27.09.2024, 10:03 ✶
- Może i polana, chociaż podejrzewam że zadziałałoby spełnienie warunków które powstały podczas Beltane - i nie chodziło mu tutaj tylko o sam fakt, ze zasłona między ich światem a limbo musiała być cieńsza, a też o te głupie kamienie i inne rzeczy, które uchyliły i przede wszystkim ustabilizowały przejście. Już w Windermere się o to martwił, gdybając Patrickowi nad uchem i zastanawiając na ile samo pojawienie się na miejscu i odprawienie czarów przez Sebastiana miałoby zadziałać.
Uśmiechnął się do niej ciepło, ale prawda była taka, że tutaj, przy tym stoliku w małej kawiarence to faktycznie nie miało znaczenia. Każdego dnia coś szło nie tak w pracy aurorów i brygadzistów, a Atreus nawet jeśli wydawał się w tym temacie beztroski, to doskonale wiedział w co się pakował wybierając ten zawód. Tak samo świadomy był tego jak czasy się zmieniały i jak stawały się niebezpieczne, praktycznie z chwili na chwilę. Tak samo jak do niektórych rzeczy potrafił podchodzić z brawurą ocierającą się o głupotę, tak do innych odnosił się w okropnie wręcz chłodny i wykalkulowany sposób. Mógł umrzeć, ale swoim życiem zawsze było łatwiej dysponować, i dla niego to nie miało znaczenia o ile coś osiągnął lub chociaż próbował. - Krzesło jest poręczniejsze - zacmokał z udawaną dezaprobatą, jakby trochę nie pojmowała całej sztuki rzucania w ludzi rzeczami.
- Ja wiem jak to działa - mruknął, nie uderzając jednak w zniecierpliwione tony które często pojawiały się u niego, kiedy uważał że ktoś mu coś tłumaczył we wręcz protekcjonalny sposób. - Ale chodzi mi o to, że tak naprawdę nie wiemy jak u nas to zadziała. Nie skorzystałyście z okazji, słusznie z resztą - chociaż on pewnie jeśli nie zrobiłby tego na oczach nekromantki to przetestowałby jej słowa w bezpieczniejszych warunkach. Ciekawe, czy Victoria była podobnie ambitna - Ale zastanawia mnie teraz kto miał rację. Wasz pierwszy kontakt czy drugi.
Chciał się jej bardzo głupio zapytać, czy mają jeszcze te jaszczurki, ale się w ostatniej chwili powstrzymał, bo Brenna w sumie nie wyglądała mu na taką co by ten żart doceniła chociażby w minimalnym stopniu. Przez myśl mu też nawet nie przeszło to, co ją teraz gnębiło, że nekromantka powinna skończyć swoje życie tam, w Afryce. Ale znowu sprawa chyba sprowadzała się w głównej mierze do tego, jak postrzegał świat. I że nie widział w niej wyraźnego zagrożenia. Nie kiedy to nie pukało do jego drzwi.
- Jest to coś, na co jestem gotowy - rozłożył bezradnie ręce, jakby nie pozostawało mu nic innego jak przyjąć ten jakże koszmarny los bycia zamkniętym w czyjejś piwnicy. Szkoda, że dopiero za parę dni miał się przekonać, że wcale nie brzmiało to tak dobrze jak by sobie to wyobrażał. - Albo zrobić z niej baterię - wszystko zależało od tego, jak właściwie działali. Albo gorzej, mogła zrobić z Lestrange obiekt badań. - Cóż, do tej pory nam personalnie nic nie było, oprócz oczywiście faktu że jesteśmy cholernie zimni. Mamy sierpień. Założyłbym więc, że nie jest to bardzo niebezpieczne.
- Spokojnie, mam nawet dwóch. Tylko jaszczurek nie mam.
Uśmiechnął się do niej ciepło, ale prawda była taka, że tutaj, przy tym stoliku w małej kawiarence to faktycznie nie miało znaczenia. Każdego dnia coś szło nie tak w pracy aurorów i brygadzistów, a Atreus nawet jeśli wydawał się w tym temacie beztroski, to doskonale wiedział w co się pakował wybierając ten zawód. Tak samo świadomy był tego jak czasy się zmieniały i jak stawały się niebezpieczne, praktycznie z chwili na chwilę. Tak samo jak do niektórych rzeczy potrafił podchodzić z brawurą ocierającą się o głupotę, tak do innych odnosił się w okropnie wręcz chłodny i wykalkulowany sposób. Mógł umrzeć, ale swoim życiem zawsze było łatwiej dysponować, i dla niego to nie miało znaczenia o ile coś osiągnął lub chociaż próbował. - Krzesło jest poręczniejsze - zacmokał z udawaną dezaprobatą, jakby trochę nie pojmowała całej sztuki rzucania w ludzi rzeczami.
- Ja wiem jak to działa - mruknął, nie uderzając jednak w zniecierpliwione tony które często pojawiały się u niego, kiedy uważał że ktoś mu coś tłumaczył we wręcz protekcjonalny sposób. - Ale chodzi mi o to, że tak naprawdę nie wiemy jak u nas to zadziała. Nie skorzystałyście z okazji, słusznie z resztą - chociaż on pewnie jeśli nie zrobiłby tego na oczach nekromantki to przetestowałby jej słowa w bezpieczniejszych warunkach. Ciekawe, czy Victoria była podobnie ambitna - Ale zastanawia mnie teraz kto miał rację. Wasz pierwszy kontakt czy drugi.
Chciał się jej bardzo głupio zapytać, czy mają jeszcze te jaszczurki, ale się w ostatniej chwili powstrzymał, bo Brenna w sumie nie wyglądała mu na taką co by ten żart doceniła chociażby w minimalnym stopniu. Przez myśl mu też nawet nie przeszło to, co ją teraz gnębiło, że nekromantka powinna skończyć swoje życie tam, w Afryce. Ale znowu sprawa chyba sprowadzała się w głównej mierze do tego, jak postrzegał świat. I że nie widział w niej wyraźnego zagrożenia. Nie kiedy to nie pukało do jego drzwi.
- Jest to coś, na co jestem gotowy - rozłożył bezradnie ręce, jakby nie pozostawało mu nic innego jak przyjąć ten jakże koszmarny los bycia zamkniętym w czyjejś piwnicy. Szkoda, że dopiero za parę dni miał się przekonać, że wcale nie brzmiało to tak dobrze jak by sobie to wyobrażał. - Albo zrobić z niej baterię - wszystko zależało od tego, jak właściwie działali. Albo gorzej, mogła zrobić z Lestrange obiekt badań. - Cóż, do tej pory nam personalnie nic nie było, oprócz oczywiście faktu że jesteśmy cholernie zimni. Mamy sierpień. Założyłbym więc, że nie jest to bardzo niebezpieczne.
- Spokojnie, mam nawet dwóch. Tylko jaszczurek nie mam.