- Nie miałam za bardzo innego wyjścia. - Fakt, nie wpadła na to, że pewnie nikogo nie ma w kamienicy, poza nią, więc nie powinna się przejmować tym, że zachowywał się zbyt głośno. Zresztą przecież chciała mu otworzyć, tak się z nim trochę droczyła, że nie. - Myślisz, że pozwoliłabym ci gnić na klatce? - Pokręciła głową udając rozczarowanie. - Coś ty, za kogo mnie masz. - Nie zdążyła wyciągnąć w jego kierunku ręki, aby pomóc mu się podnieść, zrobił to zbyt szybko. - Zresztą widzę, że całkiem nieźle się tutaj urządziłeś. - Skomentowała jeszcze.
Cóż, nie organizowała żadnego przyjęcia urodzinowego, nie wydawało jej się, aby dwudzieste trzecie urodziny zasługiwały na jakąś szczególną celebrację, ot jedne z wielu urodzin, które miały miejsce. Wiadomo, zdarzało jej się świętować je bardziej hucznie, rodzice nie odpuszczali tych okrągłych liczb, chociaż też niespecjalnie za tym przepadała, zazwyczaj zresztą organizowali jej przyjęcia przed, albo po Ostarze, nigdy w ten konkretny dzień.
Może powinna się spodziewać, że ją odwiedzi, z drugiej strony pamiętała, że podczas jednego z sabatów pomagał macosze przy stoisku, dlatego nawet nie zakładała, że znajdzie dla niej czas. Inaczej pewnie po prostu by go do siebie zaprosiła, no ale ta Ostara zawsze ją nieco powstrzymywała od tego, aby ściągać do siebie ludzi.
Ale stał tu przed nią, humor zdecydowanie jej się poprawił, co zresztą można było dostrzec na jej twarzy, bo pojawił się tam ogromny uśmiech spowodowany jego wizytą. Czy powinna się tak cieszyć? Chuj tam, miała urodziny, mogła dzisiaj wszystko.
- Dziękuję. - Odpowiedziała krótko, nadal stała jak kołek wpatrując się w niego. Wreszcie zbliżyła się o krok, aby trochę ułatwić im tę niezręczną chwilę. Nigdy nie wiedziała, jak powinna się zachować, gdy przyjmowała życzenia i prezenty. Mimo tego, że przecież obchodziła już tyle tych urodzin, to zawsze było niezręczne, do tego dochodziła ta niezręczność, która pojawiała się między nimi.
Przejęła od niego kwiaty, w nozdrza uderzył ją ich intensywny zapach, a później doszło do tego uścisku. Przyjacielskiego, oczywiście, bo przecież przyjaciele też się przytulali, to było normalne. Nigdy jednak nie czuła takiego ścisku w żołądku kiedy zbliżała się do jakiegokolwiek innego przyjaciela, ani ciepła na policzkach, kiedy ucałowywali jej policzki, nigdy też nie zwracała, aż takiej uwagi na to jak przyjemnie pachną. Nie zauważyła tej sztywności uścisku, miała wręcz wrażenie, że to ona jest strasznie spięta.
W końcu mieli za sobą te oficjalne zbliżenie, cofnęła się o krok i zbliżyła kwiaty do swojego nosa, aby w pełni zaciągnąć się ich zapachem, faktycznie pachniały wiosną.
- Nie musiałeś... - Wiedziała, że nic nie musiał, bo przecież mieli w dupie powinności, jakoś tak jednak nasunęło jej się na język, gdy zobaczyła wszystko, co ze sobą tutaj przyniósł. Kwiaty, alkohol, ciasto i jeszcze to idealnie złożone zawiniątko. To było dużo, naprawdę nie potrzebowała, aż tylu prezentów.
Położyła kwiaty tuż obok ciasta, za chwilę pewnie wstawi je w wazon, czy właściwie miała wazon? Ach tak, miała, ostatnio korzystała z niego, kiedy też przyniósł jej lilie, wcześniej nikt nie przynosił jej kwiatów.
Przejęła od niego prezent. Zwróciła uwagę na to, jak był idealnie zapakowany, zrobiło to na niej wrażenie, bo ona była osobą, która zawsze wybierała torebki, aby nie musieć samemu zawijać prezentów, nie miała do tego cierpliwości i robiła to po łebkach. Póki co jednak go nie odpakowała, chociaż była naprawdę ciekawa, co znajduje się w środku.
- Przyniosę wazon, i talerze, rozgość się. - Nie będą przecież stali na korytarzu.
Yaxleyówna poszła do kuchni, aby przynieść wszystkie potrzebne rzeczy, zajęło jej to krótką chwilę, położyła je na stole w salonie. - Napijesz się ze mną, oczywiście? - Nie zamierzała przyjmować odmowy, więc nim jej odpowiedział nalała mu do szklanki whisky, którą zaczęła pić sama, sobie zresztą też dolała.
Dopiero wtedy sięgnęła po raz kolejny po prezent, teraz mogła go rozpakować, nim to jednak zrobiła spojrzała na mężczyznę próbując domyślić się, co mogło być w środku, wreszcie rozpakowała papier.
Naprawdę cieszyła ją jego obecność, oczy jej błyszczały z zadowolenia. Nie mogła sobie wymarzyć lepszego towarzystwa, ostatnio bowiem utrzymywała kontakt głównie z nim, i nie chciała tego zmieniać, mogłaby spędzać tylko z Ambroisem każdą wolną chwilę. Nieco ją to przerażało, bo nie miała w zwyczaju zamykać się na inne znajomości, ale aktualnie nie potrzebowała niczego więcej do szczęścia.