28.09.2024, 12:48 ✶
– Kilka. Ale się nie ośmielę z nim kłócić, nie w takich sprawach przynajmniej.
Mogły w końcu być bardzo drapieżne, albo bardzo łatwo się rozmnażać, albo jeszcze coś, na co Brenna zupełnie nie wpadła. Ogółem Laurenta uważała za absolutny autorytet, jeżeli szło o zwierzaki, a że sama znała się co najwyżej na uczeniu psa podawania łapy, wolała nie wchodzić Prewettowi w kompetencje. Jeszcze Michael by ją za to stratował.
– A, to jest zabawne, bo absolutnie każda na moje pytanie, co zrobiła z nożem, którym go dźgnęła, mówiła, że wyrzuciła go za burtę, i to nawet nie jest problemem, że nagle mieliśmy trzy narzędzia zbrodni, tyle że gościa nie dźgnięto, a rozwalono mu głowę – stwierdziła Brenna. Może byłaby tym bardziej przejęta, i ogółem współczuła ofierze i jej rodzinie, gdyby nawet bardzo krótkie śledztwo nie wykazało ponad wszelką wątpliwość nie tylko, kto go zabił, ale też że ten był absolutną kanalią. I że jego śmiercią ani trochę nikt z bliskich się nie przejął, a przynajmniej nie w innym kontekście niż „och nie, muszę uchronić zabójczynię”. – Najwyraźniej żona uznała, że zabiła go córka i chciała ją chronić, córka uznała, że zabiła go służąca, i chciała ją chronić, bo uznała, że sama szybciej się wybroni, a służąca uznała, że zabiła go żona, i chciała chronić panią. Mam wrażenie, że jego siostra też chciała się przyznać, że w sumie to jest ona, ale udało się odwieźć ją od tego pomysłu i zamiast tego wypytać o inne rzeczy… złapałyśmy jego znajomego akurat na pozbywaniu się krwi z ubrań, na szczęście czarami nie dał rady usunąć wszystkiego i próbował sprać resztę.
To była jedna z tych policyjnych anegdotek, o których można było opowiadać i przy rodzinnym stole, i wszyscy nie będą mieli od razu cię dość. O tych paskudniejszych sprawach nikt za bardzo nie chciał słuchać, ale Brennie wcale nie było przykro z tego powodu, bo i jej nie chciało się za mocno o nich opowiadać ludziom, którzy wiedli życie z dala od takich rzeczy. Po co wrzucać tyle cieni w ich egzystencję?
– Trzy wcześniejsze zadziałały całkiem dobrze – powiedziała, uśmiechając się lekko na to oskarżenie. – Więc albo to były magiczne lwy, które zakłócają tok teleportacji, żeby kogoś zeżreć, albo był źle skalibrowany, wywaliło nas w sumie nie tak daleko od punktu docelowego… ach, Vika była numerem jeden, oczywiście.
Może też miało to coś wspólnego, że poza urodą aż kipiała energią z Limbo, ale Brenna już nie chciała sprowadzać rozmowy znowu na takie tory.
– Maski sprowadzające na ludzi szał i Podziemne Ścieżki rzeczywiście są taaaakie nudne, dziwne że nie umarłeś od tej monotonni – oświadczyła, a ton jej głosu nie pozostawiał wątpliwości, co o tym poziomie domniemanej nudy myśli. Na Podziemnych Ścieżkach była może trzy razy w życiu, dwa razy z kimś, kto je znał i raz z instrukcjami od Vinca, a i tak każda ta wycieczka obfitowała w nieprzyjemne wydarzenia. – Może ktoś z tej sprawy po prostu chciał ją zaangażować, bo nie wiem, chce ją wciągnąć do Departamentu? I jasne, to w takim razie następnego kandydata odeślemy do ciebie, że w sumie to ty byłbyś chętny.
Mogły w końcu być bardzo drapieżne, albo bardzo łatwo się rozmnażać, albo jeszcze coś, na co Brenna zupełnie nie wpadła. Ogółem Laurenta uważała za absolutny autorytet, jeżeli szło o zwierzaki, a że sama znała się co najwyżej na uczeniu psa podawania łapy, wolała nie wchodzić Prewettowi w kompetencje. Jeszcze Michael by ją za to stratował.
– A, to jest zabawne, bo absolutnie każda na moje pytanie, co zrobiła z nożem, którym go dźgnęła, mówiła, że wyrzuciła go za burtę, i to nawet nie jest problemem, że nagle mieliśmy trzy narzędzia zbrodni, tyle że gościa nie dźgnięto, a rozwalono mu głowę – stwierdziła Brenna. Może byłaby tym bardziej przejęta, i ogółem współczuła ofierze i jej rodzinie, gdyby nawet bardzo krótkie śledztwo nie wykazało ponad wszelką wątpliwość nie tylko, kto go zabił, ale też że ten był absolutną kanalią. I że jego śmiercią ani trochę nikt z bliskich się nie przejął, a przynajmniej nie w innym kontekście niż „och nie, muszę uchronić zabójczynię”. – Najwyraźniej żona uznała, że zabiła go córka i chciała ją chronić, córka uznała, że zabiła go służąca, i chciała ją chronić, bo uznała, że sama szybciej się wybroni, a służąca uznała, że zabiła go żona, i chciała chronić panią. Mam wrażenie, że jego siostra też chciała się przyznać, że w sumie to jest ona, ale udało się odwieźć ją od tego pomysłu i zamiast tego wypytać o inne rzeczy… złapałyśmy jego znajomego akurat na pozbywaniu się krwi z ubrań, na szczęście czarami nie dał rady usunąć wszystkiego i próbował sprać resztę.
To była jedna z tych policyjnych anegdotek, o których można było opowiadać i przy rodzinnym stole, i wszyscy nie będą mieli od razu cię dość. O tych paskudniejszych sprawach nikt za bardzo nie chciał słuchać, ale Brennie wcale nie było przykro z tego powodu, bo i jej nie chciało się za mocno o nich opowiadać ludziom, którzy wiedli życie z dala od takich rzeczy. Po co wrzucać tyle cieni w ich egzystencję?
– Trzy wcześniejsze zadziałały całkiem dobrze – powiedziała, uśmiechając się lekko na to oskarżenie. – Więc albo to były magiczne lwy, które zakłócają tok teleportacji, żeby kogoś zeżreć, albo był źle skalibrowany, wywaliło nas w sumie nie tak daleko od punktu docelowego… ach, Vika była numerem jeden, oczywiście.
Może też miało to coś wspólnego, że poza urodą aż kipiała energią z Limbo, ale Brenna już nie chciała sprowadzać rozmowy znowu na takie tory.
– Maski sprowadzające na ludzi szał i Podziemne Ścieżki rzeczywiście są taaaakie nudne, dziwne że nie umarłeś od tej monotonni – oświadczyła, a ton jej głosu nie pozostawiał wątpliwości, co o tym poziomie domniemanej nudy myśli. Na Podziemnych Ścieżkach była może trzy razy w życiu, dwa razy z kimś, kto je znał i raz z instrukcjami od Vinca, a i tak każda ta wycieczka obfitowała w nieprzyjemne wydarzenia. – Może ktoś z tej sprawy po prostu chciał ją zaangażować, bo nie wiem, chce ją wciągnąć do Departamentu? I jasne, to w takim razie następnego kandydata odeślemy do ciebie, że w sumie to ty byłbyś chętny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.