17.01.2023, 13:09 ✶
Czy żartowała? Trochę, bo miewała czarne albo złośliwe poczucie humoru. Ale tak naprawdę, choć wątpiła, by stało się coś takiego już w szpitalu, wcale nie była pewna, czy nie doszłoby do tego, gdyby Danielle nie znalazła się na miejscu wydarzenia.
- Uschnąć, odpaść, szczernieć, spróbować pana udusić… kto to wie? To w końcu czarna magia - wyrecytowała Florence poważnie, układając skrzyneczkę na stoliku, by zacząć wyjmować z niej rzeczy. Wszystkie stawały idealnie, jak pod linijkę, a nie wyglądało na to, by kobieta starała się przy tym specjalnie: zdawało się, że takie porządkowanie przychodzi jej równie naturalnie, jak oddychanie.
Bo tak było, w gruncie rzeczy.
- Na szczęście trafił pan w ręce uzdrowicieli na czas, więc prawdopodobnie do niczego takiego nie dojdzie. Chociaż na przyszłość doradzam niedotykanie magicznych przedmiotów, których pochodzenia nie jest pan pewien – oświadczyła ze spokojem. – Och, to nie ma nic wspólnego z ręką. Ale to bardzo paskudny objaw. Jeżeli poczuje pan też potrzebę założenia ciemnych szat i maski, proszę koniecznie zgłosić się do uzdrowiciela – skwitowała. Przejmowanie władzy nad Brytanią? Cóż, mieli już jednego takiego, który też poczuł nieodpartą potrzebę podobnych działań i co gorsza wcielał ją w życie.
Najpierw założyła rękawiczki, potem ujęła jego rękę i zabrała się za usuwanie opatrunku. Ruchy miała pewne, chociaż mimo tego, że niektórzy lubili oskarżać ją o sadystyczne skłonności, starała się przy tym nie sprawiać Fergusowi niepotrzebnego bólu. Podejście pacjentów do Florence niekiedy wywoływało skargi, nigdy jednak nie postąpiłaby celowo wbrew ich interesom.
- Żadnych nadzwyczaj realistycznych koszmarów? Halucynacji? Zaburzeń widzenia albo pamięci? – pytała. Mogło to brzmieć jak żarty, acz tak naprawdę… wcale nimi nie było. Magomedyczka wprawdzie wątpiła, czy tego typu efekty uboczne tutaj wystąpią, ale nie mogła być całkowicie pewna. Fergus Ollivander dostał już specjalną teczkę w jej segregatorze na „ciekawe przypadki”, zakładała więc, że niczego nie mogą być tutaj pewni.
Usunięty bandaż został bardzo starannie złożony w kostkę i umieszczony w odpowiedniej przegródce w skrzyneczce, skąd miał potem trafić do kosza na odpadki.
- Uschnąć, odpaść, szczernieć, spróbować pana udusić… kto to wie? To w końcu czarna magia - wyrecytowała Florence poważnie, układając skrzyneczkę na stoliku, by zacząć wyjmować z niej rzeczy. Wszystkie stawały idealnie, jak pod linijkę, a nie wyglądało na to, by kobieta starała się przy tym specjalnie: zdawało się, że takie porządkowanie przychodzi jej równie naturalnie, jak oddychanie.
Bo tak było, w gruncie rzeczy.
- Na szczęście trafił pan w ręce uzdrowicieli na czas, więc prawdopodobnie do niczego takiego nie dojdzie. Chociaż na przyszłość doradzam niedotykanie magicznych przedmiotów, których pochodzenia nie jest pan pewien – oświadczyła ze spokojem. – Och, to nie ma nic wspólnego z ręką. Ale to bardzo paskudny objaw. Jeżeli poczuje pan też potrzebę założenia ciemnych szat i maski, proszę koniecznie zgłosić się do uzdrowiciela – skwitowała. Przejmowanie władzy nad Brytanią? Cóż, mieli już jednego takiego, który też poczuł nieodpartą potrzebę podobnych działań i co gorsza wcielał ją w życie.
Najpierw założyła rękawiczki, potem ujęła jego rękę i zabrała się za usuwanie opatrunku. Ruchy miała pewne, chociaż mimo tego, że niektórzy lubili oskarżać ją o sadystyczne skłonności, starała się przy tym nie sprawiać Fergusowi niepotrzebnego bólu. Podejście pacjentów do Florence niekiedy wywoływało skargi, nigdy jednak nie postąpiłaby celowo wbrew ich interesom.
- Żadnych nadzwyczaj realistycznych koszmarów? Halucynacji? Zaburzeń widzenia albo pamięci? – pytała. Mogło to brzmieć jak żarty, acz tak naprawdę… wcale nimi nie było. Magomedyczka wprawdzie wątpiła, czy tego typu efekty uboczne tutaj wystąpią, ale nie mogła być całkowicie pewna. Fergus Ollivander dostał już specjalną teczkę w jej segregatorze na „ciekawe przypadki”, zakładała więc, że niczego nie mogą być tutaj pewni.
Usunięty bandaż został bardzo starannie złożony w kostkę i umieszczony w odpowiedniej przegródce w skrzyneczce, skąd miał potem trafić do kosza na odpadki.