Dała im się trochę poprzepychać, bo zdecydowanie tego potrzebowali, nie wtrącała się, przynajmniej na samym początku, bo im dalej w las, tym gorzej to wszystko wyglądało z jej perspektywy. Czuła, że rozpierdolą jej mieszkanie, zdecydowanie wolałaby tego uniknąć.
Pociągnęła kolejny łyk alkoholu z kwadratowej, ciężkiej karafki, która była wypełniona złocistym trunkiem.
Zaskoczyło ją nawet, że Ambroise całkiem zgrabnie sobie radził w potyczce z jej bratem, bo jednak Młody był przecież wampirem, więc też miał jakieś tam swoje specjalne umiejętności, które przekraczały te ludzkie. Wiedziała jednak, że Greengrass obraca się w różnym towarzystwie i też potrafił korzystać ze swoich pięści.
Drgnęła, gdy Astaroth się na niego rzucił. Jasne, był jej młodszym bratem, jemu powinna kibicować, tyle, że raczej nie w tej sytuacji. Wkurwił ją, zranił, a do tego próbował pożywić się na jej byłym. To nie tak, że sama nie miała ochoty kilka razy w życiu uszkodzić Ambroise'a, bo oczywiście, że miała, ale w tej chwili musiała go obronić przed bestią. Była przecież łowcą potworów, może pijanym, ale nadal.
Nie stała już jak kamień, ruszyła przed siebie, postanowiła jebnąć bratu w głowę tą karafką, którą trzymała w dłoni. Może to go otrzeźwi. Spróbowała jeden raz, a później zamachnęła się kontrolnie drugi raz, jakby za pierwszym razem nie trafiła, bo przecież była najebana.
Akcja nieudana
Sukces!