28.09.2024, 22:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2024, 16:19 przez Brenna Longbottom.)
– Starczy, jak przyjdzie dzień, że nie będzie mogła mnie wywalać z miejsca zbrodni. A przyjdzie – oświadczyła Brenna, która pod pewnymi względami była aż do przesady pewna siebie i to był jeden z nich.
Młoda Brygadzistka w pewnym sensie była rozpuszczonym dzieciakiem, ale chciała od zawsze pracować w BUM, bo po prostu nie wyobrażała sobie, że mogłoby być inaczej. Przygotowywała się do tego, i nie było w tym stwierdzeniu przesady, całe swoje życie. Gdyby jej to odebrano, pewnie poszłaby szukać pracy u Bonesów, w ich biurze detektywistycznym, ale byłaby przy tym ogromnie zagubiona, bo jej plan był od dawna bardzo jednotorowy. Chciała pomagać innym, oczywiście, ale… ta praca była dla niej też celem sama w sobie.
– Po prostu się postarajmy, żeby nas nie przyłapali – stwierdziła, zamierzając działać bardzo szybko. Wątpiła zresztą, by Rosa wpadła tu coś sprawdzać, skoro detektyw Clemens Longbottom był na miejscu. Gdyby z Brenną stał jeszcze ktoś z niedawnego naboru, to co innego, ale tak to szanse na odwiedziny pozostawały nikłe.
Gdy już znalazła się w kręgu widmowidza i zanurzyła w widmie przeszłości, próbowała zwracać uwagę na szczegóły. Nie chodziło tylko o to, by pochwycić dźwięk czy obraz, ale też wyciągnąć z nich wnioski. Próbowała zapamiętać tembr głosu, gdy patrzyła na ręce zwracała uwagę na paznokcie, na to, czy palce są grube czy chude, na to, czy na palcach była biżuteria albo ślad po obrączce i kolor drobnych włosków. Wszystko mogło mieć znaczenie. Spoglądając na ciemnowłosego mężczyznę niemal odruchowo Brenna próbowała ocenić jego wzrost, zapamiętywała, jaka była długość tych włosów… ale ledwo zrozumiała, co ten robi, zapomniała o całej reszcie.
– O chuj – wyrwało się jej, gdy tylko wizja się rozwiała, a świece zgasły. Gwałtownym ruchem machnęła różdżką, zgarniając je na jedno miejsce, z powrotem do pudełka. Wiedziała, że w domu nie pochwalono by takiego języka: Brenna zresztą klęła rzadko, nie zdążyła jeszcze przesiąknąć tym rynsztokowym słownictwem (i chyba nigdy nie miało się tak stać, chociaż używała go od czasu do czasu. Tym razem jednak łatwo było się domyśleć, że owszem, dziewczyna coś zobaczyła.
– Wujek, tu jest coś pod podłogą – powiedziała, zniżając odruchowo głos, jakby obawiała się, że ktoś tkwi pod klapą, podsłuchując ich rozmowę. Jej wzrok odruchowo skoncentrował się na tym miejscu, choć teraz wyglądało absolutnie niewinnie, a różdżkę trzymała w pogotowiu. – Siedział tam jakiś doktor? – dodała, chociaż tego nie była pewna, pytanie „doktorze?” mogło być równie dobrze rzucone do kogoś na dole, jak i do kogoś, kto był wtedy tutaj, na górze, poza zasięgiem jej wzroku. - Chyba wiem, jak to otworzyć... - dodała jeszcze, trochę niepewna, bo że znaleźli tu przypadkiem wejście to byłoby normalne, ot któreś coś zauważyło, co inni przegapili, ale nie była pewna, czy pakowanie się tam we dwoje to najlepszy pomysł roku. Ale... też nie mieli pewności, czy ten numer, który zobaczyła w kręgu, zadziała.
Młoda Brygadzistka w pewnym sensie była rozpuszczonym dzieciakiem, ale chciała od zawsze pracować w BUM, bo po prostu nie wyobrażała sobie, że mogłoby być inaczej. Przygotowywała się do tego, i nie było w tym stwierdzeniu przesady, całe swoje życie. Gdyby jej to odebrano, pewnie poszłaby szukać pracy u Bonesów, w ich biurze detektywistycznym, ale byłaby przy tym ogromnie zagubiona, bo jej plan był od dawna bardzo jednotorowy. Chciała pomagać innym, oczywiście, ale… ta praca była dla niej też celem sama w sobie.
– Po prostu się postarajmy, żeby nas nie przyłapali – stwierdziła, zamierzając działać bardzo szybko. Wątpiła zresztą, by Rosa wpadła tu coś sprawdzać, skoro detektyw Clemens Longbottom był na miejscu. Gdyby z Brenną stał jeszcze ktoś z niedawnego naboru, to co innego, ale tak to szanse na odwiedziny pozostawały nikłe.
Gdy już znalazła się w kręgu widmowidza i zanurzyła w widmie przeszłości, próbowała zwracać uwagę na szczegóły. Nie chodziło tylko o to, by pochwycić dźwięk czy obraz, ale też wyciągnąć z nich wnioski. Próbowała zapamiętać tembr głosu, gdy patrzyła na ręce zwracała uwagę na paznokcie, na to, czy palce są grube czy chude, na to, czy na palcach była biżuteria albo ślad po obrączce i kolor drobnych włosków. Wszystko mogło mieć znaczenie. Spoglądając na ciemnowłosego mężczyznę niemal odruchowo Brenna próbowała ocenić jego wzrost, zapamiętywała, jaka była długość tych włosów… ale ledwo zrozumiała, co ten robi, zapomniała o całej reszcie.
– O chuj – wyrwało się jej, gdy tylko wizja się rozwiała, a świece zgasły. Gwałtownym ruchem machnęła różdżką, zgarniając je na jedno miejsce, z powrotem do pudełka. Wiedziała, że w domu nie pochwalono by takiego języka: Brenna zresztą klęła rzadko, nie zdążyła jeszcze przesiąknąć tym rynsztokowym słownictwem (i chyba nigdy nie miało się tak stać, chociaż używała go od czasu do czasu. Tym razem jednak łatwo było się domyśleć, że owszem, dziewczyna coś zobaczyła.
– Wujek, tu jest coś pod podłogą – powiedziała, zniżając odruchowo głos, jakby obawiała się, że ktoś tkwi pod klapą, podsłuchując ich rozmowę. Jej wzrok odruchowo skoncentrował się na tym miejscu, choć teraz wyglądało absolutnie niewinnie, a różdżkę trzymała w pogotowiu. – Siedział tam jakiś doktor? – dodała, chociaż tego nie była pewna, pytanie „doktorze?” mogło być równie dobrze rzucone do kogoś na dole, jak i do kogoś, kto był wtedy tutaj, na górze, poza zasięgiem jej wzroku. - Chyba wiem, jak to otworzyć... - dodała jeszcze, trochę niepewna, bo że znaleźli tu przypadkiem wejście to byłoby normalne, ot któreś coś zauważyło, co inni przegapili, ale nie była pewna, czy pakowanie się tam we dwoje to najlepszy pomysł roku. Ale... też nie mieli pewności, czy ten numer, który zobaczyła w kręgu, zadziała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.