Stało się to, co było nieuniknione. Geraldine nie była w stanie tego powstrzymać. Cóż, znajdowały się w tym miejscu trzy osoby, z których żadna nie należała do szczególnie spokojnych. Powinna się tego spodziewać, ale kurwa nie miała świadomości, że jej brat będzie siedział głodny, nie była pierdolonym jasnowidzem.
Nie zdążyła zareagować, wskoczyć między nich, bo Ambroise jak zawsze musiał być szybszy, nie powstrzymał się, rzucił się na Astoartoha, jak dzik pędzący w maliny.
Kurwa mać.. Będzie musiała ich powstrzymać, na całe szczęście Geraldine nie była drobną kobietą, bo dorównywała im wzrostem i siłą, mogła wbiec między nich nie obawiając się, że ją zdepczą, tyle, że pojawił się ktoś jeszcze... Słodka Pierdoła, jej szczenię wyszło z salonu najwyraźniej zaniepokojone odgłosami, które usłyszała. Rzuciła się w stronę mężczyzn, którzy dopiero co rozpoczęli bójkę.
Decyzja była prosta - Yaxleyówna musiała zająć się nią. Póki co była stworzeniem, które miało najmniejsze szanse na to aby nie zostać zdeptanym, czy poturbowanym.
Ruszyła w stronę psa, nie zwracała uwagi na to, jak przebiega walka. Usłyszała dźwięk pękającego szkła, ale póki co nie widziała żadnego na podłodze. Rzuciła się w stronę zwierzaka, żeby zabrać go z miejsca, w którym toczyła się bójka. Pierdolony burdel na kółkach. Jej mieszkanie.
Miała problem z tym, żeby go złapać, bo była, a jakże nawalona, więc zajęło jej to dłuższą chwilę, w końcu jednak jej się udało, zamknęła go w którejś z sypialni dla gości, bo znajdowała się ona najbliżej, wreszcie chwyciła za sztylet, który miała u boku i ruszyła w stronę mężczyzn.