29.09.2024, 00:24 ✶
Coś mu się tutaj nie zgadzało, bo głos który dźwięczał w uszach nie należał do Florence, Basiliusa, ani nawet tej uroczej pielęgniarki, która mu ostatnio krew pobierała. Gorzej, ten głos należał do Brenny. Atreus wyburczał coś pod nosem, bo go chyba nagle głowa bardziej rozbolała, kiedy uświadomił sobie że no przecież powinien już wcześniej pod uwagę, że mogła się tutaj pojawić. Jakoś tylko w tym całym zamieszaniu i oszołomieniu nie pomyślał o szarpiącej nimi więzi, ale teraz kiedy już to zrobił, to absolutnie nie było mu szkoda że chociaż raz był w pełni świadomy że czuła jak się prawie wywrócił na drugi świat.
Ale coś w jej słowach było też niepokojącego co z jakimś oporem przedarło się do jego świadomości. Nie miał wąsa. Niby prosty komunikat, którego był świadomy, bo nie czuł zarostu od paru dobrych godzin - ten zdarła mu Florence - ale mimowolnie sięgnął teraz dłonią do górnej wargi.
- Przecież wiem - burknął, czując jak jedność z wąsem powoli się rozpływa.
Miał takiego jednego wielkiego siniaka, który zaczynał się rozlewać po klatce piersiowej, a który i tak został nieco spacyfikowany podanymi mu eliksirami. Twarz jednak wydawała się jako taka, przede wszystkim zmęczona i może odrobinę podrapana, ale miał wrażenie że na całe szczęście odłamki ją ominęły. Chociaż specjalnie by się nie burzył na jakąś ładna bliznę.
- Nie, dziękuję - skrzywił się, bo chyba troszkę sobie właśnie z niego żartowała, a on był zdania że wąsa to powinno się szanować, a po drugie to leżał właśnie w szpitalu i był obłożnie chory, ledwo przeżył i w ogóle. - Absolutnie tak - kiwnął głową, wyrzucając chwilowo przez okno argument, że ledwo żył. - Nawet gorzej, bo to nie uzdrowiciele a moja siostra i Basilius, co się sprzeniewierzyli przeciwko mnie, bo niestety się zdarzyło że mieli obydwoje dzisiaj dyżur. A może wciąż mają? - w sumie obydwoje mieli to do siebie, że spędzali w Mungu o wiele za dużo czasu. - Tylko mnie trochę zmiotło i sponiewierało. Powiedziałem im że eliksir wystarczy, ale kazali mi zostać do rana. Tak na wszelki wypadek - wyrzucił z siebie zmienionym, prześmiewczym głosem, który miał pokracznie naśladować ni to Basiliusa ni to Florence. Bardziej ton, którym mu to zakomunikowali. - A ty co? Ktoś cię tu siłą zaciągnął czy postanowiłaś odwiedzić Caina? Słyszałem że go mocno trzepnęło, ale się wyliże.
Ale coś w jej słowach było też niepokojącego co z jakimś oporem przedarło się do jego świadomości. Nie miał wąsa. Niby prosty komunikat, którego był świadomy, bo nie czuł zarostu od paru dobrych godzin - ten zdarła mu Florence - ale mimowolnie sięgnął teraz dłonią do górnej wargi.
- Przecież wiem - burknął, czując jak jedność z wąsem powoli się rozpływa.
Miał takiego jednego wielkiego siniaka, który zaczynał się rozlewać po klatce piersiowej, a który i tak został nieco spacyfikowany podanymi mu eliksirami. Twarz jednak wydawała się jako taka, przede wszystkim zmęczona i może odrobinę podrapana, ale miał wrażenie że na całe szczęście odłamki ją ominęły. Chociaż specjalnie by się nie burzył na jakąś ładna bliznę.
- Nie, dziękuję - skrzywił się, bo chyba troszkę sobie właśnie z niego żartowała, a on był zdania że wąsa to powinno się szanować, a po drugie to leżał właśnie w szpitalu i był obłożnie chory, ledwo przeżył i w ogóle. - Absolutnie tak - kiwnął głową, wyrzucając chwilowo przez okno argument, że ledwo żył. - Nawet gorzej, bo to nie uzdrowiciele a moja siostra i Basilius, co się sprzeniewierzyli przeciwko mnie, bo niestety się zdarzyło że mieli obydwoje dzisiaj dyżur. A może wciąż mają? - w sumie obydwoje mieli to do siebie, że spędzali w Mungu o wiele za dużo czasu. - Tylko mnie trochę zmiotło i sponiewierało. Powiedziałem im że eliksir wystarczy, ale kazali mi zostać do rana. Tak na wszelki wypadek - wyrzucił z siebie zmienionym, prześmiewczym głosem, który miał pokracznie naśladować ni to Basiliusa ni to Florence. Bardziej ton, którym mu to zakomunikowali. - A ty co? Ktoś cię tu siłą zaciągnął czy postanowiłaś odwiedzić Caina? Słyszałem że go mocno trzepnęło, ale się wyliże.