28.09.2024, 11:51 ✶
Nie było litości. Było jedynie pragnienie, które zamierzałem ukoić za wszelką cenę. Słowa, walka, ból - nie miały znaczenia, blakły w obliczu potrzeby, która rosła we mnie; to jedyne, na czym mogłem się skupić, co celebrować. Byłem głodny. Mrowienie w dziąsłach nie było już tylko prowieniem, ale ogniem, który sprawiał mi ból. Potrzebowałem poczuć na nich krwi, potrzebowałem jej by ugasić ten pożar. Tylko ona mogła to uczynić, dlatego była najważniejsza, a reszta stała się tylko środkami, które miały przybliżyć mnie do osiągnięcia celu. Taaak.
Robiłem to odruchowo, instynktownie, jak gdybym przerabiał to wcześniej miliony razy. Nie przerabiałem. Nie miałem skłonności do bycia okrutnym, przynajmniej poza łowieckimi polowaniami. Bywałem raczej jednostką przyjazną, taką, z którą każdy chciał się trzymać. Szkolny prefekt i członek drużyny Quidditcha - olśniewałem. Potrafiłem przewodzić, potrafiłem również wspierać. Miałem szerokie grono przyjaciół, stałych imprezowiczów. Nie czułem się samotny, ale jedna noc, jedno zdarzenie najwyraźniej zmieniły wszystko.
Umarłem. I odrodziłem się na nowo. Z bagażem, który czynił ze mnie potwora. PRAWDZIWEGO potwora. Najwyraźniej takiego potwora, który nie tylko wysysał krew z ciała. Robił również inne rzeczy, okrutne i podłe.
Nigdy nie posądzałem Geradline o to, co się ze mną stało. To nie była jej wina, chociaż wiedziałem, że tym się zadręcza. Może właśnie dlatego użyłem tych, a nie innych słów. W tej chwili nie miałem wyrzutów sumienia. Zapewne potem miały nadejść, ale teraz czułem jedynie satysfakcję. Wyprowadzałem ją z równowagi. Co prawda, to nie pijana Geraldine się na mnie rzuciła jako pierwsza, ale Ambroise... Nie zamierzałem wybrzydzać, szczególnie że tak brzydko się do mnie odzywał. Z wyższością, kiedy był tylko słabym człowieczkiem. Na dodatek, rzucał się na wampira z torbą z zakupami.
Zasługiwało na litość, ale nie mogłem mu jej dać, więc się odepchnąłem od mebla, na który wpadliśmy. Śmiałem się przy tym. Nie byłem pewien, czy był to śmiech dominacji, czy może paniki [zależy od kostek]. Potrzebowałem stanąć na nogach, bo mnie zaskoczył z tym wszystkim. Drobny chaos, ale to normalne. Polowania nigdy nie były proste i przewidywalne, ale teraz... teraz to już miałem prawdopodobnie z górki?
Jeśli się udało, zamierzałem unieruchomić mu rękę i się wgryźć w jego przedramię.
To rzucam na AF, żeby było ciekawie. Czy uda mi się wyswobodzić na kolację?
Robiłem to odruchowo, instynktownie, jak gdybym przerabiał to wcześniej miliony razy. Nie przerabiałem. Nie miałem skłonności do bycia okrutnym, przynajmniej poza łowieckimi polowaniami. Bywałem raczej jednostką przyjazną, taką, z którą każdy chciał się trzymać. Szkolny prefekt i członek drużyny Quidditcha - olśniewałem. Potrafiłem przewodzić, potrafiłem również wspierać. Miałem szerokie grono przyjaciół, stałych imprezowiczów. Nie czułem się samotny, ale jedna noc, jedno zdarzenie najwyraźniej zmieniły wszystko.
Umarłem. I odrodziłem się na nowo. Z bagażem, który czynił ze mnie potwora. PRAWDZIWEGO potwora. Najwyraźniej takiego potwora, który nie tylko wysysał krew z ciała. Robił również inne rzeczy, okrutne i podłe.
Nigdy nie posądzałem Geradline o to, co się ze mną stało. To nie była jej wina, chociaż wiedziałem, że tym się zadręcza. Może właśnie dlatego użyłem tych, a nie innych słów. W tej chwili nie miałem wyrzutów sumienia. Zapewne potem miały nadejść, ale teraz czułem jedynie satysfakcję. Wyprowadzałem ją z równowagi. Co prawda, to nie pijana Geraldine się na mnie rzuciła jako pierwsza, ale Ambroise... Nie zamierzałem wybrzydzać, szczególnie że tak brzydko się do mnie odzywał. Z wyższością, kiedy był tylko słabym człowieczkiem. Na dodatek, rzucał się na wampira z torbą z zakupami.
Zasługiwało na litość, ale nie mogłem mu jej dać, więc się odepchnąłem od mebla, na który wpadliśmy. Śmiałem się przy tym. Nie byłem pewien, czy był to śmiech dominacji, czy może paniki [zależy od kostek]. Potrzebowałem stanąć na nogach, bo mnie zaskoczył z tym wszystkim. Drobny chaos, ale to normalne. Polowania nigdy nie były proste i przewidywalne, ale teraz... teraz to już miałem prawdopodobnie z górki?
Jeśli się udało, zamierzałem unieruchomić mu rękę i się wgryźć w jego przedramię.
To rzucam na AF, żeby było ciekawie. Czy uda mi się wyswobodzić na kolację?
Rzut PO 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana