Nory, a to dla ciebie, a to zostało z wczoraj – oświadczyła, ustawiając na skraju stołu pudełko i wydobywając z niego po kolei najpierw kolorowe, zaczarowane zabawki dla kotów, potem książeczkę Przygody Magicznego Kota Tomka dla Mabel, potem różową apaszkę, kolejną książkę Pamiętnik klątwołamacza i wreszcie opakowanie pełne kiełbasek. – Wystarczy je odgrzać, chociaż tak patrząc, ile tutaj tego przyniosłeś, to chyba dostaną je koty… Czego szukasz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.