27.09.2024, 23:59 ✶
Thomas zamrugał i uniósł brwi patrząc w bok na nieznajomego mu jegomościa, który w dość dobitny sposób wyraził się, że nie chce pomocy, nieco zbyt obcesowy jak na jego gust, no ale nie zamierzał oceniać. Kłamstwo ocenił jegomościa dość szybko, skoro ktoś grozi przemocą za coś takiego to nie świadczyło dobrze stał się bardziej czujny względem tego pięknisia z neseserem.
Nie zamierzał się wtrącać w wymianę zdań pomiędzy Lastrangem i nieznajomym rudzielcem - nie dlatego, że nie odpowiadała mu agresja bijąca od postawy Rodolphusa, a dlatego, że wolał stać z boku i zainterweniować gdy będzie do tego potrzeba. Nie rozumiał dlaczego w taki obcesowy sposób zwraca się do przepraszającego i skruszonego chłopaczka, ale nie był tutaj, żeby innych uczyć ogłady, dopóki nie działa się krzywda to nie interweniował.
To, że rozmowa ta była jak rollercoaster to mało powiedziane. Brwi Figga podjechały jeszcze wyżej, kiedy elegancki nieznajomy uderzył w filozoficzne tony. W obliczu nieszczęścia wszyscy stajemy się równi, bez względu na majątek, narodowość czy status społeczny - powtórzył sobie w myślach i dobrze wiedział, że nie jest to do końca prawda. Wiedział że nieszczęście dotykają ludzie w nierówny sposób - bogaty mniej odczuje pożar domu niż biedny - odbudowa przecież kosztuje, a to biednemu będzie trudniej wyłuskać na to pieniądze. Tak samo choroba, łatwiej leczyć się tym, którzy mają pieniądze - westchnął, gdyby traktować, że nieszczęścia nie omijają nikogo to wówczas to stwierdzenie miałoby sens, ale tak?
- Nie, w obliczu nieszczęścia nie ma równości, a dopiero śmierć traktuje wszystkich jednakowo - burknął pod nosem niezadowolony z tego stwierdzenia, dobrze wiedział, że to nieprawda i po prostu nie mógł siedzieć cicho w tej sprawie. Ale nie zamierzał wdawać się w dysputy filozoficzne na samym środku pokątnej, westchnął i rzucił jeszcze ostatnie spojrzenie na rudowsłosego. - Następnym razem naprawdę uważaj jak niesiesz coś niebezpiecznego i miej to odpowiednio zabezpieczone - rzucił jeszcze, żeby ten nie zapomniał najważniejszej nauczki z dzisiejszego wydarzenia a potem kiwnął mu głową i też skierował się w swoją stronę. Tylko, że nie tam gdzie zmierzał, musiał teraz wrócić do domu i się przebrać w całe ubrania, nie będzie przecież chodził w dziurawych rzeczach.
Zerknął jeszcze na zegarek i jęknął. Pięknie, teraz to na pewno się spóźni, przyspieszył kroku, bardzo dobrze, że mieszkał całkiem niedaleko i nie musiał gonić przez połowę Pokątnej, żeby zmienić koszule i spodnie.
Nie zamierzał się wtrącać w wymianę zdań pomiędzy Lastrangem i nieznajomym rudzielcem - nie dlatego, że nie odpowiadała mu agresja bijąca od postawy Rodolphusa, a dlatego, że wolał stać z boku i zainterweniować gdy będzie do tego potrzeba. Nie rozumiał dlaczego w taki obcesowy sposób zwraca się do przepraszającego i skruszonego chłopaczka, ale nie był tutaj, żeby innych uczyć ogłady, dopóki nie działa się krzywda to nie interweniował.
To, że rozmowa ta była jak rollercoaster to mało powiedziane. Brwi Figga podjechały jeszcze wyżej, kiedy elegancki nieznajomy uderzył w filozoficzne tony. W obliczu nieszczęścia wszyscy stajemy się równi, bez względu na majątek, narodowość czy status społeczny - powtórzył sobie w myślach i dobrze wiedział, że nie jest to do końca prawda. Wiedział że nieszczęście dotykają ludzie w nierówny sposób - bogaty mniej odczuje pożar domu niż biedny - odbudowa przecież kosztuje, a to biednemu będzie trudniej wyłuskać na to pieniądze. Tak samo choroba, łatwiej leczyć się tym, którzy mają pieniądze - westchnął, gdyby traktować, że nieszczęścia nie omijają nikogo to wówczas to stwierdzenie miałoby sens, ale tak?
- Nie, w obliczu nieszczęścia nie ma równości, a dopiero śmierć traktuje wszystkich jednakowo - burknął pod nosem niezadowolony z tego stwierdzenia, dobrze wiedział, że to nieprawda i po prostu nie mógł siedzieć cicho w tej sprawie. Ale nie zamierzał wdawać się w dysputy filozoficzne na samym środku pokątnej, westchnął i rzucił jeszcze ostatnie spojrzenie na rudowsłosego. - Następnym razem naprawdę uważaj jak niesiesz coś niebezpiecznego i miej to odpowiednio zabezpieczone - rzucił jeszcze, żeby ten nie zapomniał najważniejszej nauczki z dzisiejszego wydarzenia a potem kiwnął mu głową i też skierował się w swoją stronę. Tylko, że nie tam gdzie zmierzał, musiał teraz wrócić do domu i się przebrać w całe ubrania, nie będzie przecież chodził w dziurawych rzeczach.
Zerknął jeszcze na zegarek i jęknął. Pięknie, teraz to na pewno się spóźni, przyspieszył kroku, bardzo dobrze, że mieszkał całkiem niedaleko i nie musiał gonić przez połowę Pokątnej, żeby zmienić koszule i spodnie.
Koniec sesji