28.09.2024, 06:36 ✶
- To brzmi jakby tylko odrobinę przesadzał. No chyba, że przywiozłyście ze sobą, nie wiem, dwie setki - zmarszczył brwi, bo zachwianie całym ekosystemem Anglii brzmiało jak coś naciąganego i nawet nie trochę, a bardzo. Co prawda Atreus nie znał się ani na jaszczurkach, ani na faunie ogólnie, wystarczyło mu że wiedział jak wygląda abraksan (konkretnie jego, znajdujący się u Laurenta), ale też nie przeszkadzało mu to w oznajmianiu różnych rzeczy z miną eksperta. A Laurent... cóż, Laurent to się w sumie zajmował przede wszystkimi koniami i mógł zapomnieć jak działają inne zwierzątka, prawda?
- No tak. Zwykły, nudny wyjazd - powtórzył za nią, kiedy kąciki ust uniosły się w kpiącym uśmieszku. - I która w końcu go zabiła? Żona, służąca czy córka? A może wszystkie trzy? - na wspomnienie o lwach uniósł delikatnie brwi ku górze, chociaż bardziej rozchodziło mu się chyba o zepsuty świstoklik. - Może tobie po prostu nie można dawać świstoklika do ręki, myślałaś o tym? Najpierw tamten nasz, teraz ten? Nie było po drodze jakiegoś innego? - rzucił z przekorą, kręcąc lekko głową. Jak się tak tego wszystkiego słuchało to brzmiało, jakby ciążyła nad nią jakaś dziwaczna klątwa. Niby nic jej nie było, ale sytuacje w których się znajdowała należały zawsze do tych nietypowych. - I którą sobie wybrał, co? Ciebie czy Lestrange?
Oprócz Basiliusa, to brakowało żeby go tam znowu teleportowało po kichnięciu. Najlepiej przed tą goniącą je lwicą, albo i przed czarownikiem, który próbował jedną z nich poślubić, żeby mógł wykrzyczeć sakramentalne NIE.
- W sumie to nie, w Londynie jak zwykle nudy. Jakiś typ rozpuścił po mieście maski, które po założeniu sprawiały, że ludzie wpadali w jakiś szał, ale chyba w Departamencie Tajemnic tną koszty, bo nie było ich stać drugiego pracownika swojego departamentu i załatwili nam jakąś dziewuchę z wahadełkiem z zewnątrz - zmarszczył brwi, bo wciąż nie rozumiał dlaczego akurat ona, nie ważne jak ostatecznie Scylla przysłużyła się sprawie. - Nawet na Podziemnych nie działo się nic ciekawego. Już chyba wolałbym, żeby jakiś czarownik próbował wziąć mnie za żonę.
- No tak. Zwykły, nudny wyjazd - powtórzył za nią, kiedy kąciki ust uniosły się w kpiącym uśmieszku. - I która w końcu go zabiła? Żona, służąca czy córka? A może wszystkie trzy? - na wspomnienie o lwach uniósł delikatnie brwi ku górze, chociaż bardziej rozchodziło mu się chyba o zepsuty świstoklik. - Może tobie po prostu nie można dawać świstoklika do ręki, myślałaś o tym? Najpierw tamten nasz, teraz ten? Nie było po drodze jakiegoś innego? - rzucił z przekorą, kręcąc lekko głową. Jak się tak tego wszystkiego słuchało to brzmiało, jakby ciążyła nad nią jakaś dziwaczna klątwa. Niby nic jej nie było, ale sytuacje w których się znajdowała należały zawsze do tych nietypowych. - I którą sobie wybrał, co? Ciebie czy Lestrange?
Oprócz Basiliusa, to brakowało żeby go tam znowu teleportowało po kichnięciu. Najlepiej przed tą goniącą je lwicą, albo i przed czarownikiem, który próbował jedną z nich poślubić, żeby mógł wykrzyczeć sakramentalne NIE.
- W sumie to nie, w Londynie jak zwykle nudy. Jakiś typ rozpuścił po mieście maski, które po założeniu sprawiały, że ludzie wpadali w jakiś szał, ale chyba w Departamencie Tajemnic tną koszty, bo nie było ich stać drugiego pracownika swojego departamentu i załatwili nam jakąś dziewuchę z wahadełkiem z zewnątrz - zmarszczył brwi, bo wciąż nie rozumiał dlaczego akurat ona, nie ważne jak ostatecznie Scylla przysłużyła się sprawie. - Nawet na Podziemnych nie działo się nic ciekawego. Już chyba wolałbym, żeby jakiś czarownik próbował wziąć mnie za żonę.