28.09.2024, 07:10 ✶
Po prawdzie to trochę nie liczyła na zbyt wiele, krzycząc o tej portmonetce i złodzieju. Ludzie mieli to do siebie, że niekoniecznie chcieli brać na siebie pewne rodzaje odpowiedzialności, a słowa kierowane ogólnie do tłumy często nikły w nim, odbijając się bez echa. Tak to już było na tym świecie i Crawley spodziewała się, że o ile nie był gdzieś tutaj jakiś brygadzista, albo inny auror, to przebiegną sobie całą trójką przez całą Pokątną na sam Nokturn, a tam już nie chciała - i nie mogła - się zapuścić. Ale całe szczęście okazało się, że nie powinna tracić wiary w ludzi i ich dobre serca, bo ktoś zamachnął się wreszcie wałkiem, szarżując na kryminalistę.
Kolejni ludzie torowali drogę uciekinierowi, utrudniając mu dalszy bieg, a wreszcie doprowadzając do tego, że zdecydował się coś zawalczyć twarzą w twarz. Odwrócił się z zaciętą, ale też wyraźnie zmęczoną miną, obrzucając Jessiego spojrzeniem od stóp do głów, zanim zamachnął się i po chwili zawahania rzucił portmonetkę. Ciężko było stwierdzić gdzie celował, ale wylądowała gdzieś pomiędzy nimi, na bruku, aż prosząc się o to żeby wreszcie do niej podbiec i złapać w ręce, żeby tylko mężczyzna się nie rozmyślił. Ale nawet jeśli ciężko było mu się rozstać z nie tak dawno skradzionym skarbem, to wreszcie zrobił krok w tył, wślizgując się pomiędzy ludzi.
Kelly mógł usłyszeć wyraźniejszy stukot obcasów, kiedy jego koleżanka wreszcie doczłapała się do miejsca porzucenia jej zguby. Dora była trochę poczerwieniała na twarzy, bo nigdy nie miała aspiracji zostać biegaczką, a jej kariera sportowa została spacyfikowana na pierwszym roku, gdy ktoś wjechał w jej miotłę na lekcji latania. Od tamtego czasu trzymała się ziemi i raczej przemierzała ją spokojnym krokiem, albo na klęczkach kiedy grzebała między grządkami.
Kaszlnęła, zaraz po tym jak wciągnęła w płuca powietrze, kiedy zatrzymała się obok Kelly'ego. Wzrok zaraz odnalazł portmonetkę i w sumie chłopak miał teraz okazję uświadomić sobie, że to nie była ani zwykła sakiewka, ani normalna portmonetka na drobniaki, które nosili mugole. Znaczy, jej funkcja ograniczała się raczej do tego drugiego, ale przede wszystkim miała ona kształt żabki. Buzia otwierała się, pokazując czerwone wnętrze i połykając monety w brzuszku, a do tego doszyte miała łapki, nie wspominając już o tym, że była całkiem ładnie haftowana. I kiedy Dora złapała ja w ręce, wyglądało jakby odzyskała właśnie największy skarb.
- Jessie, nic ci nie jest? - zapytała z troską, z właściwą dla siebie manierą najpierw troszcząc się o to, czy w całej tej pogoni faktycznie nic się nikomu nie stało. - Ohh, nie wierzę jakie ja miałam szczęście, że na ciebie wpadłam. Dziękuję, dziękuję! - zaszczebiotała, przyciskając portmonetkę do piersi. - Gdyby nie ty, to on by już dawno uciekł i zniknął i zabrał i nigdy bym jej nie odzyskała pewnie - pewnie, bo gdyby ta portmonetka faktycznie przepadła to poprosiłaby odpowiednie osoby o pomoc, ale zwykle wolała tego nie robić.
Kolejni ludzie torowali drogę uciekinierowi, utrudniając mu dalszy bieg, a wreszcie doprowadzając do tego, że zdecydował się coś zawalczyć twarzą w twarz. Odwrócił się z zaciętą, ale też wyraźnie zmęczoną miną, obrzucając Jessiego spojrzeniem od stóp do głów, zanim zamachnął się i po chwili zawahania rzucił portmonetkę. Ciężko było stwierdzić gdzie celował, ale wylądowała gdzieś pomiędzy nimi, na bruku, aż prosząc się o to żeby wreszcie do niej podbiec i złapać w ręce, żeby tylko mężczyzna się nie rozmyślił. Ale nawet jeśli ciężko było mu się rozstać z nie tak dawno skradzionym skarbem, to wreszcie zrobił krok w tył, wślizgując się pomiędzy ludzi.
Kelly mógł usłyszeć wyraźniejszy stukot obcasów, kiedy jego koleżanka wreszcie doczłapała się do miejsca porzucenia jej zguby. Dora była trochę poczerwieniała na twarzy, bo nigdy nie miała aspiracji zostać biegaczką, a jej kariera sportowa została spacyfikowana na pierwszym roku, gdy ktoś wjechał w jej miotłę na lekcji latania. Od tamtego czasu trzymała się ziemi i raczej przemierzała ją spokojnym krokiem, albo na klęczkach kiedy grzebała między grządkami.
Kaszlnęła, zaraz po tym jak wciągnęła w płuca powietrze, kiedy zatrzymała się obok Kelly'ego. Wzrok zaraz odnalazł portmonetkę i w sumie chłopak miał teraz okazję uświadomić sobie, że to nie była ani zwykła sakiewka, ani normalna portmonetka na drobniaki, które nosili mugole. Znaczy, jej funkcja ograniczała się raczej do tego drugiego, ale przede wszystkim miała ona kształt żabki. Buzia otwierała się, pokazując czerwone wnętrze i połykając monety w brzuszku, a do tego doszyte miała łapki, nie wspominając już o tym, że była całkiem ładnie haftowana. I kiedy Dora złapała ja w ręce, wyglądało jakby odzyskała właśnie największy skarb.
- Jessie, nic ci nie jest? - zapytała z troską, z właściwą dla siebie manierą najpierw troszcząc się o to, czy w całej tej pogoni faktycznie nic się nikomu nie stało. - Ohh, nie wierzę jakie ja miałam szczęście, że na ciebie wpadłam. Dziękuję, dziękuję! - zaszczebiotała, przyciskając portmonetkę do piersi. - Gdyby nie ty, to on by już dawno uciekł i zniknął i zabrał i nigdy bym jej nie odzyskała pewnie - pewnie, bo gdyby ta portmonetka faktycznie przepadła to poprosiłaby odpowiednie osoby o pomoc, ale zwykle wolała tego nie robić.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.