28.09.2024, 12:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2024, 12:31 przez Charlotte Kelly.)
Słowa Rodolphusa sprawiły, że w głowie Charlotte pojawiło się parę pytajników. Zakładała, że to sam Niewymowny wykazał się karygodnym brakiem odpowiedzialności – może pozwolił sobie na oszalenie, kiedy to był najgorszy moment na to, może pochłonięty pracami zapomniał o spotkaniach, a może odniósł porażkę i wstydził się do tego przyznać. W końcu nawet mało kto wiedział, nad czym ten człowiek pracował.
Ale może któryś z Niewymownych postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, podobnie jak ona zniecierpliwiony tym, że ten trzyma wyniki zazdrośnie dla siebie?
– O to już pytaj szefów Komnat – odparła gładko. Próbki wciąż tkwiły pewnie w gabinecie w Departamencie Tajemnic, ale pechowo biuro pracownika wyglądało tak, że Charlotte bała się w nim grzebać, póki nie była to ostateczność: jeszcze przez przypadek coś by uszkodziła albo źle zinterpretowała oznaczenia. Natomiast papiery, jej skromnym zdaniem, powinny być w podziemiach Ministerstwa, i jeśli Cygnus chciał pracować nad nimi po godzinach, mógł robić to w czeluściach Departamentu Tajemnic.
Jej własny czar rozpraszający zadziałał, błękit przestał przeskakiwać po drzwiach i Kelly uśmiechnęła się z satysfakcją. To była jedna z niewielu dziedzin magii, do której miała autentyczny, wrodzony talent. Zamek nie kliknął jednak, gdy Rodolphus rzucił swoje zaklęcie, kobieta wycelowała więc pośpiesznie swoją różdżkę, próbując otworzyć drzwi, póki rozproszenie nie straciło mocy - nie łudziła się, że jednym czarem na dobre przełamała ochrony, ustawione przez Niewymownego.
Coś kliknęło, w ostatniej chwili, gdy błękitne iskierki znów już zaczęły poruszać się po drzwiach. Charlotte, z uniesioną różdżką, wparowała do środka, bardzo zdecydowana odzyskać wszystkie dokumenty i papiery, nieważne, co stało się z samym Niewymownym.
Oczywiście, nie wypadało się do tego przyznawać.
- Cygnus? Jesteś tutaj? - zawołała, stając na progu, ale jej spojrzenie już błądziło po podłodze i ścianach, w poszukiwaniu ewentualnych przeszkód. Nie znalazła ich: były tu tylko płaszcze i kurtki, wiosenne, letnie i zimowe, wszystkie upakowane na wieszaku w nieporządku, który ranił aż jej serce, i buty rozrzucone po podłodze. Doprawdy, jej dom tak nie wyglądał nawet, gdy miała w nim trójkę małych dzieci!
Ostrożnie przestąpiła nad pantoflami i zajrzała do pierwszego z dwóch pomieszczeń.
– Och – westchnęła. Był to salon, połączony z niewielką kuchnią. Na jego środku leżało przewrócone krzesło, a Cygnus kołysał się pod sufitem. Charlotte przez chwilę stała, po prostu się mu przypatrując, a gdzieś w jej głowie zrodziła się myśl, że jeśli dobrze pamiętała, to Cygnus zapisał swoje ciało Departamentowi, tak do badań dla dobra nauki!!!
Ale może któryś z Niewymownych postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, podobnie jak ona zniecierpliwiony tym, że ten trzyma wyniki zazdrośnie dla siebie?
– O to już pytaj szefów Komnat – odparła gładko. Próbki wciąż tkwiły pewnie w gabinecie w Departamencie Tajemnic, ale pechowo biuro pracownika wyglądało tak, że Charlotte bała się w nim grzebać, póki nie była to ostateczność: jeszcze przez przypadek coś by uszkodziła albo źle zinterpretowała oznaczenia. Natomiast papiery, jej skromnym zdaniem, powinny być w podziemiach Ministerstwa, i jeśli Cygnus chciał pracować nad nimi po godzinach, mógł robić to w czeluściach Departamentu Tajemnic.
Jej własny czar rozpraszający zadziałał, błękit przestał przeskakiwać po drzwiach i Kelly uśmiechnęła się z satysfakcją. To była jedna z niewielu dziedzin magii, do której miała autentyczny, wrodzony talent. Zamek nie kliknął jednak, gdy Rodolphus rzucił swoje zaklęcie, kobieta wycelowała więc pośpiesznie swoją różdżkę, próbując otworzyć drzwi, póki rozproszenie nie straciło mocy - nie łudziła się, że jednym czarem na dobre przełamała ochrony, ustawione przez Niewymownego.
Rzut O 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
Coś kliknęło, w ostatniej chwili, gdy błękitne iskierki znów już zaczęły poruszać się po drzwiach. Charlotte, z uniesioną różdżką, wparowała do środka, bardzo zdecydowana odzyskać wszystkie dokumenty i papiery, nieważne, co stało się z samym Niewymownym.
Oczywiście, nie wypadało się do tego przyznawać.
- Cygnus? Jesteś tutaj? - zawołała, stając na progu, ale jej spojrzenie już błądziło po podłodze i ścianach, w poszukiwaniu ewentualnych przeszkód. Nie znalazła ich: były tu tylko płaszcze i kurtki, wiosenne, letnie i zimowe, wszystkie upakowane na wieszaku w nieporządku, który ranił aż jej serce, i buty rozrzucone po podłodze. Doprawdy, jej dom tak nie wyglądał nawet, gdy miała w nim trójkę małych dzieci!
Ostrożnie przestąpiła nad pantoflami i zajrzała do pierwszego z dwóch pomieszczeń.
– Och – westchnęła. Był to salon, połączony z niewielką kuchnią. Na jego środku leżało przewrócone krzesło, a Cygnus kołysał się pod sufitem. Charlotte przez chwilę stała, po prostu się mu przypatrując, a gdzieś w jej głowie zrodziła się myśl, że jeśli dobrze pamiętała, to Cygnus zapisał swoje ciało Departamentowi, tak do badań dla dobra nauki!!!