27.09.2024, 21:26 ✶
- Coś kręcisz, bo mnie tylko takie obsługują - prychnął, ni to żartując, ni to mówiąc prawdę. Inna sprawa, że najczęściej to zajmowała nim siostra albo Basilius, jakby zazdrośnie stali na straży tego, by dopilnować go osobiście. Kiedy jednak ich nie było, cóż, sama Longbottom wspomniała o tym nieszczęsnym trzecim miejscu w rankingu i Atreus chętnie jechał na tej fali popularności, która też częściowo przekładała się na to kto najchętniej pobierał mu krew w szpitalu. - Cóż, w każdym razie, tak naprawdę pozostaje czekać nam na Samhain i mieć nadzieję że do tego czasu żaden czarnoksiężnik, oprócz oczywistego Voldemorta, nie wyłapie że można na nas bardzo dobrze zarobić - dopił swoją kawę.
Atreus sam nie wiedział co właściwie powinien zrobić z rewelacjami, że mógł tę energię jakoś wykorzystać. Był ambitny, owszem, ale w przypadku bycia zimnym to nie o ambicję się najbardziej rozchodziło, a o to jak od samego początku czuł się z doświadczanymi zmianami. Nawet jeśli za punkt honoru zdawał sobie obrać granie na nerwach i denerwowanie innych, to jak każdy człowiek czuł potrzebę bliskości. I chyba to wzdryganie się, głupie gadanie o byciu martwymi, a nie tylko zimnymi, najmocniej do niej trafiało, nawet jeśli nie chciał dać tego po sobie poznać. Chciał wykorzystać tę energię najlepiej jak się dało, ale z drugiej strony jedyne o czym czasem marzył to powrót do normalności.
- I co z nimi zrobisz? Zasadzisz sobie w ogródku? - w sumie Warownia była na tyle duża, że pewnie nikomu by nie zaszkodziło tych parę jaszczurek pałętających się po ogrodzie. Pewnie nawet ich by tam nikt nie zauważył, gdyby Longbottom nikomu o nich nie powiedziała. - Może po prostu pójdę na cmentarz? Znęcanie się nad zwierzętami jakoś mnie nie bawi - prychnął, uśmiechając się tylko trochę kpiąco. Cała ta rozmowa robiła się trochę bardziej surrealistyczna, bo z której strony na to nie patrzeć, oboje byli funkcjonariuszami Ministerstwa i siedzieli na kawce w środku Londynu. Wszystko tu było do tej rozmowy nie tak.
- Ale, oprócz tych jaszczurek, coś ciekawego was tam jeszcze spotkało? Bo jak tak to muszę powiedzieć, że kradzież zwierząt to małe osiągnięcie. Pewnie sobie kupiła nowe po waszym wyjściu.
Atreus sam nie wiedział co właściwie powinien zrobić z rewelacjami, że mógł tę energię jakoś wykorzystać. Był ambitny, owszem, ale w przypadku bycia zimnym to nie o ambicję się najbardziej rozchodziło, a o to jak od samego początku czuł się z doświadczanymi zmianami. Nawet jeśli za punkt honoru zdawał sobie obrać granie na nerwach i denerwowanie innych, to jak każdy człowiek czuł potrzebę bliskości. I chyba to wzdryganie się, głupie gadanie o byciu martwymi, a nie tylko zimnymi, najmocniej do niej trafiało, nawet jeśli nie chciał dać tego po sobie poznać. Chciał wykorzystać tę energię najlepiej jak się dało, ale z drugiej strony jedyne o czym czasem marzył to powrót do normalności.
- I co z nimi zrobisz? Zasadzisz sobie w ogródku? - w sumie Warownia była na tyle duża, że pewnie nikomu by nie zaszkodziło tych parę jaszczurek pałętających się po ogrodzie. Pewnie nawet ich by tam nikt nie zauważył, gdyby Longbottom nikomu o nich nie powiedziała. - Może po prostu pójdę na cmentarz? Znęcanie się nad zwierzętami jakoś mnie nie bawi - prychnął, uśmiechając się tylko trochę kpiąco. Cała ta rozmowa robiła się trochę bardziej surrealistyczna, bo z której strony na to nie patrzeć, oboje byli funkcjonariuszami Ministerstwa i siedzieli na kawce w środku Londynu. Wszystko tu było do tej rozmowy nie tak.
- Ale, oprócz tych jaszczurek, coś ciekawego was tam jeszcze spotkało? Bo jak tak to muszę powiedzieć, że kradzież zwierząt to małe osiągnięcie. Pewnie sobie kupiła nowe po waszym wyjściu.