Norka nie miała problemu z tym, żeby przyjmować dobre rady brata. Nie kłóciła się, żeby nie wtrącał się w jej sprawy, ba doceniała jego zainteresowanie i pomoc. Naprawdę zauważała to, jak się o nią troszczy, to było bardzo miłe, szczególnie, że już dawno nie byli dzieciakami. Nadal jednak był przede wszystkim jej starszym bratem.
- Wiadomka, nie zamierzam cię wprowadzić do grobu Tommy. - Nigdy nie nadużywała jego życzliwości. Zdawała sobie oczywiście też sprawę, że był to jeden z jego kolejnych, wspaniałych żartów. Zdarzało jej się nim wysługiwać, na przykład, kiedy nie sięgała do najwyższej szafki w kuchni, albo kiedy zakupy były zbyt ciężkie i trzeba je było przetransportować do cukierni, ale nie miała zamiaru korzystać z usług podobnych do tej sprzed chwili. No, chyba, że znowu wylądują na jakichś bagnach.
Szli przed siebie, aż w końcu dotarli do kolejnej przeszkody. Okazało się, że przed nimi znajdowało się kilka tarcz, które musieli pokonać, aby przejść dalej. Nie było to najgorsze, co mogło ich spotkać, nie ruszały się, przynajmniej jak na razie i nie zamierzały ich w między czasie atakować. Odetchnęła więc z ulgą, chociaż wiedziała, że może mieć problem z trafieniem w cel.
- Hmm? O czymś nie wiem? - Zapytała jeszcze brata, bo nie zrozumiała jego nawiązania do Brenny. Zapewne ją coś ominęło, nie było w tym nic dziwnego, bo ostatnio sporo rzeczy ją omijało. Zarobiona była.
Dygnęła teatralnie przed Thomasem, chociaż dziwnie jej się to robiło w spodniach, normalnie pewnie złapałaby brzegu swojej sukienki, aby dodać temu ruchowi lekkości.
Złapała różdżkę w dłoń, machnęła nią w powietrzu i wypowiedziała zaklęcie. Liczyła na to, że uda jej się jakoś trafić w tarczę. Wybrała oczywiście zaklęcie z dziedziny magii, w której była najbardziej biegła (nie, że w jakiejkolwiek była super biegła), czyli spróbowała zamienić tarczę w kamień przy pomocy transmutacji.
Akcja nieudana
Sukces!