Jesień jeszcze nie nadeszła, a już była wyczuwalna w powietrzu. W opadach deszczy i zimnych chmurach, które zaczynały przysłaniać niebo. Klasyczna, angielska pogoda - nic wielce się nie zmieniało. W taki wieczór, na szczęście bez deszczu, przy Waroni stuknęły podkowy i złożyły się potężne skrzydła abraksana, który wysadził swojego jeźdźca tuż pod dom. Karmazynowe ślepia Michaela nieufnie spoglądały na całe otoczenie, kiedy jego jeździec zsuwał się z jego boku. Bo o wybitnie zgrabnym zsiadaniu nie było mowy, ale Laurent nie chciał, żeby rumak zginał swoje nogi, jak robił zazwyczaj, żeby pomóc mu z tą czynnością. Unosząca się wokół wilgoć od razu pobrudziłaby jego śnieżne futro, które skrzydło się metalicznie w blaskach pobliskich latarni i ciepła wypadającego z domu na zewnątrz. Nie przyszedł z pustymi rękoma, och nie. Pod pachę wcisnął naprawdę długie (i ciężkie) zawiniątko, które miał nadzieję dostarczyć jak najszybciej do właścicielki, żeby prędzej nie złamało jego ramion. Szczególnie, że w drugiej ręce targał torbę, która co prawda była potraktowana zaklęciem zmniejszającym jej zawartość, ale nadal wcale nie była taka leciutka, jakby chciał. Odpiął ją od siodła Michaela i powędrował do drzwi.
Ubrany w jesienny już płaszcz, w rękawiczkach, z czapką na głowie, by nie przewiało go podczas lotu zapukał do drzwi znajomej Longbottom, która miała dla niego przemiłe przecięcie jakże tragicznego kolejnego miesiąca. Jaszczurki. Magiczne jaszczurki przywiezione prosto z Afryki - to przecież jasne, że był zafascynowany. Nawet więcej - był naprawdę podekscytowany. Nawet mimo przyklejonej do niego łatki wiecznego zmęczenia.
- Herbata i to z dużą ilością malin, żebym mógł się rozgrzać. - Uśmiechnął się od progu, wchodząc do środka. - Bardzo się cieszę, że znalazłaś chwilę na spotkanie. Dobry wieczór, Brenno. - Odłożył pakunek, torbę, ściągnął czapkę, rękawiczki, rozwiesił się, zapytał, czy zdjąć buty, zanim wszedł za Brenną do wnętrza. O wiele cieplejszego niż chłodny już wieczór. Tak, cieszył się. Po pierwsze dlatego, że jakoś nie było wiele czasu na łapanie się wzajem. Po drugie dlatego, że spóźniony prezent urodziny czekał i czekał... w końcu się doczekał. I dobrze było się spotkać przy okazji bzdurnych jaszczurek, a nie w sytuacji, gdzie życie było zagrożone. - Wszystkie gatunki sprowadzone z obcych krajów zachwieją ekosystemem. Poza tym gady z Afryki mają na to marne szanse przy naszym wątpliwie stabilnym i chłodnym klimacie. - Prawdziwie ciepłe dni mieli maksymalnie dwa miesiące, a żeby mówić o wysokich temperaturach to chyba wytyczyłby tylko koniec czerwca i lipiec. Chmury, deszcz, chmury... Oczywiście natura potrafiła czynić cuda ze zdolnościami przystosowania się, ale Laurent by zdecydowanie wolał nie ryzykować że po pierwsze: zdechną, a po drugie (i to jest ta gorsza wersja) klimat jednak im doskonale (aż za dobrze) podpasuje i zaczną mnożyć się jak szalone. - Brak naturalnych wrogów łatwo sprawia, że takie gatunki stają się błyskawicznie inwazyjne, jeśli jednak klimat im podpasuje, a zaradzenie sobie z takim problemem to już koszmar. - Bo wybijesz wszystkie? Tak by wypadało. Tylko jak? Polując na nie nożem? Sprowadzając ich naturalnych wrogów? Wtedy ci będą żyć tu jak książęta... i tak dalej, i tak dalej...
- Dobry wieczór, kolego. - Pochylił się w kierunku psa i wyciągnął dłoń w stronę jego łba, o ile Brenna nie dała znaku, żeby lepiej go nie ruszać. - Nie skacz. - Widać było, że psisko jest naładowane energią i szczęściem, że pojawił się CZŁOWIEK w okolicy, który mógł go potencjalnie wygłaskać na wszystkie strony świata. I Laurent by to bardzo chętnie zrobił, ale miał przynajmniej dwa punkty do odhaczenia przed tą przyjemnością. I jedno z nich wykonał, kiedy wymiętosił Gałgana przez chwilę. - Wiem, że minął kawałek czasu od twoich urodzin, ale przygotowanie tego prezentu trwało o wiele dłużej, niż się spodziewałem. - Podniósł zawiniątko i ściągnął z niego zabezpieczające skóry. Piękne, zdobione żłobieniami drewno z wyrytym na nim zresztą imieniem inkrustacjowanymi literami "Brenna Longbottom". - Wszystkiego najlepszego. - Uśmiechnął się ciepło do kobiety i wyciągnął ciężki pakunek.
A w nim?