Czasy były bardzo niebezpieczne. Każdy musiał być ostrożny, patrzeć przez ramię, czy nic mu nie grozi. Śmierciożercy przestali się czaić, zaczęli działać jawnie. Trzeba było uwazać. Norka może nie należała do osób, które znalazłyby się na liście celów Voldemorta, w końcu była praktycznie nic nie znaczącym czarodziejem. Nie była też wojowniczką, która mogła działać na jego niekorzyść. Mimo wszystko bała się, tak jak bali się wszyscy. Kto wie, kto będzie następny, może to, że w jej żyłach nie płynęła jedynie czysta krew było wystarczającym powodem.
- Oj, na pewno nie znikasz, ciężko Cię przegapić mój drogi.- Rozwiała jego wątpliwości. Zresztą Erik był ponadprzeciętnego wzrostu, już samo to powodowało, że bardzo łatwo było go wypatrzyć w tłumie, a co dopiero ten wspaniały charakter! - Może tak, może nie. Wiesz, jak jest Erik, w końcu od lat działa to tak samo.- Dosyć często dochodziło między nimi do starć, nie mieli problemów, żeby wymieniać się opiniami, czasem jednak, Norka czuła, że jest pod ścianą, a że lubiła stawiać na swoim, to korzystała z umiejetności płaczu na zawołanie, wiedziała, że Longbottomowi jej łzy nie były obojętne, wtedy też trochę zmieniał podejście i jakoś umieli się dogadać. Nie była to może najlepsza metoda, ale doprowadzała ją do celu, najwazniejsze, że działało.
Norka bardzo ceniła sobie przyjaźń z Erikiem, miała świadomość, że zawsze mówi to co myśli, dzielił się z nią swoimi obawiami, jakie by one nie były. Naprawdę wiele to dla niej znaczyło, choć czasem się z nim nie zgadzała. Wiedziała jednak, że jej nie oszukuje i jest szczery, było to ważne w takiej relacji. Do tego zawsze mogła liczyć na jego wsparcie. - Cieszę się, że Ci smakuje! Kto nie lubi słodkiego...- Nie było nic przyjemniejszego od słodkich drinków. Może ciastka... ale to od czasu do czasu, w końcu jeśli by zaczeła przesadzać ze słodyczami już niedługo mogłaby się przestać mieścić w drzwiach. - Fakt, u Was w domu... współczuję trochę, wiem, że kobiety potrafią być bardzo kłótliwe.- Sama na całe szczęście nie mieszkała już w rodzinnym domu, więc nikt nie wchodził jej w drogę.
Musiała komuś się pożalić. Nie była przyzwyczajona do zianteresowania dziennikarzy, w końcu jak na razie była raczej przezroczysta, nikt jej nie znał, teraz po balu zdecydowanie się to zmieniło. Nie darzyła dziennikarzy szacunkiem, szczególnie nie podobało jej się to, w jaki sposób chciała działać tamta dziewczyna, nie miała zielonego pojęcia po co przyszła do cukierni, wydawało jej się, że chciała ją upokorzyć. - Tak, myślę jednak, że to była pierwsza i ostatnia wizyta. Nie zakończyła się specjalnie przyjemnie.- Norka raczej rzadko kiedy bywała dla kogokolwiek niemiła, jednak w tamtym momencie zachowywała się zupełnie inaczej. Nie podobało jej się to, że Daisy szczuła ją w jej własnym lokalu. - Zdecydowanie się przeliczyła, ja wiem, że wyglądam na łatwy kąsek, ale wiesz najlepiej, że jak ktoś mnie wkurzy, to nawet ja potrafię się odezwać.- Bywały i takie momenty.
Może i Nora nie należała do osób, które były specjalnie lotnie w tym, jak wygląda praca w ministerstwie, jednak posiadała jakąś podstawową wiedzę, a Erik mógł się upewnić w tym, że naprawdę słuchała tego, co mówił. Wyłapywała nawet głupoty, które czasem zupełnie nieświadomie paplał. - Tak, na pewno macie zupełnie różne doświadczenia, czasem w sumie warto nauczyć się czegoś nowego i wymienić umiejętności.- W sumie nie było to takie głupie, mogli się od siebie sporo nauczyć.
- Dobra, dobra, chociaż moje umiejętności wokalne... kuleją, zdecydowanie.- Co najgorsze, zdawała sobie z tego sprawę. - Czego się jednak nie robi, żeby uszczęśliwić Erika Longbottoma, alee idziesz tam ze mną, prawda? - Nie zamierzała śpiewać sama, z przyjacielem nawet w takiej sytuacji czuła się dużo bezpieczniej.