Pokręciła tylko głową z dezaprobatą. Oczywiście, że musiał mieć ostatnie słowo, nie mogło być inaczej. Nie sądziła, żeby specjalnie pakował się w kłopoty, istniały po prostu osoby, które przyciągały je bardziej niż wszystkie inne i Thomas chyba po prostu należał do tego grona.
- Ambitny jesteś, wczoraj trening, dzisiaj trening, czy szykujesz się do jakiegoś wielkiego zadania, czy robisz to tylko po to, aby pozostać w formie? - Wolała zapytać jak wygląda sytuacja. Miała świadomość, że ważne było to, aby wszyscy w Zakonie trenowali, bo od tego mogło sporo zależeć, nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie im się zmierzyć ze śmierciożercami. Niepowodzenie było zbyt dużym ryzykiem, przecież już podczas Beltane wuj Brenny i Erikastracił życie. Nie mogli stracić nikogo więcej.
- Brenna jest niezastąpiona, ale ona prawie nie sypia, wiesz, że prosiła mnie o eliksiry, które miały jej pomóc trzymać się bez snu? - Zapewne tego nie wiedział, ale postanowiła się podzielić tą informacją z czystej troski, martwiła się o przyjaciółkę. Rozumiała jej zaangażowanie, ale nie mogła sama zbawić świata. Bała się, że może brać na siebie za dużo, nie była przecież w tym wszystkim sama.
Udało jej się wyczarować zaklęcie, pomknęło w stronę tarczy i zamieniło ją w kamień. Podskoczyła z radości zadowolona ze swojego sukcesu.
- Nie ma szans, zawsze będę cię potrzebować. - Dodała do brata z uśmiechem, tak łatwo się jej nie pozbędzie.
Zaklaskała, kiedy i jemu udało się pokonać tarczę. Ten tor nie był wcale taki najgorszy.
- Jeszcze jedna! - Tym razem ona sięgnęła po różdżkę i mruknęła po raz kolejny to samo zaklęcie, skoro zadziałało poprzednio to nie zamierzała szukać nowej metody. Nie było to potrzebne skoro tamta była skuteczna.
Sukces!
Sukces!