28.09.2024, 18:14 ✶
– Ha, prawda! Widzisz, jakie masz szczęście? – uśmiechnęła się szeroko na ten komplement. Rzeczywiście, Electra Prewett czuła się obecnie jak jakaś gwiazda. Od czasu śmierci ojca, w jej życiu nie było żadnych innych trosk. Wszystko zdawało się układać idealnie; nowa ekscytująca praca, ciekawe znajomości, mieszkanie z braćmi. Dziewczyna nie miała pojęcia, że za parę miesięcy zostanie zaatakowana przez obsesyjnego fana, a potem przeżyje swoje pierwsze prawdziwe rozstanie. Na początku grudnia jednak listy od fana nie nabrały jeszcze niepokojącego wydźwięku, a Lesley była dla niej obcą osobą z agencji. Czuła się więc absolutnie fantastycznie.
– Lękać się muszę jedynie o zdrowie Basila. – prychnęła. – Dobrze wiem, że jesteś bardziej wytrzymały od niego, chociaż o to chyba nie trudno. – kiedy Laurent się obrócił, przytuliła go normalnie. Z drugiej strony, może faktycznie powinna uważać. Ciężko było jej przyzwyczaić do tego, że nie jest już małym brzdącem, który może wskakiwać kuzynom na barana, tylko dorosłą kobietą, prawie tak wysoką jak oni. Do tego Lauri był przecież strasznie chudy... A jeszcze z trzeciej strony, mogła się wreszcie odwdzięczyć za te wysokie lata, kiedy chłopaki droczyli się z nią, robiąc niespodziewane ataki łaskotek. Teraz jednak postanowiła poprzestać na przytulaniu. Na razie.
Laurent mógł być spokojny, bo dziewczyna miała na sobie płaszczyk wykończony futerkiem i szalik, wydziergany na drutach przez Elise. Matka od dziecka wpajała jej, że szyk powinien iść w parze z wygodą i praktycznością ubrań. Zresztą, Electra nie planowała iść dzisiaj na zakupy ubraniowe, ani na randkę, więc nie zakładała ciuchów, które łatwo można by ściągnąć.
– Ale serio, przyszedłeś tutaj robić świąteczne zakupy, czy po prostu pooglądać dekoracje? – wystrój Carkitt Market przed Yule był naprawdę przepiękny, więc nic dziwnego, ktoś mógłby odwiedzić centrum handlowe wyłącznie w tym celu. – Bo jeśli chcesz, możesz mi pomóc przy szukaniu prezentów dla rodziny. Wtedy będziemy mieć pewność, że nie kupimy tego samego. – uśmiechnęła się do Lauriego, tym razem bardziej konspiracyjnie. Liczyła, że kuzyn się zgodzi, bo oboje byli ostatnio zbyt zajęci, by mieć czas choćby na wspólną kawę.
– Lękać się muszę jedynie o zdrowie Basila. – prychnęła. – Dobrze wiem, że jesteś bardziej wytrzymały od niego, chociaż o to chyba nie trudno. – kiedy Laurent się obrócił, przytuliła go normalnie. Z drugiej strony, może faktycznie powinna uważać. Ciężko było jej przyzwyczaić do tego, że nie jest już małym brzdącem, który może wskakiwać kuzynom na barana, tylko dorosłą kobietą, prawie tak wysoką jak oni. Do tego Lauri był przecież strasznie chudy... A jeszcze z trzeciej strony, mogła się wreszcie odwdzięczyć za te wysokie lata, kiedy chłopaki droczyli się z nią, robiąc niespodziewane ataki łaskotek. Teraz jednak postanowiła poprzestać na przytulaniu. Na razie.
Laurent mógł być spokojny, bo dziewczyna miała na sobie płaszczyk wykończony futerkiem i szalik, wydziergany na drutach przez Elise. Matka od dziecka wpajała jej, że szyk powinien iść w parze z wygodą i praktycznością ubrań. Zresztą, Electra nie planowała iść dzisiaj na zakupy ubraniowe, ani na randkę, więc nie zakładała ciuchów, które łatwo można by ściągnąć.
– Ale serio, przyszedłeś tutaj robić świąteczne zakupy, czy po prostu pooglądać dekoracje? – wystrój Carkitt Market przed Yule był naprawdę przepiękny, więc nic dziwnego, ktoś mógłby odwiedzić centrum handlowe wyłącznie w tym celu. – Bo jeśli chcesz, możesz mi pomóc przy szukaniu prezentów dla rodziny. Wtedy będziemy mieć pewność, że nie kupimy tego samego. – uśmiechnęła się do Lauriego, tym razem bardziej konspiracyjnie. Liczyła, że kuzyn się zgodzi, bo oboje byli ostatnio zbyt zajęci, by mieć czas choćby na wspólną kawę.