28.09.2024, 22:33 ✶
- O, no proszę. Całkiem sprytne - pokiwał głową, bo w sumie podejście przesłuchiwanego od właściwiej strony zazwyczaj znacząco ułatwiało życie, nie wspominając już o tym że tak jak w tym przypadku, mogło nieść ze sobą całkiem zabawne anegdotki. Ciekawe jak bardzo skurwiałym człowiekiem musiał być denat, że wszyscy w jego życiu zdawali się nienawidzić go do tego stopnia, by być gotowym siedzieć za kogoś innego.
Przyglądał się jej, opierając brodę o dłoń, kiedy opowiadała dalej, dzieląc się resztą historii ze statku, a potem i rozwijając opowieść o lwach i czarowniku. Odrobinę jej chyba zazdrościł, bo nawet jeśli nie mógł oprzeć się żartowaniu z tego jak pakuje się w coraz to nowe problemy, to sam bardzo chętnie znalazłby się na jej miejscu. Bo przynajmniej coś by się działo. Historia o pobiciu się o wąsa brzmiała w jego głowie niemal żałośnie, szczególnie gdyby dodać do tego że potem zgubił się na tych ścieżkach na parę ładnych godzin, a maski? Maski to był festiwal klaunów, biorąc pod uwagę jak bardzo Scylla mu nie leżała i jak bardzo zachwycony był nią Rodolphus.
- Oczywiście. Nie martw się, może ciebie też kiedyś będzie chciał poślubić jakiś czarownik - uśmiechnął się krótko, a potem sobie coś jeszcze przypomniał. - A właśnie, jako że odrzuciłaś moje awanse, bo śmiało cię nie być w kraju, to kupiłem ci śpiewające sombrero. Potem ci podeślę - wydawał się z tego zakupu niezwykle wręcz zadowolony, chociaż nie było w tej czapce niczego specjalnego. Nie śpiewała chyba nawet całej piosenki, tylko zapętlono jej refren tej najbardziej popularnej i chwytliwej. - Mam nadzieję, że nie, bo dziewczyna jest okropnie nawiedzona. A do kandydata - bardzo dobrze, będę czekał. To co, zbieramy się?
Sam wysupłał z sakiewki odpowiednią sumę, dokładając do tego napiwek dla obsługującej ich dziewczyny, a potem razem z Brenną opuścili kawiarenkę.
Przyglądał się jej, opierając brodę o dłoń, kiedy opowiadała dalej, dzieląc się resztą historii ze statku, a potem i rozwijając opowieść o lwach i czarowniku. Odrobinę jej chyba zazdrościł, bo nawet jeśli nie mógł oprzeć się żartowaniu z tego jak pakuje się w coraz to nowe problemy, to sam bardzo chętnie znalazłby się na jej miejscu. Bo przynajmniej coś by się działo. Historia o pobiciu się o wąsa brzmiała w jego głowie niemal żałośnie, szczególnie gdyby dodać do tego że potem zgubił się na tych ścieżkach na parę ładnych godzin, a maski? Maski to był festiwal klaunów, biorąc pod uwagę jak bardzo Scylla mu nie leżała i jak bardzo zachwycony był nią Rodolphus.
- Oczywiście. Nie martw się, może ciebie też kiedyś będzie chciał poślubić jakiś czarownik - uśmiechnął się krótko, a potem sobie coś jeszcze przypomniał. - A właśnie, jako że odrzuciłaś moje awanse, bo śmiało cię nie być w kraju, to kupiłem ci śpiewające sombrero. Potem ci podeślę - wydawał się z tego zakupu niezwykle wręcz zadowolony, chociaż nie było w tej czapce niczego specjalnego. Nie śpiewała chyba nawet całej piosenki, tylko zapętlono jej refren tej najbardziej popularnej i chwytliwej. - Mam nadzieję, że nie, bo dziewczyna jest okropnie nawiedzona. A do kandydata - bardzo dobrze, będę czekał. To co, zbieramy się?
Sam wysupłał z sakiewki odpowiednią sumę, dokładając do tego napiwek dla obsługującej ich dziewczyny, a potem razem z Brenną opuścili kawiarenkę.
Koniec sesji