26.09.2024, 19:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.09.2024, 19:44 przez Thomas Figg.)
Uśmiechnął się zadowolony z tego, że udało mu się przekonać siostrę do pójścia do jakiegoś różdżkarza. Nie chciał jej do tego zmuszać, dlatego dobrze, że udało mu się ją przekonać, bo tak by się tylko zamartwiał czy jej różdżką nie zawiedzie aby w najmniej spodziewanym momencie.
Był zadowolony z tych ich współpracy, ale tak już było od dawna, pamiętał jak podczas zabawy w czasie dziecinnym i później jeszcze w Hogwarcie potrafili uzupełniać się i pomagać sobie bez wchodzenia drugiemu w paradę. Nie byli bliźniakami i nie opanowali nigdy żadnych sposobów komunikacji bezwerbalnej, ale potrafili się uzupełniać - zawsze zrzucał to na karb bycia spokrewnionym, może te ich powiązania z kotami nie były wcale tak zewnętrzne jak się wydawały.
- Tylko nie każ mi się nosić po schodach w domu, ja już mam swoje lata, kości nie te co w młodości - udał przerażenie w głosie i jął udawać, że nie może się wyprostować bo tak go łupie w krzyżu. Ale zdradzał go szeroki uśmiech zdobiący jego usta i chichot który mu się wyrwał, bo jednak nie dał rady się opanować. Skończył już wygłupy i ruszył za siostrą w stronę kolejnej przeszkody.
Aż się zatrzymał i gwizdnął z podziwu widząc co też tutaj zostało dla nich przygotowane.
- Widzę, że Brenna bardzo do serca wzięła sobie kwestię ćwiczenia stawiania tarcz - zachichotał obserwując wszystkie tarcze, które musieli pokonać po drodze i nie mógł wyjść z podziwu, każda wyglądała na idealną bez cienia skazy, trochę im zajmie zanim zdołają się przez to przebić. Choć kusiło użyć po prostu rozproszenia, aby jedna po drugiej zniknąć wszystkie tarcze to jednak przyszli tu ćwiczyć, a przede wszystkim to nie on miał ćwiczyć, dlatego pohamował swoje żądze pokonania przeszkody stojącą przed jego siostrą, aby mogła kontynuować spacerek.
- Panie przodem - skłonił się nisko dając siostrze pierwszeństwo w niszczeniu pierwszej tarczy.
Był zadowolony z tych ich współpracy, ale tak już było od dawna, pamiętał jak podczas zabawy w czasie dziecinnym i później jeszcze w Hogwarcie potrafili uzupełniać się i pomagać sobie bez wchodzenia drugiemu w paradę. Nie byli bliźniakami i nie opanowali nigdy żadnych sposobów komunikacji bezwerbalnej, ale potrafili się uzupełniać - zawsze zrzucał to na karb bycia spokrewnionym, może te ich powiązania z kotami nie były wcale tak zewnętrzne jak się wydawały.
- Tylko nie każ mi się nosić po schodach w domu, ja już mam swoje lata, kości nie te co w młodości - udał przerażenie w głosie i jął udawać, że nie może się wyprostować bo tak go łupie w krzyżu. Ale zdradzał go szeroki uśmiech zdobiący jego usta i chichot który mu się wyrwał, bo jednak nie dał rady się opanować. Skończył już wygłupy i ruszył za siostrą w stronę kolejnej przeszkody.
Aż się zatrzymał i gwizdnął z podziwu widząc co też tutaj zostało dla nich przygotowane.
- Widzę, że Brenna bardzo do serca wzięła sobie kwestię ćwiczenia stawiania tarcz - zachichotał obserwując wszystkie tarcze, które musieli pokonać po drodze i nie mógł wyjść z podziwu, każda wyglądała na idealną bez cienia skazy, trochę im zajmie zanim zdołają się przez to przebić. Choć kusiło użyć po prostu rozproszenia, aby jedna po drugiej zniknąć wszystkie tarcze to jednak przyszli tu ćwiczyć, a przede wszystkim to nie on miał ćwiczyć, dlatego pohamował swoje żądze pokonania przeszkody stojącą przed jego siostrą, aby mogła kontynuować spacerek.
- Panie przodem - skłonił się nisko dając siostrze pierwszeństwo w niszczeniu pierwszej tarczy.