28.09.2024, 11:25 ✶
Jonathan uśmiechnął się do niej tak szeroko, jak tylko był w stanie.
– Powiem tak. Na pewno ci którzy mnie w nich zobaczą od razu uznają, że nikt wcześniej nie chodził z taką gracją po ścianach i sufitach jak ja. ‐ Nawet gdyby to mieli być Śmierciożercy, ale to akurat nie byłoby znowu takie dziwne, bo Jonatham już jakiś czas temu doszedł do wniosku, że przeciwnicy Zakonu mieliby gigantyczne kompleksy na jego widok. A może te buty przydadzą mu się na jakiejś randce? W każdym razie prezent na pewno był trafiony
– Jestem pewny, że Anthony zadba o wszelkie środki ostrożności przy smoku – zapewnił ją i już chciał dodać, że sam miał kuzynkę z Rowle'ów, która zajmowała się smokami od lat i nic jej się nie stało, gdy przypomniał sobie, że jednak coś się jej stało, więc może nie warto było o tym wspominać, nawet jeśli sama Mona była warta wspominania. – Możemy mu zawsze kupić oba. Zresztą... No nie mów, że widok Anthony'ego pogrążonego w swojej pasji nie cieszy twojego serca.
Jego samego smoki może i nie interesowały, ale... Ale jako, że miały one specjalne miejsce w sercu Shafiqa to i on nie mógł przechodzić obok nich zupełnie obojętnie.
Na widok psa uśmiechnął się jeszcze szerzej i nie bacząc na to, że miał na sobie jasna koszulę I spodnie wziął go na ręce.
– Mokrym psem? Benji, no gdzie twoje maniery? Czyżbyś nigdy nie słyszał o dezodorancie? Może Ci jakiś załatwimy tak, aby twoja babć... Benji, nie, Benji przemyśl to, Benji nie musisz mnie liza... – Oczywiście jego słowa nie zdały się na nic, bo język psa "umył" twarz Selwyna, a ten, nawet jeśli nie był do końca tym zachwycony, nie mógł się nie roześmiał. Zaraz jednak, gdy Benji próbował skontrolować czystość jego uszu, Jonathan uznał, że wystarczy tego dobrego i odstawił psiaka na podłogę idealnie w momencie, gdy jego droga przyjaciółka postanowiła mu zacząć grozić. Nie zamierzał jednak tak łatwo pozbywać się widma kary śmierci w wykonaniu Charlotte.
– Oh Lottie, nawet nie masz pojęcia jak cieszę się, że trzymasz te zakupy. – oznajmił teatralnym tonem, wykonując przed nią jeszcze bardziej teatralny ukłon. – Jestem niezmiernie za nie wdzięczny, bo najwyraźniej ich istnienie przedłuża mój marny żywot. Nie, inaczej, jestem wdzięczny za te siatki, a najbardziej za wszystko! Tak za wszystko!
Wygłupiał się, miał doskonały humor, ale było w tych jego wykrzyczanych słowach sporo prawdy. Bo naprawdę był wdzięczny za wszystko co miał w swoim życiu, a także za to czego już w nim nie miał i na dowód tego objął Lottie ramieniem.
– Powiem tak. Na pewno ci którzy mnie w nich zobaczą od razu uznają, że nikt wcześniej nie chodził z taką gracją po ścianach i sufitach jak ja. ‐ Nawet gdyby to mieli być Śmierciożercy, ale to akurat nie byłoby znowu takie dziwne, bo Jonatham już jakiś czas temu doszedł do wniosku, że przeciwnicy Zakonu mieliby gigantyczne kompleksy na jego widok. A może te buty przydadzą mu się na jakiejś randce? W każdym razie prezent na pewno był trafiony
– Jestem pewny, że Anthony zadba o wszelkie środki ostrożności przy smoku – zapewnił ją i już chciał dodać, że sam miał kuzynkę z Rowle'ów, która zajmowała się smokami od lat i nic jej się nie stało, gdy przypomniał sobie, że jednak coś się jej stało, więc może nie warto było o tym wspominać, nawet jeśli sama Mona była warta wspominania. – Możemy mu zawsze kupić oba. Zresztą... No nie mów, że widok Anthony'ego pogrążonego w swojej pasji nie cieszy twojego serca.
Jego samego smoki może i nie interesowały, ale... Ale jako, że miały one specjalne miejsce w sercu Shafiqa to i on nie mógł przechodzić obok nich zupełnie obojętnie.
Na widok psa uśmiechnął się jeszcze szerzej i nie bacząc na to, że miał na sobie jasna koszulę I spodnie wziął go na ręce.
– Mokrym psem? Benji, no gdzie twoje maniery? Czyżbyś nigdy nie słyszał o dezodorancie? Może Ci jakiś załatwimy tak, aby twoja babć... Benji, nie, Benji przemyśl to, Benji nie musisz mnie liza... – Oczywiście jego słowa nie zdały się na nic, bo język psa "umył" twarz Selwyna, a ten, nawet jeśli nie był do końca tym zachwycony, nie mógł się nie roześmiał. Zaraz jednak, gdy Benji próbował skontrolować czystość jego uszu, Jonathan uznał, że wystarczy tego dobrego i odstawił psiaka na podłogę idealnie w momencie, gdy jego droga przyjaciółka postanowiła mu zacząć grozić. Nie zamierzał jednak tak łatwo pozbywać się widma kary śmierci w wykonaniu Charlotte.
– Oh Lottie, nawet nie masz pojęcia jak cieszę się, że trzymasz te zakupy. – oznajmił teatralnym tonem, wykonując przed nią jeszcze bardziej teatralny ukłon. – Jestem niezmiernie za nie wdzięczny, bo najwyraźniej ich istnienie przedłuża mój marny żywot. Nie, inaczej, jestem wdzięczny za te siatki, a najbardziej za wszystko! Tak za wszystko!
Wygłupiał się, miał doskonały humor, ale było w tych jego wykrzyczanych słowach sporo prawdy. Bo naprawdę był wdzięczny za wszystko co miał w swoim życiu, a także za to czego już w nim nie miał i na dowód tego objął Lottie ramieniem.