27.09.2024, 13:46 ✶
– Myślałam o czymś innym, ale takie ogłoszenie to też dobry pomysł – stwierdziła Charlotte, chociaż rzecz jasna tak naprawdę nie brała tego pod uwagę. Za duża szansa trafienia na wariatów. – Hm… wolałabym też, żeby nie był wilkołakiem. Trochę problematyczne przyjaźnić się z kimś, kto może zamienić cię w bestię, jeśli się zdenerwuje.
Poza tym nie była pewna, czy wilkołaki nie mogą mieć pcheł. W teorii powinny siedzieć podczas pełni w kryjówkach, więc niby szanse złapania czegoś były niewielkie, ale kto wie…?
– Powiedziałabym Jonathanowi, żeby zorganizował przyjęcie i zaprosił odpowiednie osoby. Jestem pewna, że gdybym opowiedziała mu, jak się martwię, bo ostatnio ciągle tylko pracujesz, szybko by coś wymyślił – oświadczyła, posyłając synowi uśmiech. Nie Anthony, wśród jego znajomych z jednej strony było sporo konserwatystów, których nie chciałaby widzieć u boku syna, mugolaka – za duża szansa, że coś go spotka, z drugiej zdarzały się tam i osoby, które mogły mieć jakieś… niejasne powiązania. Nie chciałaby, aby jej dzieci odwiedzały znajomych w jakichś przestępczych dziuplach. – Poza tym w Ministerstwie pracuje kilka osób przed trzydziestką, które jestem w stanie tolerować. Jessie… chyba nie wątpisz w to, że umiem być miła? Nie obawiaj się, będę wcieloną słodyczą.
Charlotte umiała być jak żmija, przyczajona w trawie. Widziałeś błyszczącą skórę, nie dostrzegałeś jadu na kłach. Potrafiła być najsłodszą istotą pod słońcem, kiedy chciała uchodzić za miłą albo zależało jej na osiągnięciu czegoś. Oczywiście, po tylu latach wielu współpracowników wiedziało, czego się po niej spodziewać, ale Charlie była naprawdę bardzo dobra w kłamaniu, a Prewettówna nie miała żadnych szans dowiedzieć się wcześniej, kim dokładnie jest Charlotte Kelly.
Electra Prewett nie miała szans.
– Zdecydowanie Dom Strachów. Będę mogła dać im parę wskazówek – stwierdziła Charlotte, ruszając powoli w stosowną stronę, nie spoglądając nawet ku filiżankowej karuzeli.
Poza tym nie była pewna, czy wilkołaki nie mogą mieć pcheł. W teorii powinny siedzieć podczas pełni w kryjówkach, więc niby szanse złapania czegoś były niewielkie, ale kto wie…?
– Powiedziałabym Jonathanowi, żeby zorganizował przyjęcie i zaprosił odpowiednie osoby. Jestem pewna, że gdybym opowiedziała mu, jak się martwię, bo ostatnio ciągle tylko pracujesz, szybko by coś wymyślił – oświadczyła, posyłając synowi uśmiech. Nie Anthony, wśród jego znajomych z jednej strony było sporo konserwatystów, których nie chciałaby widzieć u boku syna, mugolaka – za duża szansa, że coś go spotka, z drugiej zdarzały się tam i osoby, które mogły mieć jakieś… niejasne powiązania. Nie chciałaby, aby jej dzieci odwiedzały znajomych w jakichś przestępczych dziuplach. – Poza tym w Ministerstwie pracuje kilka osób przed trzydziestką, które jestem w stanie tolerować. Jessie… chyba nie wątpisz w to, że umiem być miła? Nie obawiaj się, będę wcieloną słodyczą.
Charlotte umiała być jak żmija, przyczajona w trawie. Widziałeś błyszczącą skórę, nie dostrzegałeś jadu na kłach. Potrafiła być najsłodszą istotą pod słońcem, kiedy chciała uchodzić za miłą albo zależało jej na osiągnięciu czegoś. Oczywiście, po tylu latach wielu współpracowników wiedziało, czego się po niej spodziewać, ale Charlie była naprawdę bardzo dobra w kłamaniu, a Prewettówna nie miała żadnych szans dowiedzieć się wcześniej, kim dokładnie jest Charlotte Kelly.
Electra Prewett nie miała szans.
– Zdecydowanie Dom Strachów. Będę mogła dać im parę wskazówek – stwierdziła Charlotte, ruszając powoli w stosowną stronę, nie spoglądając nawet ku filiżankowej karuzeli.
Koniec sesji