28.09.2024, 16:37 ✶
Agresja, dzika furia, gwałt - tak właśnie miało wyglądać moje nieżycie? Śmiałem się w panice czy też nie. Nie dało rady raz, da za drugim razem, a może za trzecim. Najważniejsze było to, że żywy - a w tym świeży - worek z krwią był tuż obok, tak blisko, tak kusząco blisko, że wola walki we mnie rosła. I tak miałem ją we krwi, a teraz? Teraz to właściwie płonąłem wraz z płonącą potrzebą wygranej i jeszcze bardziej płonącą potrzebą ukojenia pragnienia.
Kutas...
Zawsze myślałem, że Ambroise Greengrass był potulną owieczką. Myliłem się. Albo po prostu coś się w nim zmieniło. Mógł zauważyć, że po naszych ostatnich spotkaniach ja również się zmieniłem. Nie byłem już łowcą. Stałem się drapieżnikiem. Wściekłym i głodnym.
Syknąłem, kiedy złapał mnie za włosy. Powinienem się skrzywić na ten dźwięk. Z reguły się na niego krzywiłem, teraz zaś wydał mi się naturalnym przedłużeniem mojego jestestwa w tej sytuacji. Niekorzystnej, patrząc na to, że Ambroise wykorzystał ciężar swojego ciała by mnie unieruchomić, a nawet poniewierać. Nie zamierzałem mu na to pozwolić... A że cios poniżej pasa miałem na wyciągnięcie ręki, więc spróbowałem przypierdolić mu z łokcia prosto w jaja.
A jeśli się udało, to znowu podjąłem ponowną próbę wgryzienia się. Tym razem w jego szyję. Doskonale pamiętałem to uczucie, przepełnione porażką oraz brakiem godności, kiedy wiedziałem, że dałem się podejść wrogowi zbyt blisko i właśnie pozbawiał mnie życia... Ból rozrywanej szyi był wszechogarniający. Ale to było dawno. Ale napawało mnie jeszcze większym wkurwieniem. Ta krew mi się należała.
Napierdalam z łokcia w jaja Ambroise’a.
A jeśli wyżej poszło i nie liżę podłogi, to próbuję dosięgnąć szyi ząbkami.
Kutas...
Zawsze myślałem, że Ambroise Greengrass był potulną owieczką. Myliłem się. Albo po prostu coś się w nim zmieniło. Mógł zauważyć, że po naszych ostatnich spotkaniach ja również się zmieniłem. Nie byłem już łowcą. Stałem się drapieżnikiem. Wściekłym i głodnym.
Syknąłem, kiedy złapał mnie za włosy. Powinienem się skrzywić na ten dźwięk. Z reguły się na niego krzywiłem, teraz zaś wydał mi się naturalnym przedłużeniem mojego jestestwa w tej sytuacji. Niekorzystnej, patrząc na to, że Ambroise wykorzystał ciężar swojego ciała by mnie unieruchomić, a nawet poniewierać. Nie zamierzałem mu na to pozwolić... A że cios poniżej pasa miałem na wyciągnięcie ręki, więc spróbowałem przypierdolić mu z łokcia prosto w jaja.
A jeśli się udało, to znowu podjąłem ponowną próbę wgryzienia się. Tym razem w jego szyję. Doskonale pamiętałem to uczucie, przepełnione porażką oraz brakiem godności, kiedy wiedziałem, że dałem się podejść wrogowi zbyt blisko i właśnie pozbawiał mnie życia... Ból rozrywanej szyi był wszechogarniający. Ale to było dawno. Ale napawało mnie jeszcze większym wkurwieniem. Ta krew mi się należała.
Napierdalam z łokcia w jaja Ambroise’a.
Rzut PO 1d100 - 35
Slaby sukces...
Slaby sukces...
A jeśli wyżej poszło i nie liżę podłogi, to próbuję dosięgnąć szyi ząbkami.
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana