Nie spodziewała się jego wizyty. Wiedziała, że miał dzisiaj dyżur, a jak miał dyżur to nie ma zmiłuj. Zdarzyło się Yaxleyównie nawet komentować jej zdaniem nieco niezdrowe zaangażowanie w pracę. Nie rozumiała tej chęci do zostawiania po godzinach. Zdawała sobie sprawę, że można przepadać za swoim miejscem pracy, ale tak bardzo? Najwyraźniej Ambroise nie miał problemu z zaangażowaniem, zapewne jego pracodawcy bardzo to doceniali. Sama Geraldine nie znała pracy w tej formie. Zaliczyła szybki staż po studiach i niemalże na samym początku uświadomiła sobie, że to nie jest dla niej. Męczyła ją rutyna, wypełnianie papierów za biurkiem, to było nudne, okropnie nudne. Zdecydowanie bardziej opowiadała jej forma pracy, którą aktualnie wykonywała. Właściwie, to wiosna była tym momentem w roku, kiedy zaczynała mieć więcej zleceń, pewnie niedługo sowy się rozlecą i będą lądowały na jej parapecie coraz częściej.
Dlaczego w ogóle powiedziała, że nikogo nie ma w domu? Taki odruch. Rzuciła jeszcze raz jednym zgrabnym ruchem w drewnianą boazerię, swoją drogą była pełna śladów po ostrzu, Yaxleyówna najwyraźniej nie pierwszy raz bawiła się w ten sposób. Miała szczęście, że to było jej mieszkanie i mogła w nim robić co tylko jej się podobało, nikt nie mógł się do tego przyczepić. Oczywiście nie zamierzała pozwolić mu siedzieć za drzwiami zbyt długo, miała serce, no i wolałaby, aby sąsiedzi nie robili sobie z niej rozrywki, i tak wiele razy dawała im powody do plotek.
Zeskoczyła z fotela, dopiła zawartość swojej szklanki, przetarła dłonią usta, aż w końcu ruszyła w stronę drzwi. Minęła po drodze ścianę, z której zrobiła sobie tarczę - nie wyjęła z niej noży, stanowiły więc aktualnie całkiem ciekawy element dekoracji.
Chwilę jej zajęło dotarcie do drzwi, bo to mieszkanie było całkiem spore, szczególnie, jak na to, że nikt poza nią tu nie mieszkał. Miało cztery sypialnie, ogromny balkon, wielki salon, w którym można było organizować posiadówki i inne pomieszczenia, które można było znaleźć w każdym zwyczajnym domu. Nie miała pojęcia właściwie, czemu ojciec kupił jej taką wielką chatę, bo raczej nie dawała mu żadnych sygnałów świadczących o tym, że tego potrzebuje. Pewnie zakładał, że w przyszłości się coś zmieni i nie będzie dalej sama. Ta, jasne.
Czuła ekscytację, kiedy szła w kierunku drzwi. Serce biło jej szybciej, przecież tak naprawdę nie chciała spędzać tego wieczoru w samotności, oczywiście, że nie zaprosiła go sama, nie poprosiła o obecność w tym dniu, bo nie chciała się narzucać, nie wiadomo dlaczego, bo przecież przyjaciele spędzali ze sobą swoje urodziny, prawda? Pokrętne było to myślenie, chciała, żeby się tu pojawił, ale bała się mu o tym wspomnieć, może więc dobrze, że się tego domyślił. Miała szczęście, że był taki bystry.
Nie łatwo przychodziło jej mówienie o swoich oczekiwaniach, znaczy w tym jednym, konkretnym przypadku, ale wracając, Geraldine w końcu dotarła do tych drzwi, żeby wypuścić mężczyznę do środka.
Nie wyglądała dzisiaj jakoś wyjątkowo, urodziny były przecież dniem, jak każdy inny. Tyle, że znajdowała się w domu, więc nie była obwieszona swoimi zabawkami, którymi mogła zrobić krzywdę. Wyjątkowo też nie miała włosów zaplecionych w ciasny warkocz, pozwoliła im dzisiaj żyć swoim własnym życiem, bo wiedziała, że raczej nie opuści tego miejsca. Normalnie tego nie robiła, bo nie przepadała za tym jak się plątały i właziły jej do oczu.
- Uważaj, bo nikt podszedł do drzwi i zaraz je otworzy. - Wolała go uprzedzić, żeby przypadkiem nie wpadł do środka, kiedy sięgnie po klamkę.
Delikatnie nacisnęła na klamkę, żeby nie daj Merlinie nie pizgnąć go drzwiami na dzień dobry, to by dopiero było przypałowe, sama przesunęła się w głąb mieszkania, aby zrobić mu miejsce. - No chodź, bo sąsiedzi zaczną gadać. - Jakby się tym przejmowała, przecież i tak gadali, chociaż nie do końca planowała, aby ona i jej życie stały się najbardziej interesującą rzeczą dla tych staruszek z pierwszego piętra.
Otaksowała go na szybko wzrokiem, od razu zauważyła, że pojawił się tutaj z całkiem sporym asortymentem, tak, najwyraźniej zdawał sobie sprawę, że ma dzisiaj urodziny, mimo, że sama mu o tym nigdy nie wspominała, to przecież widział jej dokumentację medyczną, aczkolwiek na samym początku wydawało jej się, że przyszedł tu bo sabat, takie święta też warto spędzać z kimś bliskim, a oni przecież byli sobie bliscy.