Jeszcze nigdy nie widział Rodolphusa podczas męczarni w sennym koszmarze. Czy to wina eliksiru? Czaru? Klątwy? Działo się z nim coś, czego Nicholas nie wiedział? Choć wymienili się swoimi problemami zdrowotnymi, to czy nie ukrywali między sobą czegoś jeszcze?
Próby obudzenia Lestrange’a poprzez słowa nie działały. Podjęte próby obudzenia go wstrząsem ciała, również nie zdawało efektu. Czarodziej zamknięty w realistycznym śnie, bronił się w rzeczywistości. Trzeba było sięgnąć po dalsze metody obudzenia, więc Nicholas spoliczkował go, aby wstrząsnąć jego umysłem. Gdyby i to nie poskutkowało, były również inne metody. Alkohol, albo kubeł zimnej wody.
Uderzenie się powiodło, ale podczas swojego wykonanego czynu, poczuł jak dłoń Rodolphusa, zaciska się mocno na jego nadgarstku. Skrzywił lekko, spoważniał bardziej. Wzrokiem powiódł na jego dłoń, po czym na spoconą i wymęczoną twarz. Swoją dłoń zacisnął w pięść, ale nie ruszał się. Obserwował jego zachowanie. Doszedł do siebie? Uspokoił się? Słysząc z jego ust swoje imię i to niespokojne spojrzenie, było chyba dowodem, że wrócił do niego. Do tej rzeczywistości.
- Tak. Nicholas. Miałeś koszmar.Odpowiedział mu ze spokojem. Dotykając także ostrożnie nadgarstka jego ręki, która zaciśnięta była na jego, którą go uderzył w policzek.
- Wiesz, gdzie jesteś?
Zapytał go spokojnym tonem. Widząc jak próbował ogarnąć, gdzie jest, co się dzieje. Co się stało.