17.01.2023, 20:12 ✶
Wybudzanie się z popołudniowej drzemki miało swój osobliwy rytuał. Najpierw poruszały się uszy, zbierając dźwięki z najbliższej i później dalszej okolicy. Następnie wąsy drgały wyczuwając gęstość atmosfery i potencjalne silne emocje parujące z ludzkich porów. Dopiero po tych czynnościach zapoznawczych wyciągał przednie i tylne łapy jak najdalej od siebie, prostując każdy krąg elastycznego kręgosłupa. Zawsze było przy tym ziewnięcie i oblizanie pyszczka, aby upewnić się czy śniony tuńczyk nie transmutował się w treść właściwą, smakowitą. Na końcu otwierał ślepia, a jego źrenice od razu ustawiały swoją średnicę do panującej w pomieszczeniu widoczności. Nie zauważył nigdzie Nory, co skwitował kolejnym ziewnięciem. Słyszał za to jej głos w pomieszczeniu obok. Przeciągając się raz drugi - wyciągając zad do księżyca, puchatym i pustym (!) brzuchem ocierając o plecak Nory a w przednich łapach wyciągając pazury. Po ukończeniu rytuału pobudki mógł pomknąć na czyste kafelki podłogowe i śmignąć powabnym krokiem za głosem swojej duszy. Im bliżej był części głównej klubokawiarni tym do jego uszu docierało coraz więcej szczegółów dźwiękowych. Przeplatające się głosy, dźwięk przesuwanych szklanek, odkładanych łyżeczek, szum wiatru przeciskającego się przez szczelinę w drzwiach i niepocieszone stękanie wieszaka na odzież (z którym to wojował dzień w dzień odkąd ten nauczył się uskakiwać przed płaszczami). Znalazłszy się wewnątrz od razu wąsy Salema uniosły się w zachwycie na widok siedzącej Nory. Opadły pod ciężarem atmosfery. Miała dziwny posmak, jakby słono - zimny, niczym nieprzyjemny dreszcz w mroźny dzień. Znalazł ją w towarzystwie dwóch mężczyzn, z którego jednego od razu rozpoznał.
- Dobry wieczór.- odezwał się z chrypką tuż po tym gdy wskoczył na blat. Sprawnie i z łatwością pominął znajdujące się tu akcesoria. Otarł się łebkiem o szyję i brodę Nory, zbierając z niej ciepło, dzięki któremu jego sierść była jeszcze bardziej miękka. Przeszedł w kierunku Fergusa, postawił łapy między jego nadgarstkami i smagnął go puchatym ogonem po bladej facjacie. Wąsy oklapły od jego zapachu.
- Dawno cię nie było. Co ty taki zimny ze zdenerwowania? Pączka nie zjadłeś. Jesteś zły to zjedz specjał Nory. - wywróciłby ślepami gdyby jego gałki oczne były w stanie tak się obrócić. Odwrócił się za to sylwetką, ponownie omiatając rudym ogonem jego twarz i ręce bowiem kocie ślepia zatrzymały się na nieznajomym.
- Dobry wieczór panu. Zwę się Salem, jedyny słuszny tego imienia, ubogacacz klubokawiarni, koneser dań dla wymagającego podniebienia, zawzięty łowca drobiu i szkodników… między innymi. Poczęstował się pan dzisiejszym specjałem Nory? Ptysie w polewie czekoladowo- truskawkowej. Chyba, że ma pan szczególne wymagania smakowe to coś specjalnie dla pana wymyślę.- usiadł między Norą a Saurielem, zatrzymując ślepia na jego twarzy. Jak zawsze namawiał klientelę do wydawania jak największej ilości galeonów. Miał to zapisane już w nawykach. Standardowo zbierał zapachy i smaki z pobliskich osób. Nie opuszczał wzroku z nieznajomego. Nie był pewien czemu ale czegoś mu tu brakowało. Uśmiechu? Pączka w dłoni? Hmm…
- Dobry wieczór.- odezwał się z chrypką tuż po tym gdy wskoczył na blat. Sprawnie i z łatwością pominął znajdujące się tu akcesoria. Otarł się łebkiem o szyję i brodę Nory, zbierając z niej ciepło, dzięki któremu jego sierść była jeszcze bardziej miękka. Przeszedł w kierunku Fergusa, postawił łapy między jego nadgarstkami i smagnął go puchatym ogonem po bladej facjacie. Wąsy oklapły od jego zapachu.
- Dawno cię nie było. Co ty taki zimny ze zdenerwowania? Pączka nie zjadłeś. Jesteś zły to zjedz specjał Nory. - wywróciłby ślepami gdyby jego gałki oczne były w stanie tak się obrócić. Odwrócił się za to sylwetką, ponownie omiatając rudym ogonem jego twarz i ręce bowiem kocie ślepia zatrzymały się na nieznajomym.
- Dobry wieczór panu. Zwę się Salem, jedyny słuszny tego imienia, ubogacacz klubokawiarni, koneser dań dla wymagającego podniebienia, zawzięty łowca drobiu i szkodników… między innymi. Poczęstował się pan dzisiejszym specjałem Nory? Ptysie w polewie czekoladowo- truskawkowej. Chyba, że ma pan szczególne wymagania smakowe to coś specjalnie dla pana wymyślę.- usiadł między Norą a Saurielem, zatrzymując ślepia na jego twarzy. Jak zawsze namawiał klientelę do wydawania jak największej ilości galeonów. Miał to zapisane już w nawykach. Standardowo zbierał zapachy i smaki z pobliskich osób. Nie opuszczał wzroku z nieznajomego. Nie był pewien czemu ale czegoś mu tu brakowało. Uśmiechu? Pączka w dłoni? Hmm…