Gdyby Rodolphus potrzebował zimnego kubła wody, to pytanie w jakiej wodzie brał prysznic. Zimnej czy ciepłej? Jeżeli to drugie, to może powinien zawrócić i wsadzić łeb pod kran umywalki i odkręcić sobie zimną wodę?
Tak czy inaczej, Nicholas widząc jego niespotykanie zachowanie, nie próbował zasnąć. Podniósł się do pozycji pół leżącej, gdzie głowę oparł na dłoni, rękę uginając w łokciu na poduszce. Objął Rodolphusa, uważając może że ten gest w jakimś stopniu mógłby pomóc mu dojść do siebie. Dać poczucie obecności drugiej osoby, że nie jest nikomu obojętny. To samo przecież Nicholas robił z Laurentem. Żadnego z nich nie kochał, nie darzył ciepłymi czy jakimiś w tym rodzaju uczuciami, a mimo to umiał ich do siebie przyciągnąć. Tolerował ich, trzymał blisko siebie. Bo przecież kiedyś mogą być "przydatni".
Półleżąc, obserwował Lestrange’a. Nie miał nic przeciwko temu, że ten się przysunął bliżej. Dorosłe dziecko, skrzywdzone przez rodzinę. Przez narzeczoną, która niemal zniszczyła jego relację z Robertem. Młody a popełniał jeszcze błędy.
Słysząc, że wesele powinno być pogrzebem, to aż Travers uniósł brew ku górze.
Zapytał. Choć nie wymagał wyjaśnień już teraz, widząc, w jakim stanie był Rodolphus. Fakt, czuć było od niego słaby zapach rosołu, ale Travers nie zamierzał tego komentować jakoś. Węch miał dobry, może to efekt posiadania w genach krwi rodzinnej wilkołaków i od matki wyczuwania magicznych stworzeń.